Zapomniane style piwne – Burton Ale
https://thebeervault.blogspot.com/2013/01/zapomniane-style-piwne-burton-ale.html
Piwowarzy z Burtonu robili to piwo zanim część się przerzuciła na nowy gatunek pale ale, warzony na eksport dla brytyjskich wojsk kolonialnych w Indiach, później znany jako india pale ale. Piwo z Burtonu stało się popularne w XVIII wieku, kiedy ulepszona infrastruktura pozwoliła na dostarczanie go do Londynu, a nawet nad Bałtyk. W szczytowym okresie 70% piwnej produkcji Burtonu było eksportowanej do Rosji. Burtońskie piwa były pite na dworze carskim, i zainspirowały Piotra Wielkiego do wsparcia rozwoju piwowarstwa komercyjnego w Piotrogrodzie. Przy 12% zawartości alkoholu i 7-letniej przydatności do spożycia nietrudno zgadnąć skąd się wziął sukces komercyjny piw z Burtonu, pijanych również chętnie przez polską szlachtę.
Wojny napoleońskie, a szczególnie blokada kontynentalna, oraz ustanowienie w Rosji w 1822 roku cła protekcyjnego na importowane dobra konsumpcyjne (co ciekawe, nie dotyczyły one porterów oraz stoutów), silnie uderzyły w burtońskie browary. Rynek się mocno skurczył, większość zbankrutowała, a reszta postawiła na ekspansję za pośrednictwem wpływowej East India Company. Jeden z jej dyrektorów, Campbell Marjoribanks zauważył, że ciężkie i słodkie piwo raczej się nie przyjmie w gorącym indyjskim klimacie, wskutek czego piwowarzy z Burtonu postawili na nowy styl, dopasowany do okazji. Wówczas narodziła się legenda Burtonu jako centrum warzenia IPA, chociaż burton ale był nadal produkowany.
Piwowarzy z Burtonu musieli jednak sprzedawać swoje produkty na rynku wewnętrznym, natomiast angielscy piwosze uważali burton ale za styl zbyt ciężki, gęsty i słodki, w związku z czym w 1822 roku jeden z głównych burtońskich piwowarów, Samuel Allsopp, zmienił recepturę czyniąc piwo lżejszym, mniej alkoholowym i bardziej gorzkim niż dotychczas warzona wersja „bałtycka”. W ten sposób zmieniony burton ale przyjął się na angielskim rynku. Z czasem zaczęto stosować do produkcji również jasne słody.
Jako dopełnienie wpisu niech posłuży dopasowana tematycznie degustacja. Rekreacji burton ale w wersji oryginalnej, drugofalowej czyli 'post-rosyjskiej' podjął się piwowar domowy Bogumił Rychlak. Jest to piwo stworzone według opisów archiwalnych z czasów, kiedy wersja Samuela Alsoppa (nieco lżejsza i bardziej gorzka) przyjęła się na brytyjskim rynku. Receptura jest współczesna, toteż w celu uzyskania efektu siarczanowej wody burtońskiej, a co za tym idzie, nieco winnego aromatu, w piwie pomiędzy chmieleniami wylądowało nieco miodu wielokwiatowego – ówcześni piwosze często ponoć ulegali iluzji obecności miodu w burtonach. Piwo jest chmielone na zimno i ma zgodną z pierwowzorem goryczkę (58,9 IBU), a ponadto jest chmielone na goryczkę według tradycyjnej metody angielskiej (zamiast 60 minut – 30 minut chmielenia, potem dalsze 30 minut gotowania, z czego ostatnie 5 minut znowu z chmielem). Parametry to 9,2% alkoholu, 17% ekstraktu bazowego, odfermentowane do 3 Blg.
Niestety smak nie potrafi dorównać fantastycznej woni, i to głównie ze względu na swoją rozpuszczalnikową wytrawność. Gryzący alkohol czuć tutaj bardzo mocno, a w trakcie picia piwa nie lubię mieć skojarzeń ze zmywaczem do paznokci. Teoretyczne 58,9 IBU nie skutkuje niestety zbyt mocną goryczką, a względem opisów wydaje mi się, że piwo jest również zbyt mało słodkie. Jak już to powiedziałbym że jest lekko kwaskowe, co zresztą pasuje do owocowego profilu aromatycznego. Pełnia jest średnia, wydaje mi się że piwo zyskałoby na mniejszym odfermentowaniu – alkohol byłby nieco bardziej ukryty, natomiast aromat również kojarzy mi się z cięższym piwem. Nie czuć też że piwo było chmielone na zimno, choć to akurat nie przeszkadza, podoba mi się wybitnie owocowy profil aromatyczny tego burtona. Smak niestety już nie za bardzo. Myślę, że jest to piwo które w takiej formie powinno przeleżeć sobie jakiś czas w drewnie, żeby nabrać ogłady. Na razie podoba mi się finisz, w którym wyczuwam nutki orzechów, kandyzowanego cukru oraz wędzonych śliwek. (Ocena: 5,5/10)
nie żebym się czepiał bo ciężko to wytłumaczyć ale christmas pudding to nie jest budyń (bo chyba o to ci chodziło w tym "świątecznym budyniu", bliżej mu do dojrzewającego ciasta. Lepiej chyba nie tłumaczyć żeby każdy wiedział o co chodzi, zresztą polska wikipedia też podaje to hasło w oryinale.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą polecam każdemu kto nie próbował, jest pyszny szczególnie z odrobiną kremu angielskiego czyli custard.
Racja, już zmieniam.
UsuńŚwietny wpis. Dziękuję za lekcje. :)
OdpowiedzUsuńW jaki sposób z ekstraktu wynoszącego 17 osiągnięto 9.2% alkoholu? To przecież nawet koncerny miałyby duży problem tyle wycisnąć, a tu jeszcze fermentacja zakończyła się na 3ch stopniach BLG.
OdpowiedzUsuńZa pomocą miodu. Drożdże rzucają się najpierw na cukier oraz miód, zostawiając słód w spokoju, tym sposobem w piwie zostaje więcej cukrów resztkowych.
UsuńNadal nie tłumaczy to jak z 17% ekstraktu osiągnął ponad 9% alkoholu, chyba że jest to wartość ekstraktu przed dodaniem miodu?
OdpowiedzUsuńTak mi się wydaje. A przynajmniej wydaje mi się że cokolwiek innego byłoby fizycznie niemożliwe :)
UsuńMiód był dodatkiem, owszem, tak jak Kuba pisze. To jest tylko wynik cukromierza, więc nie jest miarodajny, nie dawałem piwa na gęstomierz, więc wartości są orientacyjne.
OdpowiedzUsuń