Wyścig zbrojeń – BrewDog vs. Flying Dog
https://thebeervault.blogspot.com/2013/01/wyscig-zbrojen-brewdog-vs-flying-dog.html
Proszę, na dwóch blogach jakiś czas temu roztrząsano wyższość Latającego Psa nad Psem Warzącym, posiłkując się różnymi piwami z obydwóch stajni, ale żeby zestawienie miało znamiona symetrii należało chyba lepiej porównać piwa które z zasady mają ze sobą konkurować. Wbrew polskiej piwnej blogosferze macherzy obydwóch browarów się bardzo lubią, czego dowodem wspólnie uwarzone piwo Dogfight. Niedawno, jeszcze przed Dogfightem, wpadli na ciekawy pomysł ‘piwnego wyścigu zbrojeń’. Każdy browar miał się uzbroić w ekstremalną IPA, która by przyćmiła wypust browaru drugiego. Haczyk? Miała to być „zero IBU IPA”, czyli IPA wyzbyta pochodzących od chmielu, odpowiedzialnych za goryczkę w piwie alfakwasów. Absurd? Niekoniecznie, choć tak po ludzku to każdy z browarów uwarzył po prostu gruita, czyli piwo „chmielone” mieszanką ziołowo-przyprawową, dającą mu aromat i goryczkę. Zdaję sobie jednak sprawę, że gruit to takie niemodne słowo, kojarzące się z tradycją, z którą przecież zarówno Flying Dog jak i BrewDog walczą jak tylko mogą jako browary programowo postmodernistyczne, no a poza tym IPA is hypa, jak nie pijesz IPA, to jesteś ci... eee, no w każdym razie to IPA jest twarzą całej tej pseudo-rewolucji piwnej. Oczywiście ukazuje to śmieszność sytuacji, w której browary olewające przeszłość w najlepszym wypadku ciepłym moczem, w poszukiwaniu coraz to nowej ekstremy znajdują ją w stylu niebywale tradycyjnym, choć boją się zapewne z powodów wizerunkowych nazwać rzecz po imieniu.
No i proszę – taki fajny aromat, a smak jednak niesamowicie rozczarowuje. Jest słodki z wytrawną końcówką, ziołowo-alkoholowo-cierpką. Ta cierpkość nie jest przyjemna i w żadnym wypadku nie jest to cecha charakterystyczna gruitów – po prostu we Flying Dogu zmaścili finisz, w którym ze względu na wytrawność i mimo wszystko niedostatecznie silną ziołowość panoszy się wszędobylski alkohol. Nie tylko finisz zresztą zmaścili, w zasadzie całość prócz zapachu. Część główna jest też alkoholowa, słodka, nieco gęsta i mało aromatyczna. Nudna, a finisz wręcz bardzo męczący. Te piwo ma świetny zapach, natomiast całościowo jest absolutnie rozklekotane i niezgrane. Flying Dog robi gruita – to tak jakby Andy Warhol wziął się za Rembrandta. (Ocena: 3,5/10)
No i faktycznie lepiej smakuje, mimo że równie silnie czuć w nim gryzący alkohol, który nie jest maskowany ani głębią słodu ani silnie aromatycznymi ziołami, choć jednak jest mniej natarczywy niż u konkurenta. Zioła niestety nie wystarczyły żeby wygładzić piwo. Finisz jest bardziej przyjemny, mogący wywołać skojarzenia z anyżem, smak jest bardziej aromatyczny, a całość lepiej zbalansowana. Nadal jednak jest to piwo które smakuje tak, jakby za jego tworzenie wzięli się amatorzy, którzy poza dowaleniem gigantycznych ilości chmielu do piwa, zazwyczaj nie mają na nie pomysłu który by działał jak należy. (Ocena: 5,5/10)
Konfrontację wygrywa BrewDog, ale widowiskowa to ona nie była. Na Międzynarodowym Wyścigu Zbrojeń jeden browar przyniósł scyzoryk, a drugi morgenszterna. Warto by się udać zamiast tego przed uwarzeniem na konsultację do kogoś kto się zna na rzeczy.
No i BrewDog wygrywa etykietą ;)
OdpowiedzUsuńTo fakt, aż sobie buteleczkę zachowałem. W pierwszym momencie mi się skojarzyła z okładką Europe "Wings Of Tomorrow", co wzbudziło mój sentyment. Wiadomo, estetyka zupełnie inna, ale coś wspólnego mają ze sobą.
Usuń