Browar Nøgne Ø i jego piwa kolonialne
https://thebeervault.blogspot.com/2012/08/browar-ngne-i-jego-piwa-kolonialne.html
Norwegia wprawdzie nie była nigdy mocarstwem kolonialnym,
niemniej jednak pod swoim władaniem miała ongiś cały szereg ziem pozakontynentalnych,
żeby wspomnieć tylko o Islandii, części Grenlandii i północnej Szkocji, Wyspach
Owczych oraz słynnych osadach Wikingów w Ameryce Północnej. Same mroźne tereny
to były, tak więc próba stworzenia nici łączącej Norwegię z
tropikalno-kolonijnymi piwami anglosaskimi (typu ‘india’) jest naciągana,
niemniej jednak najbardziej znany norweski browar rzemieślniczy Nøgne Ø
oczywiście, nie zważając na szczęście na to, szereg piw typu ‘india’ tworzy. Do
mnie z Norwegii przyjechały dwie takie ciekawostki. Jednym jest imperial IPA Nøgne
Ø Two Captains Double IPA, czyli taki norweski Grand Champion, uwarzony według
zwycięskiej receptury piwowara domowego, oraz Nøgne Ø India Saison, będący
powstałym w kolaboracji z australijskim browarem Bridge Road połączeniem belgijskiego saisona z chmielami z Nowego Świata, a konkretnie z Australii. Oba
piwa wyszły wybornie.
Sam browar Nøgne Ø zapewne niektórym czytelnikom otarł się o
uszy (a szczęściarzom również o podniebienie), jest bowiem najbardziej bodaj
utytułowanym, znanym i zasłużonym rzemieślniczym browarem norweskim. Nazwa
browaru znaczy po polsku ‘naga wyspa’ i jest określeniem Henryka Ibsena
odnoszącym się do wystających ponad poziom morza, gołych i skalistych kawałków
lądu u południowego wybrzeża Norwegii. Browar mieści się w Grimstadzie,
miejscowości w której mieszkał Ibsen kiedy pisał swój wiersz w którym użył
owego określenia. Został założony przez dwóch piwowarów domowych w 2002 roku,
bardzo szybko zyskał duże uznanie u koneserów i zwiększył roczną produkcję z
300hl do 3500hl. Nadal śmiesznie mało, szczególnie biorąc pod uwagę, że warzy
piwa w ponad 20 różnych stylach, a popyt na świecie z pewnością znacznie
przekracza podaż.
Browar szczyci się swoją pionierską pracą w Norwegii. Otóż
przed powstaniem Nøgne Ø nie było w tym kraju browarów rzemieślniczych i mało
jaki Norweg słyszał o piwnych stylach typu IPA, porter, pale ale czy imperial
stout – pierwsze norweskie przykłady tych gatunków powstały właśnie w browarze Nøgne
Ø, a dopiero na fali jego sukcesu otwierano dalsze browary dla smakoszy, typu
Haandbryggeriet czy Aegir. Wracając na chwilę do Ibsena i nazwy browaru –
poemat norweskiego wieszcza sławi pewnego Norwega, który w 1809 roku, w celu
uratowania swojej rodziny przed śmiercią głodową, próbuje przełamać wbrew
wszelkim okolicznościom angielską blokadę kontynentalną swoją łodzią, żeby
dotrzeć do Danii i przemycić z powrotem jedzenie dla swojej rodziny. I tak
właśnie widzą się decydenci z Nøgne Ø – wbrew wszelkim okolicznościom
postanowili rozruszać norweski rynek piwowarski. I im się to udało –
przynajmniej w segmencie dla smakoszy, który tworzyli od podstaw.
Mózgiem przedsięwzięcia jest Kjetil Jikiun, główny piwowar a
zarazem toji (bo Nøgne Ø jest również pierwszym europejskim ‘browarem’ sake!),
który jako piwowar domowy a zarazem pilot Scandinavian Airlines często latał do
USA, skąd przywoził do domu surowce, a więc min. amerykański chmiel, oraz
pomysły zaczerpnięte z bogatego amerykańskiego rynku piw rzemieślniczych. Razem
z podobnymi sobie pasjonatami dosłownie zbudował browar od podstaw z różnych
części, które były cięte i spawane, cięte i spawane... nie było kapitału, za to
była pomysłowość, pasja i parę złotych rączek. Wystarczyło.
Początki były trudne, firma omal nie zbankrutowała na
początku swojej działalności, kiedy to w końcu udało się zawrzeć kontrakt z
Vinmonopolet, państwową (czyli jedyną) siecią monopolową w Norwegii. Media
zainteresowały się browarem i od wtedy Nøgne Ø odnotowuje systematyczny rozwój,
mimo że w międzyczasie Kjetil został wyrolowany przez swoich wspólników, którzy
wyczyścili do zera konto bankowe browaru.
Portfolio browaru ma parę wyznaczników:
- jakość, docenianą przez koneserów, wystarczy rzucić okiem
na oceny w serwisie RateBeer
- różnorodność, też wystarczy spojrzeć na listę warzonych w
browarze piw.
- etykiety, proste i schludne z browarowym ‘Ø’ na jednolitym
tle i zazwyczaj nazwą stylu
- składniki, czyli norweska woda, zazwyczaj brytyjski słód Maris
Otter, a często również chmiele z Nowego Świata
- brak filtracji i refermentacja piw w butelkach
Wygląd to bajka – mętna pomarańcz z multum bąbelków oraz
wystającą ponad brzeg szkła gęstą czapą piany. Nonplusultra. Zapach tego india
saisona jest mocno ‘india’! Przede wszystkim cytrusy i marakuja, do tego
kwiatowość i limonka – chmiele z Australii mają nadzwyczaj przyjemny aromat.
Przebija się jednak również wyraźna belgijska drożdżowość, dodając piwu między
innymi dodatkowej morelowej owocowości oraz nutki przyprawowej, która miesza
się z równie delikatną sosną, wyostrzając nieco aromat. Last but not
least, chmiel Stella jest odpowiedzialny za subtelną, intrygującą nutę anyżową.
Jak już wspomniałem, piwo jest bardzo głęboko
odfermentowane, nie ma więc specjalnie słodowej podbudowy która by mu została,
co jest jednak w pełni rekompensowane bardzo intensywną aromatycznością, która
wraz z wysokim (ale nie gryzącym) nasyceniem przeciwdziała uczuciu pustki jakie
by mogło powstać. Piwo jest lekko zadziorne, ostrawe ale jednocześnie dalekie
od chropowatości – ma pazura, ale wchodzi jak masełko. Słodkawość, jeśli już,
to jest bardzo subtelna, oleista faktura związków chmielowych jest dalszym
czynnikiem kompensującym brak ciała, a goryczka jest szlachetna i mocna, mimo
‘jedynych’ 40 IBU, co jest kolejnym skutkiem głębokiego odfermentowania. Mimo
sporego woltażu, grzejącego okolice gardła, piwo jest bardzo orzeźwiające,
wręcz szybkie. W posmaku poza tropikiem i kwiatami można się delektować
dodatkowo nutą anyżową pochodzenia chmielowego – czyli prawdziwym rarytasem, w
innych piwach tego typu nuty są zazwyczaj wynikiem użycia ciemnych słodów, których w
India Saisonie brak. Piwo jest bardzo aromatyczne, a jednocześnie nie
przytłacza ani nie jest nadmiernie ostre. Taki saison to ja rozumiem. Tak po
prawdzie, to podczas picia wydaje się badziej india (vel IPA) niż saison, przez
nos jest chyba lekka przewaga saisonowości. Prawdziwa mieszanka stylów. Stylowa
mieszanka stylów (Ocena: 8,5/10).
Smak jest pełny, wyraźnie słodkawy, kontrowany mocną
goryczką, która ze względu na masywne ciało i wyraźną słodycz piwa nie jest
przesadzona. W dalszym ciągu dominują skojarzenia cytrusowe – słodycz, mocarna,
grejpfrutowa goryczka, grejpfrutowy aromat z dodatkiem nut żywicznych, w
posmaku zaś dla odmiany głównie melonowych, mandarynkowych oraz truskawkowych.
W odróżnieniu do grejpfruta piwo jest mocno rozgrzewające, co nie dziwi przy
takim woltażu. Ciekawe, kunsztowne połączenie aromatu tropikalnego lata z
efektem grzewczym. Super! (Ocena: 8/10)
A'propos chmielu Stella... Na żądanie jednego z wielkich koncernów piwowarskich, począwszy od zbioru 2012 będzie on nosił nazwę "Ella". Bo się podobno kojarzy z "żonobijcą". ;)
OdpowiedzUsuńCo za żenada, belgijskie paskudztwo w zielonych butelkach zawłaszczyło sobie łacińskie określenie gwiazdy...
UsuńGdzie udało Ci się dostać takie rarytasy? :) I jaki koszt takiej przyjemności?
OdpowiedzUsuńWymieniłem się z pewnym Norwegiem :) Ale jak ostatnio byłem w krakowskiej Marii, to mieli IPA oraz Imperial Brown Ale z Nogne O w cenie 26zł za sztukę.
UsuńUwaga natury historyczno - lotniczej;-). To nie "dwa myśliwce z czasów II wojny światowej" a pojedynczy, dwukadłubowy North American F-82 Twin Mustang. Samolot,który co prawda zaczęto opracowywać w 1943 roku na bazie P-51, ale wszedł do służby już po zakończeniu wojny (wziął udział jedynie w działaniach bojowych w czasie wojny koreańskiej). Tak więc jeśli już do czegoś etykieta nawiązuje to raczej po prostu do "podwójności";-)
OdpowiedzUsuńPozdr.
Michał
Dzięki, za mało dokładnie się przyjrzałem etykiecie i nie zauważyłem że to jeden samolot. No i cienki bolek ze mnie jesli chodzi o militaria ;)
Usuń