Kocour Haka NZ Lager – Kocour Varnsdorf – Czechy
Bardzo lubię próbować kolejnych wynalazków chyba najbardziej innowacyjnego czeskiego browaru, jakim jest położony zaraz przy saksońskiej gr...
https://thebeervault.blogspot.com/2011/12/kocour-haka-nz-lager-kocour-varnsdorf.html
W szkle piwo o woltażu 5,6% prezentuje się nadzwyczaj elegancko – mętne, złote, o puszystej jak ta lala, bardzo trwałej pianie. Zapach to początkowo zbożowy słód i lekka cytrusowość, po chwili jednak chmiel Motueka rozwija swoje tropikalne skrzydła. Można więc podziwiać absolutną dominantę, jaką w tym piwie jest mango, do tego również silną marakuję (passiflorę), oraz lekką żywiczność, w którą przechodzi miejscami aromat mango. Brzmi świetnie, tyle że woń jest sumarycznie zbyt delikatna. Obawiam się, że Motueka została dodana jakby od niechcenia pod koniec warzenia, zrezygnowano natomiast (jak przypuszczam) z chmielenia na zimno.
Smak potwierdza moje obawy, gdyż jest słodkawy i bardzo mało aromatyczny. Od zupełnej wodnistości ratuje piwo brak filtracji, natomiast piwo ani nie ma pełni ani specjalnie mocnej goryczki. Jest bardzo delikatne, co tutaj wręcz nasuwa skojarzenia z wyjałowieniem, o niezbyt intensywnym posmaku żywiczno-tropikalnym, który je nieco ratuje. Do gaszenia pragnienia się nadaje, ale nie jest oczywiście zbytnio pożywne. Nadawało by się również jako piwo sesyjne, ale na to piwo ma chyba jednak zbyt dużo alkoholu. Ani nie jest czesko-pilsnerowe (zbyt słaba goryczka) ani tropikalny charakter nowozelandzkiego chmielu aromatycznego nie jest dostatecznie podkreślony. Szkoda, bo założenia były świetne, a wyszło rozczarowanie, które nie ma się co równać z Kocourem AM Lager. Wniosek jest taki, że nie wystarczy dodać do piwa ciekawego chmielu aromatycznego, trzeba to zrobić z głową.
Ocena: 5,5/10