Silver Bottle Beer – Schloss Eggenberg – Austria
Przechodząc w austriackim Intersparze obok całej palety Silver Bottle Beer nie zwróciłem na nie specjalnie uwagi, kątem oka wyglądało bowiem...
https://thebeervault.blogspot.com/2011/06/silver-bottle-beer-schloss-eggenberg.html
Na uwagę oczywiście zasługuje opakowanie – myślałem że jest szklane, oblekane zewnętrzną warstwą metaliczną, a tymczasem jest to w całości aluminiowa puszka, uformowana w kształt butelki i zamknięta kapslem z nawleczką. Disco disco! jak by to podsumował zapewne Zohan. Futurystyczne opakowanie upstrzone jest kombinacjami słów, które brzmią w równej mierze dekadencko co pretensjonalnie: urban poetry, reality spirit, fashion love, earth glamour, liquid music, freedom art. Większość z nich nie wydaje się mieć specjalnego znaczenia, co podkreśla modernizm tego piwa, będącego swoistym ucieleśnieniem zasady formy bez treści. Jedno trzeba jednak przyznać – dopasowanie opakowania do grupy docelowej to strzał w dziesiątkę. Genialny pomysł marketingowy. Aż widzę oczyma wyobraźni scenkę w klubie w której w rytm muzyki elektronicznej pełne egzaltacji i samouwielbienia japiszony przeplatają swoje pseudointelektualne wynurzenia łykami prosto ze srebrnej butelki.
Piwo te rzeczywiście lepiej pić prosto z butelki, gdyż po przelaniu do szkła okazuje się, że kolorystycznie najbardziej przypomina urynę. Piana co prawda tworzy koronkę ale jest gruboziarnista i mało trwała. To dobrze. Piana widocznie nie jest modna. Zapach i smak wpisują się w eurolagerowy sikaczowy paradygmat, ciągnąc go dodatkowo niespodziewanie w dół, co jest wyczynem godnym odnotowania. W woni dominuje tani, kwaskowaty słód, za sprawą czego Silver Bottle Beer śmierdzi jak Lech z puszki, czyli bez skunksa. Kwaśna woda to jedyne co widzę, kwaśna woda to jedyne co czuję. Grupie docelowej pewnie spasuje. Trzeba jednak piwu oddać sprawiedliwość – w zapachu są jeszcze inne elementy oprócz kwaśnego słodu, czyli lekki diacetyl, mydlaność oraz napotykane tu i ówdzie elementy metaliczne, które pewnie mają zastępować chmiel. Mniam. Not.
A smak? Ohyda. Jest jednak do odnotowania niespodzianka, wysycenie bowiem jest wbrew oczekiwaniom dość niskie, czyli niezbyt disco. W głównej mierze piwo jest wodniste, sam smak natomiast jest zagospodarowany podłej jakości słodem. Browar pomyślał jednak również o stronie wytrawnej piwa, która czyni je jeszcze gorszym. Da się, owszem! Silver Bottle Beer zostało bowiem wyposażone w lekką, ale niesamowicie denerwującą cierpką goryczkę, która punktowo drażni sam środek gardła niczym mały chochlik, który w przypływie szaleństwa zacząłby je razić lekkim prądem. Ten dodatek wybitnie nie pasuje do taniego pseudo-słodowego niesmaku tego piwa. Niesamowicie tępe, niedobre piwo, ale grupa docelowa powinna to łyknąć, i to dosłownie.
Ocena: 1