Chernigivske Bile – Chernigivski Pivokombinat – Ukraina
Zadziwiającym wydaje się fakt, że w kraju wódki w wynalazki typu witbier bawią się koncerny (jak w tym przypadku InBev), podczas gdy u nas j...
https://thebeervault.blogspot.com/2011/02/chernigivske-bile-chernigivske.html
Kolor jest jasny, jak na niefiltrowane piwo zaskakująco mało mętny, natomiast piana jest jak w rasowej pszenicy – obfita i zakończona ku górze puszysta koronką. Zapach można by z grubsza opisać jako herbatę mocno doprawioną kolendrą, słód naznacza zaś swoją obecność wonią ziarna. Przyprawowość iście orientalna – do kolendry przyłącza się bowiem również delikatny imbir oraz mała szczypta pieprzu. Całość pachnie tak, jakby oddział Kozaków napadł na karawanę wiozącą szlakiem jedwabnym przyprawy i herbatę z dalekiego wschodu. Cudowny zapach nie idzie jednak niestety w parze ze smakiem. Niby odnotowana zostaje obecność wszystkich wymienionych przypraw, które są niesione przez lekko kwaskowatą, cytrusowo-herbacianą podstawę, całość ma jednak jeden poważny mankament. Piwo jest mianowicie wodniste, do czego w dodatku dochodzi zbyt niskie jak na witbier wysycenie. 2-3 lata temu było wyśmienite, lepsze od białego Obołonia, by obecnie stać się piwem mniej wyrazistym od swojego konkurenta. Zupełnie tak, jakby InBev chciał tę niegdysiejszą perełkę upodobnić do Hoegaardena, co mu się na szczęście nie do końca udało. Piwo jest bardzo cytrusowe i herbaciane, dość orzeźwiające i dobre, ale utraciło niestety sporą część niegdysiejszej chwały.
Ocena: 6,5