Berliner Kindl Weisse – Berliner Kindl – Niemcy
Czas na jakiś niepowtarzalny, oryginalny produkt regionalny, mój wybór padł więc na Berliner Kindl Weisse, czyli „dziecko berlińskie”. Ekhem...
https://thebeervault.blogspot.com/2010/11/berliner-kindl-weisse-berliner-kindl.html
Po otwarciu butelki do nozdrz dochodzi zapach goździków, który się jednak szybko ulatnia. To, co pozostaje, to mieszanka słodowa typowa dla piw pszenicznych, z nutą cierpkości i białych winogron. Kolor, jak na piwo białe przystało, bardzo blady. Piana gęsta, niestety ulatnia się dość szybko, za to można z niej zrobić wystającą z kufla czapę. Duża ilość drożdży rozłożyła się wzdłuż środka mojego wysokiego kufla w formie spirali, co daje ciekawy efekt wizualny. No i oznacza, że tych drożdży berlińscy piwowarzy nie żałowali. Wedle etykiety, ten tradycyjny berliński specjał należy pić z odrobiną syropu malinowego bądź ziołowego, ale nie mam ochoty marnować piwa i syropu na takie bezeceństwa, przywołujące reminiscencje grzesznych pod tym względem czasów liceum. Uwagę zwraca również mała zawartość alkoholu, mianowicie 3%. Nieświadom niczego więc biorę pierwszy łyk po to tylko, żeby żałować że nie mam w domu syropu malinowego! Tak smakuje piwo do którego się wyciśnie całą cytrynę! Skisnąć nie skisło, do końca ważności pozostały cztery miesiące, trzymane było w lodówce, co tylko może oznaczać, ze ów kwasowy smak jest celowy. I nie jest on kwaskowaty, kwasujący bądź kwaśnawy ale kwaśny fest! Poza kwasem szczerze mówiąc nie czuć żadnego smaku, kwaśna nawałnica bez reszty opanowuje kubki smakowe w takim wymiarze, że człowiek się zastanawia czy to jest piwo, co pije. Śladowy posmak chmielu, ledwie wyczuwalny, przemawia za tym, że coś to-to z piwem ma wspólnego, ale całościowo Berliner Kindl wykrzywia twarz tak, jak zrobiłby to sok cytrynowy. Więc ten urwis na etykiecie pewnie dlatego tak się w kuflu chowa bo wrzucił do kadzi z piwem parę koszy cytrusów. Co ciekawe jednak, na liście składników znajdują się tylko woda, drożdże, ekstrakt z chmielu oraz słody jęczmienny i pszeniczny. Co się jednak okazuje, Berliner Kindl Weisse po odbyciu klasycznej fermentacji alkoholowej, poddane jest fermentacji mlekowej, przez co nabiera charakterystycznej kwasoty. Cóż, jak kto lubi, z pewnością jest piwem orzeźwiającym, ale ja dziękuję za takie wykrzywiające twarz orzeźwienie. Przy następnej okazji spróbuję z syropem, a nuż mnie wtedy do siebie przekona. Pono napoleońscy żołnierze w czasie stacjonowania wojsk Korsykanina w Berlinie, nazwali Berliner Kindl Weisse „le champagne du nord”, czyli szampanem północy. Coś w tym jest, bowiem, te piwo faktycznie w smaku jest dość podobne do bardzo wytrawnego wina musującego, z naciskiem na „bardzo”. Albo wręcz przypomina totalnego, kwaśnego sikacza – prawdopodobnie żołnierze napoleońscy z reguły nie byli zbyt majętni i się u siebie musieli zadowalać szampa-sikami, więc może stąd im się piwo skojarzyło od razu z domowym trunkiem.
Ocena: 3
Uśmiechnięte piwo, uwielbiam je. W butelkach można dostać od razu z sokiem ("mit schuss"), dla nadmiernie czułych na kwaśność. Inne rozwiązanie - gose z Lipska, również kwaśne, ale nie aż tak, za to w dodatku słone.
OdpowiedzUsuńSour is new hoppy!
Gose jest czymś do wypróbowania na przyszłość. Ale berliner weisse... brr, nawet nie na bardzo ciepły dzień. A Berliner Kindl mit Schuss się chyba jednak trochę kłóci z założeniem. Rozmyślałem nad maliną albo waldmeisterem jak ostatnio byłem w Niemczech, ale się jednak nie skusiłem. A co do końcowego motta to nie ma szans, żeby kwas mlekowy zastąpił chmiel ;)
OdpowiedzUsuńPiłem wczoraj to piwo i faktycznie smakuje, jakby to był sok z cytryny. Tylko, że moje piwo było ciemnożółte, wręcz pomarańczowe. Piana bujna, po minucie całkowicie zniknęła. I piwo było bardzo mętne, w ogóle nie przezroczyste. Butelka identyczna jak na zdjęciu.
OdpowiedzUsuńMoże ze względu na bardzo wyrazisty, inny smak jest to po prostu piwo do którego się trzeba przyzwyczaić. Wypada jednak znać, z tym że mi na razie jedna próba wystarczy.
OdpowiedzUsuńprzy okazji różnych wojaży wpadłem i do Berlina. Kolega polecił jako "ciekawostkę"... wyjątkowo kwaśna to "ciekawostka":) także jestem nieprzekonany, pijąc krzywiłem się jakbym pił ciepłą wódkę - ale na pewno komuś tam przypasuję. Jak powyżej - "wypada jednak znać"
OdpowiedzUsuńCiekawe jestem czy po latach zrewidowałbyś swoją opinie :) .
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Traf chciał, że wpis własnie o tym jest w przygotowaniu :)
Usuń