Lindemans Pêcheresse – Brouwerij Lindemans – Belgia
Browar Lindemans specjalizuje się w warzeniu piwa typowego dla okolic Brukseli, a więc lambicu. Wyznacznikiem tego stylu jest spontaniczna f...
https://thebeervault.blogspot.com/2011/09/lindemans-pecheresse-brouwerij.html
Powracając do przedmiotu recenzji, Lindemans Pêcheresse to lambic typu owocowego, w celu aromatyzującym oraz by przytępić jego kwaśną stronę zmieszany z sokiem brzoskwiniowym, którego w końcowym produkcie jest co najmniej 30%. Poza tym jest dosładzany cukrem i niestety słodzikiem, ale na szczęście charakterystycznego aromatu i cierpkości tego ostatniego podczas picia się nie uświadczy. Piwo ma estetyczną etykietę z nagą kobietą, a alkoholu jest tutaj tyle co nic, bowiem raptem 2,5%. Kolorystycznie jest klarowne, złociste, natomiast piana jest mało obfita i krótkotrwała.
W zapachu słodka woń wina z białych winogron zmieszana jest z wyraźnym aromatem brzoskwiniowym oraz syropem z dzikiego bzu. Zapach słodyczą nosa nie zakleja, jest tutaj bowiem również obecna lambicowa kwaskowata nuta, która stanowi przeciwwagę dla słodyczy. Pyszności! Wysycenie jest spore, a smak świetny. Kwaśność lambica jest jak najbardziej wyczuwalna, choć jest złagodzona słodką, ale nie kleikowatą nutą brzoskwini. Piwo jest minimalnie bardziej kwaskowate niż słodkie, a owocowość brzoskwiniowa miesza się z białymi winogronami, prowadząc do kwaskowatego finiszu, w którym czuć echa zielonych jabłek. Super!
Ocena: 8/10
a czy przypadkiem do lambicow lindemans nie dodaja prawdziwych owoców?
OdpowiedzUsuńNiestety, tak było kiedyś. Obecnie używają aromatu oraz soku, zastrzegając że jest to sok świeżo wyciśnięty, razem z miąższem. Utrzymują zresztą, że przez to ich lambici owocowe są bardziej owocowe i mniej kwaśne. Takie tłumaczenie się nie robi dobrego wrażenia, choć smakowo nie mam ich produktom absolutnie niczego do zarzucenia.
OdpowiedzUsuńNo to teraz czuję się podle. Tak się składa że, od czasu do czasu, param się sprzedażą tych piw i zawsze sprzedawałem informację o prawdziwych owocach dodawanych w procesie tworzenia. Dzięki za informację. Co nie zmienia faktu, że tak jak mówisz, piwa Lindemans są najlepszymi lambicami jakich próbowałem (specjalistą nie jestem żadnym). Przy okazji gratuluję wspaniałego blogu!
OdpowiedzUsuńDziękuję, bardzo mi miło! I nie ma się czym przejmować - po prostu czasem romantyczna legenda niektórych piw wyprzedza bardziej przyziemną rzeczywistość. Trzeba również uważać na piwa leżakowane w drewnie. Czasami okazuje się, że zamiast stosowania beczek po prostu wrzuca się do piwa trociny bądź kawałki drewna, egzemplum niemiecki Duckstein. Tak jest po prostu bardziej ekonomicznie.
OdpowiedzUsuń