Westvleteren Blonde – Westvleteren Abdij St. Sixtus – Belgia
Na zachodnim krańcu belgijskiej Flandrii, tuż przy granicy z Francją i ledwie 20km od Morza Północnego jest położony trapistowski klaszto...
https://thebeervault.blogspot.com/2012/02/westvleteren-blonde-westvleteren-abdij.html
Tak samo jak pozostałe dwa wywary, Westvleteren Blonde jest rozlewane do butelek pozbawionych etykiety, różniących się od innych piw z klasztoru jedynie kolorem i nadrukiem kapsla – stąd jest też popularnie zwane „Green Cap”. Po przelaniu go do kielicha można podziwiać mętną pomarańcz ukoronowaną kremowo-puszystą czapą piany. Zapach jest bardzo złożony. Z początku na pierwszym planie czuć chlebową słodowość oraz ziołowy chmiel, po krótkiej chwili także drożdże, nieco słomy, owoce (pomarańcze i mocne morele) oraz mocną, ale nie ostrą przyprawowość, w postaci kolendry i goździków, jak i również delikatny aromat skóry.
Nasycenie jest średnio wysokie, smak zaś doskonale wyważony a zarazem wyrazisty, lekko kwaskowaty z średnio mocną goryczką w finiszu. Odczucie w ustach jest miękkie, piwo obchodzi się delikatnie z językiem, mając jednocześnie do dyspozycji bardzo bogaty bukiet. Przyprawowość jest pozbawiona ostrości, którą to generuje za to w ograniczonym zakresie chmiel w finiszu. Owocowość jest intensywna, obecna głównie na przedzie, ale i w posmaku, gdzie głównie morele oraz znacznie delikatniej pomarańcze tworzą przyjemny i aromatyczny wydźwięk pysznego piwa. Pijąc te piwo na co dzień mnisi zdecydowanie nadrabiają brak większości luksusów w klasztorze.
Ocena: 8,5/10
Aromat skóry?!
OdpowiedzUsuńA jak pachnie np. skórzany portfel?
OdpowiedzUsuńJa nadal czekam na dzień, w którym dane mi będzie spróbować chociaż jednego z nich...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://smakpiwa.wordpress.com/
Czytałem sporo opinii, że "hype" na ten browar spowodowany jest głównie trudną dostępnością i tą nutką ekskluzywności, a tak na prawdę poziom porównywalny do innych trapistów. Czytałem też, że sporo osób bardziej ceni Rochefort'a 10 aniżeli Westvleteren'a 12.
OdpowiedzUsuńA tak odbiegając, w jaki sposób udało Ci się zdobyć piwo? Zeszłoroczne Birofilia czy inny kanał?
Spotkałem się z takimi opiniami, ale też nie wiadomo czy nie są one wynikiem sztucznego nonkonformizmu - "jeśli wszyscy uważają, że Westvleteren 12 jest najlepszy, to ja nie będę tak uważał choćby nie wiem co."
OdpowiedzUsuńA piwo zostało zakupione podczas ubiegłorocznej Brackiej Jesieni.
Z Westvleteren wiaze sie rowniez szczegolna historia zwiazana z zamowieniem. Jednorazowo mozna zamowic tylko jedna "kratke" piwa rocznie. Tylko i wylacznie telefonicznie. Na realizacje czeka sie dosyc dlugo, bo nierzadko 3-4 miesiace. Weryfikacja zamowienia odbywa sie poprzez podanie numeru tablic rejestracyjnych auta, ktore przyjedzie odebrac piwo. Jesli numery sie zgadzaja mozna odebrac zamowione piwo.
OdpowiedzUsuńJesli ktos bywa w Belgii, a konkretnie w Brukseli swego czasu jeden pub mial w sprzedazy Westvleteren. Czy tak jest nadal nie wiem, bo w centrum Brukseli jestem rzadko. Dla zainteresowanych link: http://g.co/maps/kxvm8 . Z tego co pamietam cena za jeden kufel byla dosyc spora (nawet jak na tutejsze warunki), ale wynika to z braku dostepnosci tego piwa w sklepach i ogolnie w knajpach. Pamietam, ze raz Carrefour chwalil sie w ulotkach, ze WV bedzie dostepne w jakiejs akcji promocyjnej to skonczylo sie to tak, ze pod brukselskie markety w ogole nie dalo sie nawet podjechac tylu bylo chetnych.
Ja sie przymierzalem z kolega Belgiem do zrobienia zamowienia w czasie ostatnich swiat, ale skonczylo sie tylko na checiach, bo po wykonaniu telefonu uslyszelismy, ze musimy czekac na reazliacje 5 miesiecy, bo zbiory byly kiepskie a zamowien maja duzo. No coz moze nastepnym razem. Tymczasem czekam na recenzje Delirium-Tremens i innych super ciekawych i smacznych belgijskich piw.
P.S. Fajny blog. Bede tu czesciej zagladal, bo piszesz bardzo ciekawie.
Całkiem niedawno mnisi zdecydowali się na sprzedanie większej ilości piw w związku z renowacją klasztoru. Z tej okazji do jednej z belgijskich gazet dodano kupon uprawniający do zakupu jednej skrzynki Westów. Jak mniemam, nakład gazety został błyskawicznie wyprzedany. Najbardziej mnie fascynuje, że mimo popytu parudziesięciokrotnie (tak szacuję - być może zresztą skromnie) przekraczającego podaż, Westvletereny u mnichów cenowo nie odbiegają znacznie od piw belgijskich kupowanych w sklepie. Mogliby na tych piwach tak naprawdę dużo więcej zarabiać, a zamiast tego zarabiają łamiący słowo pośrednicy, bo w obiegu wtórnym ich piwa osiągają nierzadko fantastyczne ceny.
UsuńCo do innych Belgów to muszę spałaszować resztkę zapasów w domu, ponadto czekam na dostawę smakołyków z Norwegii. Potem przyjdzie kolej na Walończyków i Flamandów. Fajnie że u mnie w okolicy nie ma problemów z dostępnością piw belgijskich, żałuję tylko że trudno dostępne są flamandzkie sour ale (poza Bacchusem).
Wlasnie. Dostepnosc. Zwykle kiedy jade do rodziny (swieta i inne tego typu okazje) piwa zajmuja z reguly pol samochodu. No, ale zdarza sie i tak, ze po rozdaniu wszystkiego przychodzi mysl, ze znowu dla kazdego zabraklo. I tak swego czasu pojechalem z bratem do Galerii Jurajskiej (bo ja z Czestochowy jestem) i natknalem sie w ALMIE na kilka mniej lub bardziej znanych belijskich piw. W tamtym danym momencie szukalem chyba DUVEL'a. W sumie ucieszylem sie, bo znalazlem to czego szukalem tylko jeszcze rzut oka na cene i tu mnie zmrozilo. Jedna butelka (Duvel z reguly jest chyba 0,33l) kosztowala chyba 11 zlotych. Zakupy skonczyly sie w sumie na symbolicznej ilosci (takiej, aby sprobowac). No w szoku bylem, bo w Belgii szesciopak kosztuje chyba 5,5EUR, wiec narzut sieci wydaje sie troche duzy (nawet biorac pod uwage, ze jednak belgijskie piwa nie sa popularne w Polsce i sprowadzenie pewnej ilosci musi dawac zarobek). Zreszta podobnie jest z winem. Przebitki 100% w stusunku do cen jakie sa w sklpeach w Belgii nie sa wcale rzadkoscia, bo koszty importu w zadnym wypadku nie uzasadniaja takich duzych cen.
UsuńA akcja z Westami o ktorej piszesz to wlasnie ta o ktorej wspomnialem. Rzeczywiscie pod sklepami bylo nieciekawie, bo ludzie rzucili sie na to masowo.
Jak się da wyłoić klienta, to się łoi... Świadomość konsumencka w Polsce jest jeszcze na dość niskim poziomie, co jest zrozumiałe i uwarunkowane historycznie. Niestety w Polsce można za ten sam produkt co w Niemczech zapłacić i dwa razy tyle, dlatego tylko że ludzie łączą go ze statusem. Najbardziej znanym przykładem są tu chyba spodnie z Adidasa. To samo się tyczy piw belgijskich. Oczywiście sprowadzenie swoje kosztuje, do tego marża, są jednak sklepy (i tu mam na myśli np. pewien taki w Krakowie) które pokazują że tnąc ceny jak się da i tak można wyjść na swoje. A Duvel... jedno z pierwszych piw belgijskich jakie piłem, świetna rzecz!
Usuń