Estońskie intermezzo
https://thebeervault.blogspot.com/2015/04/estonskie-intermezzo.html
Estonia i piwo – takie połączenie większości kojarzy się z klasycznym Saku Porterem oraz nieznośnym piwem w bardzo ciekawej butelce, czyli Viru. Trzeba jednak pamiętać, że podobnie jak Finowie (sahti) i mieszkańcy Gotlandii (gotlandsdricka), tak i Estończycy mają bogatą tradycję warzenia piwa jałowcowego. Na wyspie Saaremaa u wybrzeży Estonii odbywa się raz do roku festiwal tego piwa, znanego pod nazwą koduolu, i właśnie na tej wyspie znajduje się najwięcej gospodarstw parających się tym rzemiosłem. Estoński craft w zestawieniu z koduolu nie grzeje mnie aż tak mocno, ale też jest warty uwagi, szczególnie że Estonia to państwo pod względem ludności omal mikroskopijne. Tak więc w estońskim crafcie rządzą browary Põhjala, Puhaste i Ollenaut, ze szczególnym wskazaniem na ten pierwszy, który ma za sobą już wspólne warzenia z takimi tuzami, jak Lervig oraz To Ol. Trzy piwa z Põhjala posłużą mi za probierz ich jakości.
Zacząłem od piwa w stylu za którym nie przepadam. Kreuzberg (alk. 3,5%) to pierwsze komercyjnie uwarzone kwaśne piwo w Estonii. Styl – berliner weisse. Wada – autoliza. Ja wiem, że to może nieuprzejmie zaczynać omówienie browaru od wady, ale doprawdy przypalonego mleka w tym piwie nie brakuje. A nawet przypalonego mlecznego kożucha, o! Poza tym jest tutaj sporo nut kukurydzianych. Kwaskowość jest jak na berlinera stonowana, a w posmaku czuć w końcu niespaloną mleczność lactobacillusa. Gdyby nie autoliza i kukurydza, to byłoby całkiem nieźle jak na ten styl. (4/10)
Kreuzberg uznaję za wypadek przy pracy, bo pozostałe dwa piwa dają mi do zrozumienia, że w estońskim Põhjala znają się na rzeczy.