Sweet Summer Wine
https://thebeervault.blogspot.com/2014/10/sweet-summer-wine.html
Summer Wine. Ładna nazwa dla browaru, prawda? Od razu mi się skojarzyła z utworem ‘Sweet Summer Wine’ autorstwa Lee Hazlewooda, a raczej z jego coverem śpiewanym przez tego hermafrodytę z zespołu Him, na spółkę z polską, śliczną aktorką Natalią Avelon (właściwie Natalia Siwek), co to grała w filmie ‘Das Wilde Leben’ główną rolę starej niemieckiej lafiryndy Uschi Obermaier, obficie przy tym eksponując swoje warte uwagi ciało łącznie z wszystkimi jego walorami. Film mam od paru lat i mimo wspomnianych walorów nie zdołałem go obejrzeć do końca. Rewolta młodzieży w 1968 roku, szczególnie jej odpryski w Niemczech to nie jest dla mnie specjalnie pasjonujący temat. Wystarczy mi lektura ‘Unser Kampf 68’ Goetza Aly’ego oraz parę odcinków ‘Heidi, Heida’ obejrzanych jako nastolatek. No ale ta piosenka, ‘Sweet Summer Wine’ jest naprawdę świetna. A browar Summer Wine jest co najmniej równie dobry. Ulokowany jest pomiędzy Leeds, Manchesterem oraz Sheffieldem, w miejscowości Holmfirth, które jest takim dwutysięcznym angielskim miasteczkiem jakie sobie je człowiek wyobraża – czyli pagórkowaty teren i wszystkie budynki z kamienia. Niestety, wszelkie romantyczne konotacje nazwy browaru pryskają jak ci wymuszacze szyby samochodowe na skrzyżowaniach ze światłami. W tejże bowiem miejscowości gnidy z BBC nagrywały w latach 1973 – 2010 sitcom o nazwie ‘Last of the Summer Wine’. Nazwa wręcz urocza jak na serial o trzech podstarzałych zgredach, ale co sitcom to sitcom, a przecież puszczanie widzom śmiechu publiki z off-u wtedy kiedy twórcy uznają że w odcinku dzieje się coś śmiesznego to bida jak cholera.
Niemniej jednak, browar Summer Wine korzysta nieco ze sławy jaką malutkiemu Holmfirth przyniósł wspomniany serial, i koniec końców ma fajną nazwę. Oprócz posiadania tejże warzy również warte uwagi piwa, stylistycznie obejmujące wszystko co w obecnych czasach uchodzi za ‘craft’, a jakościowo cieszące się wśród koneserów pełnym uznaniem.
Zacznijmy od dwóch piw ciemnych. Barista (alk. 4,8%) to coffee stout, teoretycznie gatunek o sporym potencjale. Tutaj zmielona kawa przechodzi w rejony tytoniowo-palono-popiołowe. Ujawniła się niestety jednak również wada w postaci zielonego jabłuszka (aldehydu octowego). Również w ustach wpierw męczy trochę kolaż popiołu z zielonym jabłkiem, a dopiero w finiszu można poczuć palone ziarno oraz kawę. Kremowe nasycenie sprawia że nie jest to złe piwo, no ale bez wspomnianej wady byłoby zdecydowanie lepsze. (6/10)




Baron von Bellicose Bluster & Bollocks IPA to trunek mocno alkoholowy (7,5%), chmielony na zimno trzykrotnie. I w zasadzie tak właśnie smakuje. Jest więc ciężarowo gdzieś pomiędzy IPA a imperialną wersją tego trunku, jest nieco oleisty od chmielu i smakuje wręcz jak wyciśnięte soki chmielowe. Ma intensywny, syropowy, esencjonalny, olejkowaty charakter pomarańczowo-mandarynkowego nachmielenia. Gorzkie i słodkie zarazem, a przy tym rozgrzewające. Intensywne, świetne piwo. (7,5/10)


Czyli cztery piwa do powtórzenia, szczególnie Oregon, a cztery przy tej cenie raczej nie. To całkiem niezły wynik.
Twoje ostatnie posty wywołują u mnie ataki frustracji, prawdopodobnie wynikającej ze wstrętnej zawiści. Skąd bierzesz te cuda?
OdpowiedzUsuńA co, w Leclercu nie ma? ;)
UsuńTe akurat kupiłem tradycyjnie w krakowskiej Marii, każde piwo poniżej dyszki. Ale za niedługo będzie tutaj sporo niemieckich kraftów które przywiozłem z Reichu. W Dreznie jest sklep specjalistyczny z niesamowitym wyborem i atrakcyjnymi cenami.
Byłem sprawdzić. Są, ale po 15 PLN niestety!
Usuń