Birbancki monochrom
https://thebeervault.blogspot.com/2014/10/birbancki-monochrom.html
Powstające ostatnimi czasy jak grzyby po deszczu kontraktowe inicjatywy piwowarskie częściej rozczarowują zamiast wywoływać poczucie jakościowego przyrostu polskiej sceny piwowarskiej. Jednym z wyjątków jest Birbant, projekt piwowarów uprzednio związanych z zielonogórskim Haustem. Owszem, zdarzyły im się i słabe piwa, ale sumarycznie jednak w moich oczach pozytywnie wyróżniają się spośród konkurencji. Toteż byłem ciekaw projektu dwóch piw typu IPA w ujęciu monochromatycznym – ipy białej i czarnej, mających się nawzajem dopełniać niczym dalekowschodnie yin i yang. Szkoda więc, że tak samo jak w przypadku nju-ejdżu odwołującego się często do tych symboli, wyszło częściowo banalnie, nudno, z przerostem formy nad treścią. Częściowo...
Birbant White IPA (alk. 6,5%) ma zachwycać zmysły intensywną wonią marakuji. No więc jak likier Passoa to piwo z całą pewnością nie pachnie. Wcale a wcale. Chmielowy bukiet składa się z elementów mango, sosny i pomarańczy, natomiast jego głównym mankamentem nie jest jednak wcale nieobecność passiflory, a znikoma siła. Po paru minutach to piwo prawie w ogóle nie miało zapachu. To samo tyczy się smaku, w którym całkiem solidnej podbudowie słodowej nie towarzyszy aromatyczność, a w dodatku goryczka jest kwaskowo-cierpka, nieprzyjemna. Treściwe (ciało) i wodniste (smak) piwo zarazem. Odpowiednik ojrolagera w stylu IPA. Co to to ja nawet nie. (4/10)

Okazuje się, że z tym yinem i yangiem skojarzenie jest trafne. Tyle że to czarne piwo jest tutaj jasną stroną duetu. Mamy zresztą ciekawą sytuację, w której 'kolorowe' ajpy Birbanta układają się w ciąg, który możnaby uznać za kryptoreklamę pewnej polskiej firmy meblarskiej. Na szczęście jakościowo tylko jedno z piw jest na tym samym poziomie co te meble.