Nomad – lotny piwowar i czeskie podejście do IPA
https://thebeervault.blogspot.com/2013/02/nomad-lotny-piwowar-i-czeskie-podejscie.html
Honza Kočka, pierwszy piwowar w znanym i cenionym Kocourze, od niedawna stał się swoim własnym szefem i jako „lotny piwowar” nawiedza różne czeskie browary, warząc w nich swoje autorskie piwa. Nieco niczym duński Mikkeller, tyle że oczywiście póki co z dużo mniejszym rozmachem. Za to reakcje na kreacje Kočki ą na wskroś pozytywne, co dobrze rokuje na przyszłość. Od początku Kočka postawił na nowofalowe piwowarstwo amerykańskie, czyli black IPA Black Hawk oraz american pale ale Easy Rider. W tym drugim jednak oprócz wiązanki chmieli z Ameryki wylądował również jeden chmiel czeski. Koncepcję „piwnego transatlantyzmu” Kočka podjął jednym ze swoich następnych piw, czyli Pelikanem, w którym zastosowano czesko-amerykańską mieszankę chmieli, która to często czyni IPA pochodzące zza naszej południowej miedzy tak wyjątkowymi piwami. Jeszcze ciekawiej się zapowiadał Karel, a to dlatego, że jest to IPA w pełni czeska – wszystkie chmiele użyte do doprawienia tego piwa pochodzą z Czech.
W smaku pełne, drobnoperliście, kremowo nasycone, w przednich partiach słodkie, co jest umiejętnie kontrowane bardzo silną, wręcz esencjonalną goryczką (78 IBU) w partiach środkowych oraz tylnych. Finisz zdecydowanie chmielowo-iglakowy, może nieco chlebowy, tylko delikatnie grejpfrutowy. Piwo jest aromatyczne, ale nie wychodzi przed szereg, czym uzyskuje moją dodatkową sympatię. Mniam! (Ocena: 7,5/10)
Pozostaje pytanie czy ten ‘intercontinental IPA’ ma obydwa wpływy wyważone i znajduje się pisząc obrazowo na Azorach, czy też przeważyła wyrazistość chmieli amerykańskich i owa międzykontynentalność nie jest przypadkiem zakotwiczona raczej w okolicach wyspy Bermuda. Biorąc pod uwagę nietypowość użytych chmieli czeskich, czyli to że chmiel Kazbek jest być może odpowiedzialny za nadspodziewanie amerykański aromat Karela, natomiast Agnus jest najbardziej goryczkowym czeskim chmielem, całość zaś ma imponujące 100 IBU goryczki, to wydaje się apriorycznie, że Pelikan wyszedł bardzo po amerykańsku.
Pierwsze wrażenie wydaje się przypuszczać tę hipotezę. Silna brzoskwinia oraz cytrus wraz z truskawką są wspomagane przebłyskami sosnowo-żywicznymi, a to wszystko przy akompaniamencie nutek słodu oraz toffi. Te ostatnie, vel diacetyl, stanowią w zasadzie jedyną czeską cechę nad wyraz smakowicie pachnącego Pelikana. Piwo jest głęboko odfermentowane, toteż nie dziwi ani względnie wątła baza słodowa, ani to, że goryczka przy sile 100 IBU przejeżdża się po przełyku niczym walec najeżony kolcami. To piwo podpada pod określenie ‘sok z chmielu’, co ma również ten skutek, że mocno obecne olejki chmielowe nadrabiają tutaj za słabo obecny słód, tworząc iluzję treściwości. Piwo jest jednowymiarowe a zarazem przytłaczające, mimo głębokiego odfermentowania. Warzone jest zresztą w praskim browarze Brevnov, aka Breżniew, którego IPA mnie ostatnio przytłoczyła w Pradze. Dla miłośników totalnie ekstremalnego chmielenia będzie być może objawieniem, dla mnie jest chyba zbyt efekciarskie i zbyt gorzkie. Tak mi się przynajmniej wydawało przez pierwsze 2/3 szklanicy, po czym piwo nabrało jednak trochę ogłady – co jest argumentem za tym, żeby takie bomby chmielowe jednak sprzedawać w butelkach półlitrowych bądź większych. A może dlatego mi Pelikan w końcu zasmakował, że niespodziewanie mocno uderza do głowy? Być może... (Ocena: 6,5/10)
Czyżby kolejna wycieczka do Pragi? Czy to jeszcze zapasy po ostatniej? Po Black Hawk, warto wziąć pod lupę Nomada. Ale podczas mojej bytności w mieście, Nomad nie rozwinął jeszcze tak szeroko skrzyeł.
OdpowiedzUsuńSkrzydeł może i jeszcze nie rozwinął, ale Falkon był w trakcie lotu - mi się go niestety nie udało upolować.
UsuńNiestety na razie nie ma jak do Pragi zawitać, to są nieco zaległe recenzje.