Häffner Bräu cz. 1 – siła tradycji
https://thebeervault.blogspot.com/2013/02/haffner-brau-cz-1-sia-tradycji.html
Pierwszym browarem niemieckim na blogu wyłamującym się poza utarte niemieckie schematy piwne jest Häffner Bräu z Badenii i Wirtembergii, a konkretnie Bad Rappenau. W istocie jest to hotel, gospoda oraz minibrowar w jednym. Nie jest to jak na Niemcy specjalnie stare przedsiębiorstwo, ale nie wypłynęło też dopiero w trakcie ostatnich lat – rodzina Häffner warzy swoje wyroby od przeszło wieku. Jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych browarów niszowych w Niemczech, obok browaru kontraktowego Fritz czy berlińskiego Brewbakera. Jako jeden z nielicznych jest jednak browarem jako takim (nie kontraktowym), a ponadto ma w swojej ofercie zarówno piwa tradycyjne jak i nowofalowe, czym się różni od większości nowych inicjatyw. Pierwszy wpis będzie traktował o piwach typowo niemieckich, czyli dunkelu Häffner Bräu Schwärzberg Gold, helles Häffner Bräu Export, kellerbierze Häffner Bräu Raban oraz pilsie Häffner Bräu Hopfenstopfer Jahrgangsbier. Ten ostatni posłuży mi jako piwo przejściowe, po którym w następnym wpisie przedstawię nowofalowe piwa z Häffner Bräu. Rzecz bowiem w tym, że Jahrgangsbier jest pierwszym piwem z serii Hopfenstopfer, obejmującej piwa chmielone na zimno, czyli techniką jak na Niemcy nietypową.
Z pewnością jest to zasługa aksamitnego nasycenia, ale przede wszystkim miękkiej, szlachetnej słodowości oraz raczej płytkiego odfermentowania – otóż odczucie w ustach jest nieco lepiące i niemalże kremowe. Super! Finisz lekko gorzki, z nutami chmielowymi, karmelowymi oraz orzechowymi. Proste piwo, a świetnie uwarzone. Bardzo sesyjne (Ocena: 7/10).
Raban jest umiarkowanie wytrawny, o wyraźnie słodowym, śladowo słodkawym smaku, zakończonym dość mocną, rozległą, trawiastą i pieprzną goryczką. Byłoby jeszcze lepiej gdyby nasycenie nie było tak gryzące, poza tym bowiem jest to świetne, orzeźwiające piwo, do którego w inny sposób nie da się raczej przyczepić (Ocena: 7/10).
Piwo jest mętnawe, o słomkowej barwie, z średnio obfitą pianą. Zapach jest zdecydowanie chmielowy, choć nie aż tak bardzo jak można by się spodziewać po piwie chmielonym na zimno. Trawa, zioła, lekka cytrynka, garść mokrych liści i szczypta pieprzności. Słodowość nikła. Dominacja chmielu ewidentna, ale całość intensywnością nie powala.
W smaku jest wytrawne, oczywiście znacznie bardziej chmielowe niż słodowe. Subtelnie kwaskowe, z średnio mocną goryczką, również retronosowo króluje chmiel. Nasycenie raczej spore, choć drobnoperliste, przyjemniejsze niż w Rabanie. W finiszu jest uwypuklona mokra, skoszona trawa. Oczekiwałem, być może niesłusznie, bomby chmielowej, i jej nie dostałem. Za to miałem okazję wypić bardzo dobrego pilsa chmielonego na zimno (Ocena: 7/10).
W następnym wpisie gatunkowo przepłynę ocean, zostając nadal przy piwach z tego samego browaru. Będzie o imperial IPA, APA oraz american strong ale.