Loading...

Koło fortuny toczy się po belgijsku

[Motto: nie ma ‘dobre bo polskie’, jest ‘dobre bo dobre’.]

Jednym z pozytywnych efektów ubocznych działalności polskich browarów „rzemieślniczych” jest stopniowy rozrost portfolio browarów „regionalnych” o style, które jeszcze parę lat temu byłyby nie do pomyślenia. No bo jak to, polskie piwo które nie jest lagrem? Piwem to jest jasne pełne, no, ewentualnie może jeszcze porter bałtycki, i tyle. Tymczasem z browarów średniej wielkości (w skali polskiej) doczekaliśmy się między innymi weizenbocka, stouta, bittera i innych ciekawych pozycji. Jednym z odważniejszych graczy okazał się browar Fortuna, który zainspirował się belgijskim piwowarstwem i wypuścił na rynek Komes Podwójny Ciemny (dubbel) oraz Komes Potrójny Złoty (tripel). Z pierwszych opisów można było wnioskować że obydwa piwa mają wyczuwalny aromat alkoholu, jako że są jednak refermentowane w butelce, powinny w przeciągu paru miesięcy dojrzeć. Sam producent zresztą proponuje odstawić je do półtora roku w chłodne i ciemne miejsce, żeby bukiet zmienił się z owocowego na bardziej głęboki. Więcej niż niecałe trzy miesiące jednak nie wytrzymałem, sprawdźmy więc, jak obydwa nowe Komesy się obecnie prezentują.

Komes Podwójny Ciemny (ekstr. 15%, alk. 7%) ma brązowy kolor, średnio wysoką pianę i dość jednoznacznie słodki, owocowy zapach podbity karmelem. Panoszą się tutaj jabłka, w dużo mniejszym stopniu banany, a może i guma balonowa, wszystko zaś jest w cienkiej glazurze kandyzowanego cukru. Brakuje mi przyprawowego pazura, który by całość łamał. Wniosek jest taki, że nie wiadomo czy w piwie w ogóle wylądowały belgijskie drożdże.

Piwo jest niespodziewanie lekkie w ustach, pełnia ledwo co dobija do średniej, pukając nieśmiało od dołu. Smak karmelowo-słodowy i owocowy, zakończony łagodną goryczką i subtelną kwaskowością. Finisz jest rozgrzewający, marginalnie czekoladowy, aromatu alkoholu zaś na szczęście nie uświadczyłem. Ogólne wrażenie jest nijakie. Piwo pije się bez skrzywienia na twarzy ale nie ma go za co pochwalić, przynajmniej w jego obecnym stadium. Złożone nie jest, belgijskie charakterem też nie (gdzie ta przyprawowość? gdzie bogaty bukiet?), przechodzi niemalże niezauważone. (Ocena: 5/10)

Komes Potrójny Złoty (ekstr. 19%, alk. 9%) to, przynajmniej sądząc po parametrach, dużo mocniejszy zawodnik. Chmielony słoweńskim szczepem Styrian Goldings, ma lepiej zapowiadający się aromat. Jasne słody, kapka chmielu oraz owocowość typu jabłkowo-cytrusowo-morelowego, mimo ponownej absencji akcentów przyprawowych obiecują rześkie piwo typu tripel, któremu jednak tak samo jak komesowemu dubbelowi brakuje złożoności.

No i faktycznie w smaku banalne do końca nie jest, co nie znaczy że przyjemne. Słodkie, nieco treściwsze niż jego ciemny brat, również lekko kwaskowe, z bardzo subtelną goryczką. Tutaj jednak alkohol daje o sobie znać z całą siłą, i to w sposób wulgarny – piwo jest bowiem nieprzyjemnie cierpkie. Jak już wspominałem przy okazji omówień innych mocarnych piw – nie mam nic przeciwko ewidentnej alkoholowości, o ile jest równoważona odpowiednią złożonością i głębią aromatu. Tutaj taka sytuacja nie ma miejsca, wskutek czego tripel z Fortuny smakuje jak rozcieńczona nalewka jabłkowo-morelowa. Wprawdzie tripel nie jest moim ulubionym stylem, ale skoro marki Leffe, La Trappe czy Westmalle potrafią mnie pod tym względem do siebie przekonać, to znaczy że potrafię tripla docenić. Co do fortunowskiego podejścia – sorry, ja wymiękam. Z ledwością wypiłem do końca, choć sam nie wiem dlaczego. (Ocena: 2,5/10)

Doceniam za chęci. Może po roku leżakowania byłyby lepsze, choć jak słusznie zauważył autor Nyota Beers na profilu FB, belgijskie piwa nawet świeże powinny być co najmniej pijalne, a często są wręcz świetne.

recenzje 3444536648942251104

Publikowanie komentarza

  1. a to one triplem i dublem miały być?nie wiedziałem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to ja swoich nie ruszam z szafy prze najbliższy rok :) może się jeszcze ułożą.

    OdpowiedzUsuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)