Czas debiutantów
https://thebeervault.blogspot.com/2016/07/czas-debiutantow.html
Takie czasy nastały, że nie sposób ogarnąć wszystkie piwne premiery w Polsce. Mało tego, ciężko jest kojarzyć wszystkie – ujmując sprawę zbiorczo – podmioty warzące. Nie to żeby wszystkie co do jednego warto było mieć na uwadze, bo sporo rynkowej młodzieży warzy – ujmując sprawę bez owijania w bawełnę – pospolity szajs. Pół biedy jeśli mamy do czynienia z fizycznym browarem, bo w jego wypadku nakład inwestycyjny jest na tyle poważny, że można domniemywać chęć doskonalenia swojego procesu twórczego, dwa że owo doskonalenie dużo łatwiej przeprowadzić mając sprzęt na wyłączność. W przypadku inicjatyw kontraktowych zarówno motywacja finansowa jak i faktyczne możliwości miarodajnego wpływu na proces twórczy są dużo mniejsze, więc też do fatalnie warzących inicjatyw kontraktowych człowiek się z reguły dużo szybciej zniechęca. Poniżej mały przegląd debiutantów ostatnich miesięcy, których jeszcze na blogu nie było. Który z nich jest wart dalszych obserwacji?
To jest wpis o debiutantach na rynku, ale i debiutantach na blogu. Najmłodszy z omówionych podmiotów jeszcze nie ma swojego piwa na rynku, najstarszy jest już na nim obecny rok czasu. Bardziej niż o debiutantach jest to jednak wpis o pierwszym wrażeniu i o tym, jak bardzo jest ono ważne. Zaczynamy.
Młody kontraktowiec Piwojad zrobił piwo z suską sechlońską, czyniąc swój debiut rynkowy drugim po Imperium Prunum ‘nowożytnym’ polskim piwem z tym składnikiem. Jako że jednak historia powtarza się jako farsa, piwo do Prunum nie ma startu. Porterowa strona Suski (ekstr. 16%, alk. 6,4%) jest reprezentowana przez konglomerat czekolady, kawy i wafelków, ale wraz z ogrzaniem słodowość coraz bardziej zanika. Naprzód wysuwa się mieszanina śliwki wędzonej i miąższu świeżej śliwki, które absolutnie dominują. Przez pewien czas przypomina to świąteczne piecki, ale z czasem zaczyna męczyć. Kwaskowość piwa czyni je względnie wytrawnym mimo niezbyt głębokiego odfermentowania, a nutki masła nie przysparzają mu chluby. Pić można bez problemu, ale jest zbyt kwaskowe i suskowe. (5,5/10)

Arcybrowar jest obecny na rynku od kilku miesięcy. Na start uwarzyli American IPA (ekstr. 16,5%, alk. 7%), i od razu sprokurowali sobie płatną recenzję. Sporo osób ma odnośnie sztampowego gatunku piwa i reklamy w formie recenzji problem do browaru. Z drugiej strony jednak granie w ograną nutę nie musi być złe, a żeby zaistnieć na rynku obecnie nie wystarczy dobry produkt, potrzebna jest jeszcze reklama. No dobra, a jest to li dobry produkt? Jest. I gdyby nie lekka siarka to byłby nawet bardzo dobry. I to mimo że piwo de facto pachnie jak gotująca się brzeczka po wrzuceniu dużej ilości granulatu. Czyli pachnie granulatem. Ziołowo, cytrusowo, lekko żywicznie – ale granulat się nie rozwinął. Baza słodowa jest całkiem mięsista, nie trąci nadmiernie karmelem, a goryczka jest zrobiona na fest. Jako rzekłem, oklepana nuta, ale fajnie się ją pije. (6,5/10)
Nowalijka na polskim rynku, czyli Browar Zakładowy, podesłał mi pierwszy rzut do recenzji. Nie jest to kontraktowiec, tylko fizyczny rzemieślnik z Poniatowej, więc trochę może potrwać zanim chłopaki opanują do końca sprzęt. Pierwsza Zmiana (ekstr. 12%, alk. 4,7%) to ejl chmielony Puławskim i polskim Cascade. Jest w nim trochę nutek żywicznych oraz słodko-owocowych z rejonów pomarańczowej marmolady przemieszanej z kwiatami. Baza słodowa jest wątła, trochę ciasteczek – jest to raczej wodniste, a przy tym siermiężne piwo. Średnio mocna goryczka jest w nim zawieszona w próżni, bez odpowiedniej kontry. Nijakie. (4,5/10)
Bumelant (alk. 4,7%) jest ciemnym yangiem do Pierwszej Zmiany, przy czym oprócz ciemnych słodów dodatkowo wylądował w nim chmiel Iunga. No i znowuż – nie przepadam za tą słodką, kwiatową marmoladą pomarańczową, którą tutaj również wychwyciłem. Żywica w porządku, a do tego nuty andrutów i quasi kawowa paloność w finiszu. Technicznie dobrze zrobione piwo, ale mi takie połączenie nie odpowiada. (5/10)
W przypadku Produktu Wzorcowego (alk. 6,3%) mamy do czynienia z mało intensywną ajpą. Tym razem chmiele z zagranico (Simcoe, Rakau i Columbus), mocna, trochę ziołowa, ale i wyraźnie pikantna goryczka, a poza goryczką panuje stonowanie. W smaku głównie nuty granulatu oraz kiwi, delikatna multiwitamina, średnie ciało. Poprawnie, ale bez polotu. (5,5/10) Czarna Robota (ekstr. 15%, alk. 5,5%), stout z żytem i owsem w składzie, jest zdominowany przez nuty palone, z domieszką żytniego pieczywa. Udało się uzyskać fajną, żytnio-owsianą oleistość, natomiast mocna, lekko kwaskowa spalenizna jest moim zdaniem jednak nieco męcząca. Nuty owsianki w smaku na plus, przepalenie na minus. Rezultat jest w porządku, ale powinien zostać dopracowany. (6/10) Miło, że browar się dostraja, bo pity na FDP 2016 Ciężki Ładunek z kolei, to piwo wobec którego nie mam zarzutów. Są tropiki, cytrusy i chmielowa wytrawność, która na tyle udanie kontruje te 19 stopni Plato, że piwo robi wrażenie lżejszego niż jest, stając się tym samym bardzo zdradzieckie. Tak trzymać! (7/10)
W przypadku Produktu Wzorcowego (alk. 6,3%) mamy do czynienia z mało intensywną ajpą. Tym razem chmiele z zagranico (Simcoe, Rakau i Columbus), mocna, trochę ziołowa, ale i wyraźnie pikantna goryczka, a poza goryczką panuje stonowanie. W smaku głównie nuty granulatu oraz kiwi, delikatna multiwitamina, średnie ciało. Poprawnie, ale bez polotu. (5,5/10) Czarna Robota (ekstr. 15%, alk. 5,5%), stout z żytem i owsem w składzie, jest zdominowany przez nuty palone, z domieszką żytniego pieczywa. Udało się uzyskać fajną, żytnio-owsianą oleistość, natomiast mocna, lekko kwaskowa spalenizna jest moim zdaniem jednak nieco męcząca. Nuty owsianki w smaku na plus, przepalenie na minus. Rezultat jest w porządku, ale powinien zostać dopracowany. (6/10) Miło, że browar się dostraja, bo pity na FDP 2016 Ciężki Ładunek z kolei, to piwo wobec którego nie mam zarzutów. Są tropiki, cytrusy i chmielowa wytrawność, która na tyle udanie kontruje te 19 stopni Plato, że piwo robi wrażenie lżejszego niż jest, stając się tym samym bardzo zdradzieckie. Tak trzymać! (7/10)
Krakowski kontraktowiec Beer Story od niedawna warzy w Szczyrzycu, w starej, dob..., eee, starej Marysi. Dark Alley (ekstr. 16%, alk. 7,6%) uderza w zmysły intensywnym połączeniem żywicy, gorzkiej czekolady oraz kawy. Jest nuta cygara i wyraźna paloność. Ta ostatnia rządzi w finiszu, stanowiąc o goryczce i lekkim kwasku, który swoją drogą czyni to piwo jeszcze bardziej wytrawnym, czemu odczuwalna gładkość płatków owsianych nie potrafi przeciwdziałać. No niezbyt. (4,5/10)

Maryensztadt przede wszystkim należy pochwalić za fantastyczne etykiety – pod tym względem są czołówką w Polsce, a i od światowych tuzów nie odstają. W kwestii piwa miałem wcześniej jeden raz styczność z ich wyrobem (jakaś APA) i szału nie zrobili absolutnie. Toteż i nie robiłem sobie wielkich nadziei po imperialnej ajpie o nazwie Jack Strong (ekstr. 18%, alk. 7,4%), nad którą miałem okazję się pochylić w stanie bardziej skupionym. I zostałem mile zaskoczony. Mamy tutaj całkiem konkretną podbudową słodową z nienachalnym karmelem, wyrazistą goryczkę oraz aromatyczną dominantę chmieli z rejonu mocno dojrzałych tropików, z przewodnią rolą ananasa oraz finiszującym grejpfrutem. Pod względem intensywności jest to wprawdzie moim zdaniem raczej średnio intensywna, zwykła ajpa (nieimperialna), ale kompozycja jest bardzo przyjemna i piwo elegancko wchodzi. (7/10) Krótko później miałem przyjemność z maryensztadtowym RIS-em, co już opisałem wcześniej.
Bardzo dobrze zapowiada się kontraktowiec Cameleon, którego debiutanckie piwo Zielony (ekstr. 14%, alk. 5,8%) zostało uwarzone w świętochłowickim Redenie. Nie dość, że etykieta wyśmienita i przykuwająca uwagę, to zawartość dotrzymuje jej kroku. Kameleonowa white IPA nie dostarcza wprawdzie potoku wrażeń zmysłowych, ale kompozycja jest udana, ułożona i bardzo, bardzo pijalna. Piwo jest trochę cytrusowe, trochę skórkowe, brzoskwiniowe, trochę kolendrowe, delikatnie pieprzne. Przyjemnie miękkie w ustach, z wyraźną choć nie przeholowaną goryczką. Zupełnie w tle znajduje się w nim ziemisty akcent drożdżowy, ale mi nie przeszkadzał. Udany zakup (7/10). I tutaj nadmienię, że piwo piłem również ostatnio w knajpie we Wrocławiu. Lane nie miało już w sobie drożdżowości, było za to bardzo owocowe i bardzo gładkie. Wersja lana dostaje (7,5/10), jest świetna.

Ostatnim debiutantem w tym wpisie jest debiutant faktyczny i przy tym tak świeży, że debiutanckiego piwa chyba jeszcze nie ma nawet w sklepach. Mowa o warszawskim browarze Beer Lab, którego belgian blond ale o nazwie Rubio (ekstr. 15%, alk. 6,4%) został rozesłany ‘po mediach’ zapakowany w ceramiczne jajo opatulone zamszowym workiem, w komplecie z czarnym młotkiem do rozbicia skorupy. Trzeba było się szybko dorwać do zawartości nim się jajko wykluje i zawartość ucieknie. Ostrożny zamach młotkiem, żeby rykoszetem butelka nie oberwała i można się było pochylić nad zawartością. To jest przy okazji cwany pomysł z tym jajem, no bo w przypadku Beer Labu powiedzenie "Kill it before it lays eggs!" nie ma racji bytu niezależnie od tego jak piwo wyszło. Browar ma plan wysokiego pozycjonowania cenowe (chodzą słuchy, że w detalicznej sprzedaży Rubio będzie kosztował 15zł), stąd i pewnie taka niecodzienna i droga forma autopromocji.
No i muszę przyznać, że debiutancki produkt jest bardzo dopracowany, począwszy na importowanej z Włoch, eleganckiej butelce, kończąc na najważniejszym, czyli jej zawartością. Otóż Rubio, rzecz niespotykana w przypadku polskich adaptacji stylu, to faktycznie rasowy belgijski blond. I to taki przyjemnie złożony, którym można się delektować. W bukiecie mocno zaznacza swoją obecność banan, jest trochę goździka dla kontry, jest bardzo dojrzała brzoskwinia, dojrzałe jabłko, nuta moreli i śliwki mirabelki, jak również delikatna pomarańcza. Czyli wszechmoc owoców, ale umiejętnie skontrowana fenolem. Nie wiem, jakich drożdży użyto do fermentacji, ale zrobiły świetną robotę. Piwo jest raczej oszczędnie (ale nie za mało) nasycone i ma dość konkretne ciało. Jest słodkawe, ze smakiem odzwierciedlającym aromat, przy czym momentem, w którym objawia się fenol jest finisz. Podejrzewam, że trochę niższe nasycenie niż u klasyków gatunków, jak i złożoność i ułożenie piwa są tymi czynnikami, które mają sprawić, że koneserzy wina w drogich restauracjach zagustują w tym piwie. Bo taka jest jedna z grup docelowych browaru Beer Lab. Pod tym względem piwo jawi mi się jako szyte na miarę. Ode mnie propsy – świetny belg z Polski, to się zdarza bardzo rzadko. (7,5/10)

Nie jestem w stanie stwierdzić, na ile powyżej pochwalone/zjechane piwa stanowią reprezentatywny probierz dla formy danego browaru/kontraktowca, podsumuję więc jedynie moje wrażenia po pierwszym kontakcie.
Tak więc – Piwojad na etapie swojego debiutu nie wypadł najlepiej, Bro’Warszawski raczej niestety zgodnie z oczekiwaniami, Hopster i Rebelia robią sobie żarty, Beer Story nie robi póki co nadziei, Arcybrowar natomiast może mieć w przyszłości w zanadrzu coś rzeczywiście wartego uwagi. Jest jeszcze średni na jeża browar Brewera, nadzwyczajnie dobry Cameleon, Gentleman będący nieporozumieniem oraz JAP, wobec którego nawet określenie nieporozumienie jest na tym etapie wręcz nieprzyzwoitym eufemizmem.
Z browarów fizycznych Maryensztadt do przodu, Bytów rozczarowuje, a Browar Zakładowy wprawdzie z początku też, ale w tym akurat wypadku jest to rozczarowanie chyba najbardziej subiektywne, bo technicznie rzecz ujmując pierwszy rzut piw był w porządku – tyle tylko że nie w moim guście. Co ważniejsze – widać, że browar się rozwija, tak że wobec pitego na FDP Ciężkiego Ładunku nie mam absolutnie żadnych zarzutów. No i na koniec Beer Lab, który zaczął od wysokiego C i mam nadzieję, że ten poziom zdoła utrzymać.
Czyli Cameleon, Maryensztadt, Beer Lab i koniec końców Browar Zakładowy na tak, Arcybrowar warunkowo, a reszta na nie. Jeśli chodzi o podmioty, jest to wynik 5:9. Raczej słabo.
Hopster uwarzył 5 piw: Mayama AIPA, Indiana Lemongrass IPA, Nad Morze Sunny Lager, Na Południe Lager, Kawa Na Ławę Coffee Lager.
OdpowiedzUsuńNiestety musiałeś źle trafić - są wahania formy i bardzo dobre warki przeplatane są bardzo słabymi.