Do Ameryki można żywić głęboką niechęć, ale w kwestii nowofalowego piwowarstwa jeszcze długo będzie stanowiła swoisty benchmark, względem którego browary spoza będą musiały się mierzyć. Pokazuje to również poniższy, przypadkowy sześciopak piw.
Smoked Porter (alk. 5,9%) z mormońskiego (żarcik)
Epic Brewing, uwarzony w ramach Exponential Series, nie jest wędzony na umór. Raczej delikatna, drewniana wędzonka, która wręcz podkreśla brak pokrewieństwa z wędlinianym Bambergiem, wzbogaca czekoladowy trzon piwa, w którym zadbano o to żeby paloność była również tylko niuansem w całości. Niuansem który się ze wspomnianym dymem łączy w całość. I tak jak z początku można się natknąć na efemeryczne nutki owocowe, tak w finiszu robi się gorzko i sucho. Nie jestem fanem suchych goryczek, ale tutaj ona jest wynikiem współdziałania chmielu, palonego ziarna i dymku, z czego ten ostatni sprawia, że ten rodzaj goryczki jest tutaj na miejscu. Część główna zwraca również na siebie uwagę, jest bowiem pełnawa, o bogatej słodowości, w ‘zwykłym’ porterze rzadko spotykanej. Aj lajk. (
7,5/10)
Lagunitas IPA (alk. 6,2%), klasyk nad klasyki, piwo o statusie porównywalnym do Sierra Nevada Torpedo IPA. I lepsze od torpedy. Cytrusy i żywica, nutki herbaciano-ziołowe i dojrzało-tropikalne. Wszystko czego się człowiek spodziewał, w bardzo przyjemnych proporcjach. No i balans. Balans słodowo-chmielowy. U nas się przyjęło że najbardziej pokojowy naród świata wali do wszystkich piw chmielu bez opamiętania niczym bomb w państwa które pilnie wymagają demokratyzacji, a tymczasem okazuje się, że przynajmniej niektóre browary spośród tych uznawanych za kultowe (choć Lagunitas ten status chyba stracił po wykupieniu przez Heinekena nie tak dawno temu) tworzy piwa w oparciu o całościową kompozycję, a nie szokujące ilości chmielu. No i tutaj solidna baza słodowa ładnie równoważy grejpfrutowo-pomelowy finisz. Piwo mnie nie rozjechało, ale i chyba nie miało. Jest po prostu bardzo dobre, i tyle. Tak to się powinno robić. (
7/10)
DNA New World IPA (alk. 4,5%), wspólne piwo amerykańskiego
Dogfish Heada i angielskiego browaru
Charles Wells, z tego co zrozumiałem jest piwem uwarzonym według receptury klasycznego 60 Minutes IPA, jednakże trochę odchudzonej i uwarzonej w Anglii. I w rzeczy samej to Anglia nadaje tutaj ton – karmel, ciasteczka, trochę czerwonych jabłek i ziołowość chmielowa mimo chmielenia na zimno Simcoe. Relatywnie spora słodycz resztkowa i umiarkowanie mocna, ziołowa goryczka. Jak bym nie wiedział, to pomyślałbym że to niespecjalnie ekscytujący bitter z jednego ze starszych angielskich browarów. Nie wiem tylko czy o to twórcom chodziło. Jakby jednak nie było, piwo jest w porządku, chociaż świata z posad z pewnością nie ruszy. Nawet Nowego. (
6/10)
Troegs Hop Back (alk. 6%) jest ponoć jednym z najlepszych amber ejli na świecie. Cóż, wprawdzie piłem go po terminie, ale ani nie wykazywał wyraźnego utlenienia ani nie zrobił na mnie wrażenia zgodnego ze swoją renomą. Czuć w nim było mocarnego grejpfruta górującego nad subtelniejszą mandarynką, jak i brzeczkowo-chlebową, trochę pumperniklową bazę słodową. Poza tym goryczka była jak na styl mimo wszystko delikatna. W porządku, ale nic specjalnego. (
6/10)
Latitude 48 IPA (alk. 6%) od quasi-koncernu
Samuel Adams to bardzo fajna wariacja na temat east coast ipa, która w dodatku ostro celuje wzrok w stronę Albionu. Idea jest taka, żeby zgodnie z nazwą używać chmieli które rosną na szerokości geograficznej 48°N. Stworzono całą serię piw o takiej nazwie, bodajże samych single hopów oprócz właśnie wersji podstawowej, w której wylądowały chmiele Simcoe, Ahtanum oraz East Kent Goldings. I muszę powiedzieć, że jest to doskonale zbalansowana IPA, która mimo chmielenia na zimno Simcoe jest jednak bardziej osadzona w albiońskich wyznacznikach stylu. Średnio pełna, z przyjemną karmelową bazą słodową, mięciutka, nieco herbaciana, trochę wprawdzie kwiatowa od chmieli, ale jeszcze bardziej estrowa, z nutami dojrzałych, czerwonych jabłek. I te elementy w takich proporcjach robią świetne wrażenie. Ciężko jest zrobić klasyczną ipę która by zachwycała, a jeszcze trudniej taką, która dysponuje tak przyjemną słodowością jak to słodkawe, tylko umiarkowanie gorzkie piwo. Super. (
8/10)
Rebel IPA (alk. 6,5%) z kolei to symbol upadku znaczenia charyzmy Jima Kocha, założyciela i właściciela
Samuela Adamsa, który nie lubi west coast IPA, długo wzdrygał się przed tym stylem, ale w końcu się poddał i pozwolił go w swoim browarze uwarzyć. No ale nie jest to jednak typowa west coast IPA. Jest w nim trochę jasnego, słodowego karmelu, kwiatowo-herbacianych nut w smaku oraz nuty cytrusów i kwiatu bzu. Jest mięciutkie, słodkawe, średnio gorzkie. Świetnie wyważone. No tak, więc west coast IPA od Sama Adamsa wcale nie jest taka west coast. East side is the best, a’ight? (
7,5/10)
Oj, ile ja bym dał żeby każdy losowy sześciopak polski wypadał tak jak ten amerykański.
DNA mnie nie zachwyciło, wręcz byłem mocno zawiedziony - wodniste, słabo aromatyczne, trafiło mi się dodatkowo podszyte dwuacetylem (surowe mięso drobiowe, yeah). Natomiast Lagunitas IPA to był mój nr 1 przez 2 tygodnie pobytu w Seattle.
OdpowiedzUsuńDNA dla mnie również na minus. Lagunitas bardzo smaczne.
OdpowiedzUsuńMi bardzo przypadł Smoked Porter. Bardzo mi pasuje ten smak, chociaz jeszcze wszystkich nie wypróbowałem
OdpowiedzUsuńJednak Oaked & Smoked lepsiejszy ;).
UsuńGdzie dostałeś Lagunitas IPA?
OdpowiedzUsuńMuszę Cię rozczarować - przywieziono mi je z USA.
UsuńRaz na jakiś czas można Lagunitasa dostać w Marks and Spencer w UK (widziane było pół roku temu w kilku sklepach w Midlands przeze mnie) oraz podobno w Danii.
Usuń