Loading...

Fritzkraft vs. Hanskraft

Chyba nie ma bardziej stereotypowo niemieckich imion męskich niż Fritz i Hans. No, jest jeszcze Adolf, ale tak jakby ostatnimi czasy wyszedł z mody. Toteż i można nazwać przewrotnością firmowanie przez dwa poprzednie imiona dwóch craftowych inicjatyw w Niemczech, warzących style dla Niemiec mocno nietypowe. Ale Mania to niegdysiejsze Fritz Ale, kontraktowiec warzący rózne wynalazki w okolicach niegdysiejszego stołecznego miasta Bonn. Fritz Wülfing był pionierem craftu w Niemczech. Kiedy kilka lat temu ze zdziwieniem odkryłem, że w Niemczech warzy się IPA, to była to IPA jego autorstwa. Hans Müller to z kolei dyplomowany (World Brewing Academy, Chicago) piwny kiper, który stwierdził, że nawiąże do marki pod którą jego przodkowie produkowali destylaty, tyle że będzie pod nią robił piwa. Znaczy się, że będzie kontraktowo warzył swoje receptury rękoma „zaprzyjaźnionych piwowarów”. Takie uroki warzenia kontraktowego. Na blogu omówiłem już Bayerisch Nizza Clubbier, czas na ajpę.

Backbone Splitter (alk. 6,6%), piwo o malowniczej nazwie, jest najwyżej punktowanym nowofalowym piwem z Niemiec na RateBeer. Chmielone po amerykańsku Amarillo, Simcoe, Centennialem oraz rzadziej stosowanym Horizonem, ma 60 IBU natężenia alfakwasów i ma uchodzić za west coast IPA. Sodki bukiet, w którym mocne uderzenie cytrusów, szczególnie mandarynki, jest komplementowane przez wtręty kwiatu bzu oraz żywicy współgra ze słodyczą która wraz ze średnią pełnią stanowi słodową podstawę piwa. Jak więc widać, nie jest to jednak typowa, mocno gorzka west coast IPA, tylko piwo zbalansowane, bardziej ‘east coast’. I dobrze, wszak juz Ali G uczył nas, że East side is the best. Powiem więcej, jak na styl, goryczka, mimo że wyraźna, jest jednak stonowana. Backbone Splitter jest więc wbrew swojej nazwie piwem miękkim i zbalansowanym, choć być może dla szeregowego niemieckiego pilsopijcy będzie i tak sporym szokiem. Podoba mi się jednak, że to piwo zostało uwarzone nie po to żeby orać przełyk, tylko żeby przekonywać jako całościowa, spójna kompozycja. I to się udało osiągnąć. (7,5/10)

Imperial Black Ale (alk. 8,5%) z browaru Fritzl, pardon, Fritz (przypomniał mi się najlepszy odcinek ‘Hotelu Zacisze’), wróć, Ale Mania, to piwo w którym połączenie nut jeżyn, czekolady i delikatnej skóry w aromacie zupełnie nie przepowiada mocarnego uderzenia lukrecji w smaku. Nie wiem czy piłem kiedyś równie lukrecjowe piwo, a musze przyznać, że od małego uwielbiałem te czarne zawijańce z Haribo. Co więcej, lukrecjowość kończy się zupełnie logicznie mocarną, ziołową goryczką, zwieńczającą dzieło o mięsistym ciele i lekko kremowej teksturze. Niejako wbrew nie do końca czarnej barwie w tle przewija się nutka palona, a nawet ociupinka kawy. Zaś wbrew nowofalowemu nachmieleniu sugestia cytrusa unosi się jedynie w tle. Bardzo ciekawe, trochę nietypowe piwo im tutaj wyszło. (7/10)

Hans wygrał z Fritzem, choć walka była całkiem wyrównana.

recenzje 3597052888446762257

Publikowanie komentarza

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)