Loading...

Niemiecki Craftwerk

Grupa Dr Oettker nie jest jedynym koncernem niemieckim, który postanowił zawczasu wejść w segment craft. Drugim takim koncernem jest Bitburger. Na terenie tego przemysłowego browaru od 1991 roku działał sobie minibrowar pilotażowy, w którym przez ten czas uwarzono przeszło 2000 różnych warek. Piwa nie trafiły do szerszego obiegu, uświetniały za to imprezy firmowe i zostały spożytkowane w sposób pokrewny. Ponoć. No i decydenci Bitburgera, widząc że craft w Niemczech się łądnie rozwija, postanowili zarejestrować ten browar pilotażowy jako odrębny podmiot. Ponieważ craft to zjawisko na pograniczu subkultury i jako takie jest mocno zideologizowane, Craftwerk już przed rynkowym debiutem jego produktów spotkał się z raczej letnim przyjęciem. Ponieważ my tutaj zazwyczaj nie roztrząsamy spraw ideologicznych w wypadku piwa, możemy się bez uprzedzeń przyjrzeć podstawowej ofercie Craftwerku.

Skipping Stone (alk. 4,8%) próbuje przekonać do siebie kolażem aromatyczno-smakowym skórek cytrusowych, kwiatu bzu i naleciałości herbacianych. Przypomina w tym golden ejle z Williams Brothers, z którymi ma ponadto wspólną lekkość i rześkość smaku, a także umiarkowaną goryczkę, a od których odróżnia go nieco tęższe ciało. Trochę tutaj przesadzono z nagazowaniem, ale piwo jest smaczne. (6,5/10)

Tangerine Dream (ekstr. 12,4%, alk. 5,8%) jest ajpą single hop z dodatkiem chmielu Mandarina Bavaria. Faktycznie udało się w nim uzyskać profil pomarańczowo-mandarynkowy, wzbogacony o ciekawą, okołorumiankową nutę. Z jednej strony piwo jest w miarę rześkie, z drugiej w nieco wodnistym finiszu robi się jednak lekko alkoholowo. Jest ok. (6/10)

Hop Head IPA7 (alk. 8%) to słodkie piwo z gorzką, nieco suchą kontrą, nie do końca dosadne aromatycznie. Nachmielenie obraca się wokół grejpfruta, limonki i trawy, piwo jednak szybko wietrzeje, co dodatkowo uwypukla alkoholowy akcent w finiszu, którego nie udało się ukryć. Ciężko uwierzyć, ale jest to imperial IPA bez siły przebicia, nudna, a w dodatku chmiel był chyba częściowo nieco zwietrzały, co zaowocowało marginalną serową nutą. Średnie piwo. (5/10)

Nie piłem jeszcze żadnego niemieckiego podejścia do belgijskiego tripla, które by mi smakowało. I Holy Cowl (alk. 9%) nie jest odstępstwem od tego stanu rzeczy. Nie ustrzeżono się wad, uzyskując jednocześnie wyraźne nuty belgijskich drożdży. Czuć aldehyd octowy, estrową morelę, trochę chmielu i delikatny fenol. Piwo jest zadziwiająco słodkie, wręcz nieco syropowe – czyli na bakier ze stylem – z cierpkim, alkoholowym finiszem. Aromat daje radę, nuty oddrożdżowe nawet się ze wspomnianym aldehydem komponują, ale w smaku jest już mocno nieułożone i niezbyt zachęca do wzięcia kolejnego łyka. (4/10)

Z dużej chmury mały deszcz. Jak na browar który miał dwadzieścia lat i dwa tysiące warek czasu żeby proces produkcyjny oraz receptury zostały dopracowane, to szału z pewnością nie ma. Ja w każdym razie spisuję Craftwerk na straty.

recenzje 4221459481662284018

Publikowanie komentarza

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)