Piwoteka i Pinta na nowy rok
https://thebeervault.blogspot.com/2015/02/piwoteka-i-pinta-na-nowy-rok.html
Ledwo co wywróżyłem z przechmielin na 2015 rok, zakłądając, że Browar Piwoteka pozostanie niszowym, quasi-hobbystycznym projektem o mocno ograniczonym zasięgu, kiedy Marek Puta temu wszystkiemu zaprzeczył, a na dodatek porozsyłał do blogierów dwa nowe wyroby Piwoteki do skosztowania. Jedno jest piwem uwarzonym w kooperacji z browarem Jan Olbracht i jest koźlakiem pszenicznym. Drugie natomiast to Czarny Wdowiec, czyli stout którego półtora roku temu skosztowałem łyk i miałem po tym ochotę sobie wydrapać gardło grabkami – taki był gorzki. Wówczas to piwo miało chyba głównie szokować (tak jak późniejszy Duch Kraftu), obecna wersja ma już po prostu smakować. Jeśli więc Piwoteka planuje szerzej zakrojoną ofensywę rynkową w tym roku, to jest odpowiednia okazja do sprawdzenia czy ma ku temu potencjał jakościowy. Ciekaw byłem też nowego otwarcia Pinty, która w moim odczuciu w 2014 roku raczej rozczarowała. Quatro, piwo z błędem ortograficznym w nazwie, miało być imperialnym uderzeniem na sam koniec roku, natomiast Hopus Pokus to noworoczna świezynka, zbierająca pozytywne recenzje.
Królewska Piwoteka (ekstr. 18,5%, alk. 8,5%) to niby dubeltowy weizenbock, ale zgodzić się muszę z Łukaszem z Piwolucji, że to tak naprawdę jest po prostu bardzo mocny hefeweizen. Zresztą – jak widać, jest to piwo jasne, więc skąd niby mielibyśmy się w nim doszukać wiodących nut karmelu czy suszonych owoców? Ale, ale. To piwo jest naprawdę dobre. I intensywne. Pełno bananów mocno dojrzałych, pełno goździków, pełno gałki, drożdży, słodu, nawet akcent chmielowy można wychwycić. Jest słodko, treściwie i ciepło w przełyku, choć na szczęście na tym wrażeniu kończy się obecność alkoholu. Jest to piwo dla tych którzy bardzo lubią klasyczne pszenice, ale lubią się też napić od czasu do czasu coś deserowego. Jeśli w dodatku mają awersję do nut które piwu dają ciemne słody, no to są w przypadku Królewskiej Piwoteki w domu. Bardzo smaczne piwo, poziom niżej od jasnego weizenbocka z Camby, ale wysoko. (7/10)


Hopus Pokus (ekstr. 16,5%, alk. 6,3%) to piwo już zdecydowanie noworoczne. Zaczyna się klasycznie jak na swój styl (black IPA) przystało, czyli czekoladowo-żywicznie, przy czym Pinta zdecydowałą się nadać mu więcej słodowych smaczków niż zwyczaj nakazuje. Można więc w Hopusie wyczuć spore pokłady ziemi, trochę kawy oraz chleb razowy. Miękkie piwo dysponuje średnią pełnią, chmielowym, lekko chlebowo-kawowym smakiem oraz nutkami ziemistymi w średnio gorzkim finiszu. Ten ostatni jest trochę pustawy, co jednak paradoksalnie sprzyja pijalności i czyni piwo mimo całkiem sporej pełni piwem rześkim. Szczególnie że goryczka ma charakter grejpfrutowy. Bardzo ciekawe podejście do tematu. Do najlepszych krajowych przedstawicieli trochę mu brakuje, ale jest to bardzo udane piwo. (7/10)

Piwoteka zaczęła 2015 rok całkiem nieźle. Pinta miała jeszcze lepszy start, ale się potknęła. Chyba że to beczka w katowickiej Kontynuacji była felerna, ale przy stoliku panowała jednomyślność co do felerów kawowego lagera. Zobaczymy czym nas Pinta zaskoczy w marcu.
Dla mnie też I'm so horny należał do tych ciężkich do wypicia. Tyle że oprócz kawy czułem głównie warzywa, no ale ze mnie jest dupa nie sensoryk.
OdpowiedzUsuńJakby nie było, papryka to też warzywo ;)
UsuńPiłem Hopus Pokus wczoraj. Black IPA niezwykle ciemnie i niezwykle dobre :D
OdpowiedzUsuń