Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy
https://thebeervault.blogspot.com/2013/11/kochanek-wielkiej-niedzwiedzicy.html
Bieszczadzki browar Ursa Maior niedawno zadebiutował na rynku dwoma piwami, na dniach doszło następne, a chwilę potem jeszcze jedno – czas więc na małą rekapitulację. Po pierwsze, nie znam chyba browaru z ładniejszą nazwą. Gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy jako patron browaru usytuowanego w nieco tajemniczych Bieszczadach jest fenomenalny, tym bardziej że mi się od razu skojarzył z genialną prozą Sergiusza Piaseckiego, od którego przejąłem tytuł książki żeby nie musieć samemu wymyślać tytułu tego wpisu. Jest odlotowo i hiperromantycznie. Po drugie, postawienie imponujących rozmiarów budynku, w którym oprócz browaru i restauracji mieści się też centrum konferencyjne – jest to bardzo ambitny projekt i pochwały należą się za jego zuchwałość. Po trzecie, oprawa piw. Etykiety trafiają w moją estetykę, bajer z wycinaniem ich żeby odwzorowywały grań Połoniny jest świetny. Urzeka mnie profesjonalizm przedsięwzięcia i jego rozmach. Dobra, skoro już tyle lukru wylałem na browar, że zaraz zacznie przypominać piernikową chatkę Baby Jagi, czas przeprowadzić skromną wiwisekcję ich wyrobów, bo koniec końców dla piwosza najważniejszą rzeczą związaną z browarem jest jego piwo, a'ight?
Ursa Royzbawiony to hefeweizen, ale bardzo lekki – 11,2% ekstraktu oraz 4,2% alkoholu to mało jak na styl, co rzecz jasna nie znaczy że źle. Za nazwą kryje się zakładowy pies Roy. Mój próg wyczuwalności na goździk jest dość niski, za sprawą czego Royzbawiony, piwo które w założeniach miało być relaksacyjne, w moim odbiorze jest nieco agresywne i nie poukładane. Czuję tutaj głównie goździk oraz drożdże, a owocowość bananową dopiero głębiej, w tle. Szczęściem piwo nadrabia nieco rześkim, lekko kwaskowym smakiem. A nawet bardzo nadrabia – pije się je bardzo przyjemnie – jest lekkie ale jednak wyraziste, bardzo orzeźwiające, drobnoperliście nasycone, po przełknięciu nieco słodowe. Goździk też jest, szczególnie w posmaku, ale bardziej ułożony niż się wydawał. Nie jest to najlepszy czy „najczystszy” hefeweizen jakiego piłem, to z pewnością nie, natomiast cechuje go wysoka pijalność. Fajnie się to pije. (6,5/10)


W odróżnieniu od innych polskich browarów nowofalowych, flagowy styl nowej fali czyli IPA w wersji amerykańskiej został wzięty na tapetę w Ursie dopiero z okazji warzenia czwartego piwa. Ursa Megaloman (ekstr. 15%, alk. 6,2%) ma stonowany, wyraźnie słodki i prosty w konstrukcji aromat, w którym przez warstwę nieco chlebowego słodu prześwitują pochodzące od chmielu nuty cytrusa, a szczególnie ananasa, no i uwielbianej przeze mnie marakuji. Słodycz znajduje swoje potwierdzenie w smaku, w którym wyraźna pełnia słodu jest naznaczona chmielem (co ciekawe, nie jest nim zdominowana!), co w finiszu kulminuje w ograniczonej pod względem siły działania goryczce. Piwo nosi wyraźny kobiecy sznyt – jest stonowane i eleganckie, a przy tym bardzo ułożone. Najbardziej stonowana AIPA na polskim rynku jest jednocześnie najbardziej zbalansowaną i może stanowić pierwszy krok w tym stylu dla nowicjuszy. Ponieważ się zanadto nie narzuca, może stanowić też akompaniament do lektury. O, na przykład do Sergiusza Piaseckiego. Dla 'hopheadów' będzie pewnie za słodka i zbyt ułożona, mi smakowała bardzo. (7/10)
Debiut Ursa Maior uważam za udany i jestem ciekaw dalszych wypustów.