170-lecie Pilsner-Urquell. Fakty i mity.
https://thebeervault.blogspot.com/2012/10/pilsner-urquell-obchodzi-170-lecie.html
Oprawa medialna okrągłych urodzin marki Pilsner Urquell obejmuje między innymi limitowaną edycję tego piwa, rozlewaną do eleganckich litrowych krachli. Zostały w nią zaopatrzone wybrane sklepy oraz wybrane media, w tym niżej podpisany. Zastanawiał mnie nieodległy okres ważności, mianowicie 15.11.2012 (data premiery na półkach sklepowych to 05.10.2012), miałem wręcz nadzieję że w związku z tym piwo jest w wersji tankovej czy nawet kvasnicovej (niefiltrowanej), okazało się jednak że data ważności to wynik opakowania – PU nie ma ponoć doświadczenia z zamknięciami pałąkowymi i szefostwo wolało dmuchać na zimne, żeby piwo nie uległo zepsuciu. Dobre i to. Zamiast zwykłego opisu, z okazji urodzin marki skupię się jednak na odbrązowieniu mitów wokół PU, które są sprzedawane jako prawda historyczna, a w rzeczywistości są jej niekiedy ostrym nagięciem. Kto chce, może o tym poczytać po angielsku na znakomitym blogu Evana Raila, który opisał w pierwszym, drugim oraz trzecim wpisie o PU wszystkie nieścisłości oraz przeinaczenia które zagnieździły się w świadomości piwoszy i częściowo nadal tworzą forowany obecnie image marki. Ja się ograniczę do streszczenia wyników badań Evana dla polskich czytelników.
Jak to wszystko wyglądało w rzeczywistości?
W Pilznie wiedziano o nowej modzie, tylko nie chciano się zaadaptować, efektem czego w mieście sukcesywnie wzrastała sprzedaż tańszych piw importowanych, co z kolei doprowadziło do spadku sprzedaży piw lokalnych, które w ten oto sposób często się psuły. Czyli układ przyczynowo-skutkowy wyglądał na odwrót – to nie zła jakość lokalnego piwa doprowadziła do protestów i inicjatywy uwarzenia pilzneńskiego lagera, tylko lagerowa konkurencja z innych miejscowości doprowadziła do psucia się zalegającego w piwnicach, zbyt drogo wycenianego górnofermentacynego piwa pilzneńskiego. I 36 beczek takiego zepsutego piwa w 1838 roku faktycznie wylano na rynek – ale nie dlatego, że nie smakowało oburzonym pilzneńskim sybarytom, tylko z obawy że wywoła choroby. Było po prostu zepsute.
Jak się można domyśleć, nieumiejętność konkurowania z importowanymi piwami doprowadziła pilzneński rynek piwowarski do zapaści, co doprowadziło zdesperowanych mieszczan posiadających prawa do warzenia (czyli nie wszystkich mieszczan, a jedynie tych którzy mieli w tym swój interes) do postawienia na piwo które by było i dobre i tanie – i takie było rzeczywiste tło dla protestów, nie smakowe, ale ekonomiczne. Wynika to zresztą wprost z pisma zawierającego żądania pilzneńskich mieszczan, datowanego na 2 stycznia 1839 rok. Wybudowano nowy browar i zatrudniono w nim bawarską ekipę warzelną, z Josefem Grollem jako głównym piwowarem. I faktycznie, aż do 1900 roku wszyscy piwowarzy w pilzneńskim browarze byli Bawarczykami.
Jak zostało ustalone, Pilsner nie był pierwszym lagerem (nawet w Czechach) i jego powstanie nie było w pierwszym rzędzie wywołane niezadowoleniem mieszczan Pilzna jakością miejscowego piwa. Oficjalna legenda ma więc z prawdą mniej więcej tyle wspólnego, co twierdzenie, że celem Wojny Secesyjnej było zniesienie niewolnictwa w południowych Stanach. Jedziemy dalej.
Lager pilzneński (ležák, ekstrakt prawdopodobnie koło 11-12°) nie był wcale jedynym piwem warzonym przez Grolla w Pilznie, stąd trudno mówić o TYM Pilsnerze uwarzonym w 1842 roku. Początkowo produkcja drugiego piwa o prawdopodobnym ekstrakcie około 10° (výčepní) przewyższała ilość produkowanego ležáka aż dwukrotnie. W 1907 roku warzono w browarze nawet trzy różne piwa.
Można powątpiewać, czy faktycznie Groll chmielił swoje piwa żateckim. W latach 1842-1844 browar kupował chmiel od Josefa Fischbacha z Mnichova, z plantacji na terenach oddalonych od Žatca 8km i nie uważanych obecnie za część żateckiego regionu chmielowego.
Legenda o bawarskim mnichu wykradającym drożdże dolnej fermentacji ze swojego klasztoru i dostarczającym je do Pilzna jest najprawdopodobniej marketingową bzdurą – wedle dokumentacji browaru, drożdże zostały zakupione w Bawarii.
Co wydaje się być prawdą w oficjalnej wersji, to że Pilsner (później przemianowany na Pilsner Urquell) doprowadził do przestawienia procesu warzenia piwa w dużej mierze z górnej na dolną fermentację – tyle tylko że nie wymyślono tego rodzaju fermentacji w Pilznie ani nie wprowadzono jej jako pierwszy browar w Czechach, jego rola ograniczyła się więc do popularyzacji metody.
Od strony wizualnej jest to zresztą bomba - jest to jedne z najładniej opakowanych piw z jakimi się spotkałem, a kartonik dodaje sprawie uroku. Mały minus - zamknięcie pałąkowe powinno być jednak z porcelany miast plastiku. Ale to naprawdę malutki minusik.
Pilsner Urquell nazywany jest wzorcem z Sevres dla czeskich pilsów i tak też jest. Nie znaczy to że jest pilsem najlepszym, ale jest po prostu do bólu klasycznym a przy tym łatwo dostępnym wyznacznikiem stylu. Jeśli jest dobrze przechowywany (w Polsce nie jest to tak oczywiste, niestety), cechuje go niezmienna forma – stąd niektórzy sędziowie piwni ponoć traktują go jako piwo kalibracyjne przed większymi degustacjami. Złota barwa, całkiem ładna piana. W zapachu wyraźne jasne, chlebowe słody świetnie się łączą ze znanym i lubianym, trawiastym i ziołowym aromatem chmielu żateckiego, a całość jest podszyta bardzo lekkim diacetylem (zapachem masła), który w czeskich pilsach, oczywiście w rozsądnych ilościach, stanowi dodatkowy walor trunku.
Jak na jubileuszowe wydanie przystało, postarano się bardzo – piwo jest w świetnej formie, czego nie można powiedzieć o większości butelek (ale i puszek) PU dostępnych w Polsce. Smakuje świeżo i orzeźwiająco, ma po czesku średnią treściwość, wyraźny aromat i przyjemną, mocną goryczkę. Niezasłużenie obiekt dogmatycznej pogardy ze strony piwnych neofitów. (Ocena: 7/10)
Hej!
OdpowiedzUsuńDwie uwagi bohemistyczne
Mnichov (jeżeli tak było w cz. oryginale) to po polsku Monachium
Żatec (odmiana pl. jak np kolec) więc "od Żatca"
z piwnym pozdrowieniem :)
Marcin
W oryginale był to Mnichov w okolicach Mariánské Lázně, więc na pewno nie Monachium, choć już niedaleko obecnej granicy niemieckiej. Co do błędu w deklinacji, już zmieniam, diky moc! ;)
Usuńza málo :)
OdpowiedzUsuń