Czarna legenda
https://thebeervault.blogspot.com/2016/12/czarna-legenda.html
Mikkeller Black to jedno z piw ikonicznych. Nie tyle nawet ikonicznych RIS-ów (choć to oczywiście też), co piw w ogóle. Czarne jak smoła, mocne jak Majk Tajson, gorzkie jak życie w Republice Środkowoafrykańskiej. Ochów i achów nasłyszałem się o nim co niemiara, po czym na Silesia Beer Feście rok temu skosztowałem tego piwa z kija. Rozpuszczalnikowy, ostry, gryzący, skrajnie nieułożony potworek. De Spiryt of Denmark. Okropieństwo. Do tej pory najgorszy RIS, z jakim się zmierzyłem i jedno z najgorszych piw w ogóle. I piszę to bez przesady. Miałem już wówczas butelkę tego specyfiku u siebie w ciemni (thx Piotrek Pokora), więc dałem jej dodatkowy rok, żeby się ewentualnie ułożyła. W międzyczasie dostałem blendowany Horizon Tokyo Black (thx Grzesiek Korcz), co oznaczać mogło tylko jedno. Cripple fight! Żartuję oczywiście. Po Blacku wskutek doświadczeń z wersją laną niczego się nie spodziewałem, od Horizon Tokyo Black oczekiwałem jednak dużo więcej. Jak wypadły w zestawieniu?

Horizon Tokyo Black z kolei to piwo uwarzone przez norweskie Nøgne Ø w szkockim BrewDogu wespół z Mikkellerem. Piwo ma być połączeniem flagowych kowadeł tych trzech browarów / kontraktowców, a więc odpowiednio Dark Horizon, Tokyo* oraz Blacka właśnie. No i zapowiada się cudownie. Silny krem orzechowy, mocne porto wraz z feerią ciemnych owoców, od śliwek przez wiśnie po jeżyny, wafelki pokryte gorzką czekoladą, espresso, tytoń oraz kilka okruchów pumpernikla. Pojawia się efekt suchego drewna. Przy 16% alko grzeje przełyk w szlachetny sposób bardzo konkretnie, nie jest przy tym tak słodkie jak Tokyo* ani tak skopane jak Black powyżej. Smak nie dotrzymuje jednak kroku aromatowi, głównie ze względu na potężny alkohol, który wprawdzie jest na miejscu, ale z drugiej strony, przeżera się przez ciało, tworząc wrażenie wytrawności oraz przeciwdziałając głębi. W rezultacie to, co na poziomie aromatu jest gęste, głębokie i złożone, w smaku jest już bardziej płaskie oraz uproszczone. Dobre piwo, ale jak na tak wysoko pozycjonowany produkt i całą jego otoczkę, to ciężko nie mówić o przynajmniej częściowym rozczarowaniu. (6,5/10)
Czy król jest nagi? Niekoniecznie. „Król” jest po prostu skrajnie nieprzewidywalny jeśli chodzi o RIS-y. Bo jedynymi słabymi piwami Mikkellera, z którymi miałem styczność, to były RIS-y właśnie. I tak jak jestem skłonny wybaczyć browarowi potknięcie raz na jakiś czas, tak sprzedawanie zupełnie niepijalnego potwora za cztery dychy to już jest przesada.
I tu pojawia się problem. Nie wiem ile było warek mitycznego Black'a, ale mam wrażenie, że więcej niż jedna. Piłem to piwo raz w wersji z kranu, a dwa razy z butelki (z taka samą etykietą jak na foto, bo obecnie jest chyba inna).
OdpowiedzUsuńWersja z kranu była świetna i gdybym miał już wtedy 'Untappd', to dałbym mu z czystym sumieniem 4.5. Potem była butelka - i tu to samo. Ostatni raz, to wielki piątek 2015. I tu mógłbym śmiało zrobić Ctrl C, a następnie Ctrl V Twojego tekstu.
Mam jeszcze jedną butelkę zachomikowaną, ale mam jeszcze większy strach ją otworzyć.
Oczywiście że więcej niż jedna. Pierwsze recenzje tego piwa na RateBeer są z 2008 roku. Podejrzewam swoją drogą, że obie próbowane przeze mnie wersje - lana i butelkowa - były z tej samej warki.
UsuńMikkel w swojej książce pisze, że to piwo się albo uwielbia albo nienawidzi. Celem było zrobienie RISa najbardziej ekstremalnego.
OdpowiedzUsuńJasne. Tyle że ekstremalność w RIS-ie może oznaczać ekstremalną paloność, ekstremalną goryczkę, ekstremalną złożoność, ekstremalną intensywność itd. Aromat rozpuszczalnika jednak nie mieści się ani w kanonie stylu ani dobrego smaku ani dobrze pojętej ekstremy ;) Inaczej mówiąc - jest na 100% niezamierzony.
UsuńTu w pełni zgadzam się z MP. Swego czasu (z dwa lata temu) piłem to piwo z kranu i było to jedno z lepszych i bardziej złożonych piw w moim życiu (dwie inne osoby także z miejsca je pokochały). Z kolei przed rokiem wersja z kranu była straszna - sama gorycz i paloność oraz odrzucający aromat.
OdpowiedzUsuńOczywiście, patrząc na rozstrzał ocen tego piwa od razu widać, że wychodzi skrajnie różnie. Niemniej jednak butelkowanie tego w takim stanie, kiedy ewidentnie nie wyszło, kwalifikuje się w zasadzie na czerwoną kartkę.
UsuńPrzeczytałem, bo wczoraj sam piłem Blacka i potwierdzam - żenada. Zastanawiam się jednak co Ci Tim Roth zrobił? Strzelam, że mogło Ci chodzić o Eli Rotha, którego ja i tak bardziej kojarzę z Bękartów Wojny niż jego słabych horrorów.
OdpowiedzUsuńHa, widzisz, pomyliło mi się. Już poprawiam.
Usuń