Imperial IPA – Szwecja vs. Norwegia
https://thebeervault.blogspot.com/2013/03/imperial-ipa-szwecja-vs-norwegia.html
Jedno ze spotkań na szczycie. Dwóch mocarzy, z czego jeden nie dość że w dwa razy mniejszej butelce niż drugi, to w dodatku słabiej alkoholowy. Dawid i Goliat? To się okaże. Imperial IPA to dość wymagający styl, szczególnie dla konsumenta. Dobrze uwarzony potrafi zachwycić kontrastem ciężaru i gęstości z rześkim, tropikalnym aromatem. Uwarzony źle przymula. Zobaczmy jak sobie z tym gatunkiem poradziły norweski Ægir oraz szwedzki Nynashamns.
W ustach okazuje się, że piwo jest w miarę gęste, ale nie ma spodziewanej treściwości ani wybitnie mocnej goryczki. Wrażenie ogólne jest takie, jakby ktoś goryczkowo przychmielił nie do końca wyrazistego belgijskiego stronga i wyzbył go typowej dla piw belgijskich przyprawowości. Jedyne czego się tutaj spodziewałem i zarazem zastałem, to lekka słodycz oraz rozgrzewająca końcówka. Podobny brak związku czułem w przypadku Emelisse DIPA, choć samo piwo smakowało inaczej. (Ocena: 6/10)
Smak jest odbiciem aromatu – czuję się jakbym pił sok z owoców tropikalnych ze szczególnym wskazaniem na ananasa. Tyle że jest to sok gęsty i oleisty, a przy tym mocno alkoholizowany i rozgrzewający. Słodowość jest, poza solidnym ciałem oczywiście, odczuwalna w smaku tylko marginalnie w postaci nutek landrynkowych, które się jednak zlewają z owocowością w jedno. Dopiero po wypiciu dobrych paru łyków dotarło do mnie, że (grejpfrutowa) goryczka w tym piwie jest wprawdzie mocna, ale nie w szczególny sposób. Dowodem na to jest właśnie, że jej charakter nie narzucił mi się od razu.
Ratatosk deklasuje bez dwóch zdań konkurenta ze Szwecji. Jest piwem masywnym, ciekawym, absolutnie tropikalnym. Niezbyt złożonym, ale w swojej tendencyjności ze wszech miar udanym. Na Karaibach się takie coś powinno pić zamiast rumu. No dobra, na zmianę z rumem. (Ocena: 8/10)