https://thebeervault.blogspot.com/2014/01/pracownia-piwa-para-sie-pichceniem.html
Sucha ta aliteracja w tytule, wiem. Niemniej jednak, z wszystkich inicjatyw piwowarskich powstałych w Polsce w zeszłym roku to Pracownia Piwa najbardziej wzbudziła moją ciekawość. Dawno temu, kiedy jeszcze żaden siwy włos nie kalał mego hermesowego oblicza, wziąłem udział w szkoleniu sensorycznym prowadzonym przez Tomka Rogaczewskiego, spiritus movens Pracowni. Dał się poznać dogłębną analizą piwa, a zarazem często jego druzgocącą krytyką. Zakładając że wobec własnych wyrobów jest równie krytyczny jak wobec cudzych, wróżyło to dobrze piwom z Pracowni. Pewien przedsmak umiejętności Tomka miałem na
Birofilii dwa lata temu, kiedy spędziłem sporo czasu przy jego stoisku w sekcji piwowarów domowych. Próbowałem wielu piw i wszystkie były co najmniej dobre, wiele było bardzo dobrych, a zdarzały się wręcz wyśmienite. Ciekawość pchnęła mnie do przeprowadzenia
wywiadu z Tomkiem, a organoleptyczna konfrontacja z pierwszymi produktami Pracowni na
ubiegłorocznej Birofilii potwierdziła moje przeczucia - Pracownia ma potencjał. Rewelacyjne były Plan T, bardzo fajny był Hey Now, a w przeciwieństwie do wielu bardzo mi również smakował Like On Neck, który został dość szybko wyrzucony z portfolio ze względu na złe przyjęcie wśród piwoszy. Dotychczas Pracownię można było degustować niemalże wyłącznie w knajpach, obecnie postanowiono popracować nad nieco zaniedbanym segmentem butelkowym. Dzięki planowanej rozbudowie mocy produkcyjnych z pewnością piwa Pracowni staną się już za niedługo lepiej dostępne. I to jest dobra wiadomość, jak bowiem dowodzą dwa ubiegłoroczne i dwa premierowe piwa opisane poniżej, jest to obecnie obok Pinty bodaj najjaśniej świecąca gwiazda polskiego piwowarstwa.
Hey Now (alk. 3,8%, ekstr. 11%, 28 IBU) to piwo gatunku american wheat vel wheat ale, czyli wyraziście chmielone modnymi obecnie chmielami z Nowego Świata piwo pszeniczne. Nalewa się je wedle reguł sztuki do wysokiego pokala i na tym w zasadzie podobieństwo między american wheat a bawarskim hefeweizenem się kończy. Bo osad zostaje w butelce, bo piwo jest mocno zdominowane w aromacie przez chmiel, bo w żaden sposób nie jest deserowe. No i ma jeszcze wyższy współczynnik orzeźwienia niż Paulaner, Franziskaner et consortes. W aromacie marakuja dominuje nad cytrusem oraz kwiatami. Po ogrzaniu pojawiają się delikatne nutki ziarna, które próbują powalczyć ze zdecydowanie chmielowym zapachem. W smaku im się to trochę lepiej udaje – jest w nim nieco słodu, mimo dominacji tropikalnej chmielowości. Wytrawne piwo z umiarkowaną goryczką. Od american pale ale odróżnia je mniejsza gorycz oraz dość miękkie uczucie w ustach, mimo wytrawności. Bardzo orzeźwiające, bardzo sesyjne, bardzo fajne. (
7/10)
Crack (alk. 4,7%, ekstr. 12%, 45 IBU) to też „american”, jeno nie wheat ino stout. Czyli dry stout chmielony po amerykańsku. Nazwa za Oceanem wywołałaby pewnie podniesienie brwi u co poniektórych. Jako że to ciemne piwo, od razu moje skojarzenia powędrowały ku Tyrone the Crackhead, postaci autorstwa
Dave Chapelle. „Amfetamina” z Pracowni wbrew moim oczekiwaniom nie jest przeładowana chmielem. Wprawdzie pochodzące od niego nuty żywiczne są obecne, ale w roli wspomagającej; głównym aktorem są tutaj ziarna. Aromat jest mocno palony, przechodzący w popiołowość, nieco ziemisty, kawowy, trochę czekoladowy, z subtelną słodką nutką. Dość bogaty jak na dry stouta. Smak jest znowuż głęboki jak na styl, choć zarazem i wytrawny, a stąd dość lekki, sesyjny. Chmielowość staje się silniej odczuwalna, szczególnie w finiszu, kiedy to żywica łączy się z kawą w bardzo fajny kolaż, wybrzmiewający wraz z silną goryczką. Ciekawe to piwo – z jednej strony dosadne, z drugiej wyważone. W zależności od nastroju można się albo wgłębiać w aromat albo pić je jako tło do interesującej rozmowy. Absorbuje zmysły na tyle na ile mu pozwolimy. Ma potencjał, ale nie narzuca się. Bardzo fajne. (
7,5/10)
Smoked Cracow (alk. 2,4%, ekstr. 7,7%, 20 IBU) to piwo grodziskie, co od razu nasuwa pytanie, jak wypadło w zestawieniu z innymi interpretacjami stylu. Dotychczas
artezanowskie grodziskie deklasowało to od Pinty i wydawało mi się szczytowym osiągnięciem w tym, bądź co bądź, lekkim i mało fajerwerkowym stylu. W zapachu wyraźna nuta wędzona, początkowo w rejonach suchego drewna, po paru chwilach z lekkim akcentem wędlinianym, miesza się z jasnym ziarnem oraz odrobiną chmielu, trawiastego z nutą cytryny. W ustach zwiewnie lekkie, brakiem ciała zahaczające o wodnistość, ale za to o całkiem wyraźnym, nieco cytrusowym smaku i podbitej goryczce. Chmiel staje się wyraźniejszy, posmak zaś nieco chlebowy, natomiast wędzonka z czasem przesuwa się bardziej w tło. Bardzo udane piwo, minimalnie lepsze od artezanowskiego. PL is ON, czy jakoś tak. (
7/10)
Hoppy New Year (alk. 7,3%, ekstr. 16,6%, 85 IBU) to pierwsza IPA z Pracowni, przynajmniej w teorii, bo w praktyce już późniejsze partie Dwóch Smoków takową były, z nieznacznym dodatkiem kolendry. Chmielowego Nowego Roku to piwo sezonowe, niedźwiedź ma być wypuszczany z klatki raz do roku. Szkoda, oj szkoda... Zapach zgoła nie noworoczny, chyba że to nowy rok na Fidżi bądź w okolicach. Żar tropików – mango, brzoskwinia, ananas,... ogólnie słodki miąższ mocno dojrzałych, żółtych, ciepłolubnych owoców. Oraz nuta liczi. Zapach jest z jednej strony wręcz miodowo słodki, z drugiej łamany rześkim grejpfrutem oraz zieloną nutą pomiędzy trawą a żywicą. Smak podtrzymuje świetne wrażenie. Pełnia w sam raz konkretna, słodowość jest ujeżdżana tropikalno owocowymi chmielami, a goryczka jest, mimo teoretycznych 85 IBU, świetnie zbalansowana. Wyśmienite słodko-gorzkie piwo ze świetnie ukrytym alkoholem, a tym samym niebezpiecznie sesyjne, mimo swoich procentów. Szyte na miarę. Konkurent dla
Grand Prix Ciechana. (
8/10)
Wpis był już gotowy, kiedy w knajpie U Fotografa w Lublinie miałem okazję wypić szklankę
Like On Nick (alk. 4,5%), następcy Like On Neck. Piwo różni się nachmieleniem, zawartością alkoholu oraz rzecz jasna smakiem. To ostatnie jednak in minus. Specyficzna mieszanka estrów, nut chmielowych i słodowych sprawia, że piwo skojarzyło mi się z landrynką truskawkowo-brzoskwiniową, z dodatkiem mydlanej nuty old spice i delikatnie anyżowym wydźwiękiem. Przy tym odebrałem je jako nieco przyciężkawe, bynajmniej nie sesyjne. Szkoda, pierwotna wersja mi bardziej podeszła. (
6/10)
Biorąc jednak pod uwagę dwa piwa premierowe (które obecnie pewnie zostały już wszędzie wypite), AD 2014 Pracownia Piwa udowadnia swoją klasę. Oby tak dalej.
a gdzie to można kupić w butelce?
OdpowiedzUsuńJa kupiłem w Marii w Krakowie, ale było dostępne i w innych sklepach specjalistycznych. Z naciskiem na 'było', bo ponoć się rozeszło błyskawicznie. Ale tak jak napisałem - mają za niedługo zwiększyć produkcję i rozwijać segment butelkowy.
UsuńMieszkasz na stałe w Krakowie?
OdpowiedzUsuńW ogóle nie mieszkam w Krakowie, ale kiedyś tam studiowałem.
Usuń