Loading...

Natłok premier a niski poziom polskiego craftu

Po okresie w którym Polska była dosłownie piwną pustynią nastąpił przełom. Atak Chmielu Pinty zainaugurował erę dynamicznego, wręcz skokowego rozwoju polskiego rynku piwnego. W ciągu kilku lat powstało kilkadziesiąt browarów oraz inicjatyw kontraktowych, a rynek zalało już grubo ponad tysiąc nowych piw. Jeśli mierzyć siłę craftu ilością premier, to jest zaorane, wyrażając rzecz po kucowemu. Już za niedługo ilość premier w danym miesiącu przekroczy setkę. Nikt poza Docentem nie zdoła tego wszystkiego wypić. Jednak to w ilości premier, a raczej w premierowej fiksacji polskiego rynku craftowego należy moim zdaniem upatrywać jeden z głównych powodów niskiego poziomu polskiego craftu. Nie jest to więc w tym ujęciu oznaka naszej siły, ale słabości.

Z wywiadu udzielonego przez Adama Czogallę z Peruna Jurkowi z bloga Jerry Brewery można się dowiedzieć, że Perun chętnie doskonaliłby swoje dotychczasowe wyroby, ale póki co jest to nierealne. Polski rynek bowiem jedzie na premierach. Nowe piwa sprzedają się niemalże na pniu, nowe warki starszych piw natomiast już niekoniecznie. I to nawet w przypadku piw, które konsumentom podczas swoich premier bardzo przypadły do gustu. Trzeba warzyć stale coś nowego. Rodzi to szereg niewesołych konsekwencji.

Po pierwsze, piwowar nie uczy się na kolejnych warkach. Skoro niemalże każde nowe piwo to premiera, to nie następuje kumulacja doświadczeń i doskonalenie rzemiosła, tylko każda kolejna warka jest swoistym skokiem w częściowo nieznane. No i wynikiem tej nieprzewidywalności są często miałkie piwa, słabe premiery.

Po drugie, skupiając się na premierach, piwowar zwyczajnie może nie mieć czasu i energii do poświęcenia na doskonalenie albo chociażby dbałość o powtarzalność kolejnych warek starszych piw. Rynek krzyczy że chce premier, to i na premierach piwowar się skupia.

Po trzecie, piwowar ma z pewnością często nadzieję, że słaba premiera utonie w gąszczu innych. Ciężko uciec od konstatacji, że trwa premierowa biegunka. Jeśli ktoś chce się liczyć na rynku, a nie ma na nim jeszcze ugruntowanej pozycji, stosuje często premierowy ‘overkill’. Zalewa rynek swoimi premierami, z których niektóre nie są dopracowane, ale grunt że są to piwa nowe. A jak coś nie wyjdzie to trudno, przykryje się temat następną premierą, już za dwa tygodnie. Może nawet za tydzień.

Po czwarte, dojrzały rynek dóbr ‘luksusowych’ cechuje się przywiązaniem do marki, które z kolei ugruntowywane jest dbałością o jakość przez producenta. W Polsce póki co nie ma takiego zjawiska. Owszem, parę osób jest AB Hools czy Pinta 4life, ale jednak mamy rynek, który jest ukierunkowany na nowości, a nie docenianie standardów jakościowych. Jest mocno niedojrzały. To jest problem konsumentów, którzy gonią za nowinkami zamiast być lojalnym wobec tych browarów, które doskonalą rzemiosło, skupiając się na powtarzalności swoich najlepszych osiągnięć. Jest to jednak zarazem problem producentów, bo do czego to konsumenci mają się przywiązywać, skoro nie mogą być pewni kształtu tego samego piwa z kolejnej warki, które może smakować już dużo gorzej niż to z warki którą pokochali?

I niestety, póki co nie widać wyjścia z paradygmatu premierowego. Ciężko oczekiwać od browarów czy inicjatyw kontraktowych opamiętanie się. Dla nich jest to gra, której stawką są pieniądze i przetrwanie na rynku, który przy ich udziale obrał taką a nie inną postać. Jedyna nadzieja w tym, że konsumenci dorosną (i ja też!). Że w końcu znudzi im się pościg za nowinkami i zaczną zamawiać to co im wcześniej, na premierze sprzed dwóch lat bardzo smakowało. Producenci dostaną sygnał zwrotny i zaczną doskonalić swoje dotychczasowe receptury. Tyle że... jak już ten klient zamówi kolejną warkę starszego piwa, to okaże się że jest ono miałkie, bo producent o nie nie zadbał, skupiając się na kolejnej premierze. I rozczarowany klient zacznie, co jest jak najbardziej zrozumiałe, szukać następnej premiery właśnie, odwracając się od domniemanego, fałszywego evergreena.

Iście diabelski krąg.

publicystyka 7669727365662866618

Publikowanie komentarza

  1. Wyjątkowo zgadzam się z autorem :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Solidny art i poruszenie dotat nieporuszanego tematu. Z checia poczytalbym, co bedzie w nastepn odcinku tego serialu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałem Twój opis polskiego rynku piwnego i oczywiście całkowicie się zgadzam. Brak mi tylko istotnych pytań - skąd się to bierze i czy/kiedy się to zmieni. Jedną podpowiedź znalazłem u Polskich Minibrowarów - tą dotyczącą multitapów. Ale to margines dla większości piwoszy. Próbując odpowiedzieć samemu na te kwestie znalazłem jedną analogię - polski rynek wędlin. Po okresie rozdzielnikowo-kartkowej smuty, nastąpił lawinowy rozwój sektora prywatnego (lata 90). Skutek tego jest taki, że w sklepie wielobranżowym w każdej wsi gminnej jest w stałej sprzedaży ok. 300 gatunków "wędlin". Dla moich znajomych wizyta w sklepie z wędliną w zachodniej Europie była zazwyczaj szokiem ("co oni jedzą, przecież tu nic nie ma!"). Z piwem chyba też tak jest trochę - każdy chce zaistnieć na młodym rynku prześcigając konkurencję nowościami. Nie ma odwołania do tradycji, bo jej ciągłość została zerwana. Dla nas te wszystkie górniaki są obcym tworem. Wybieram się na Wyspy i, będąc piwożlopem przezornym, sprawdziłem ofertę w pubach w pobliżu miejsca pobytu. Te cask ales są tam w wielkim wyborze i asorymencie (z zaznaczonymi wpływami nowej fali), ale jeden mikrobrowar warzy 5-6 piw, z czego w 4 tradycyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro już taką analogię ciągniesz, to jako że w temacie wędlin się nie unormowało, to tym bardziej w młodym segmencie craftu w Polsce to jeszcze długo potrwa. Ale może i nie, bo piwo w przeciwieństwie do wędlin to jednak nie jest towar codziennego zapotrzebowania. No dobra, dla nas może jest, ale dla większości nie.

      Usuń
    2. Myślę, że to się nigdy nie zmieni. Taki ten rynek po prostu jest, można tu zarobić tylko proponując ciągle coś nowego z hiper duper składnikami. Przyczyną jak zwykle są pieniądze, przeciętny birgik nie zapłaci 8-10 zł za butelkę piwa, które już zna, zawsze wybierze piwo nowe, którego jeszcze nie pił, żeby sobie porównać, nawet jak będzie mocno średnie. Blogi jeszcze to potęgują, pojawiają się tam tylko recenzję nowości, rzadko które piwo powraca z oceną odnoszącą się do poprzednich warek. Pinta i Perun, które ostatnio zaczęły pojawiać się u mnie nawet w niewielkich osiedlowych sklepikach czy w Tesco w cenie nawet 6-7 zł raczej szybko stamtąd się wycofają. W natłoku nowych piw w multitapach to się po prostu nie będzie sprzedawać w tej cenie. Liczba konsumentów gotowych zapłacić 3 razy więcej za butelkę piwa jest ograniczona i dlatego łatwiej ich zdobyć kolejną premierą niż starym, dobrym, smacznym Pacificiem. Premiera, zawsze będzie gonić premierę, bo inaczej to w ogóle nie będzie działać, jeśli cena musi pozostać taka jaka jest.

      Usuń
    3. Analogia jest jednak dość luźna, bo w wędlinach chodzi o uzyskanie jak najniższej ceny i nadanie temu badziewiu cech atrakcyjności i odróżnieniu się od innych. W końcu każde mięso pół na pół z wodą smakuje podobne. To tak, jakby każdy browar chciał uwarzyć pilsa za 3 złote i tylko etykiety by się mieniły kolorami. Na długo nie uprawianym polu chwaściory rozrastają się bujnie i wielkim wyborze. I tylko tu widzę analogię. Mam nadzieję, że kryterium jakościowe, rządzące jednak rynkiem dóbr luksusowych, spowoduje szybsze unormowanie się sytuacji

      Usuń
  4. W zdaniu zaczynającym sie od "Dla nich" chyba powinno być "Im". Ale może sie czepiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Łukasz Matusik18 marca 2015 19:57

    Mogę wrzucić linka? Chyba mogę...
    Pisałem o tym, że nie przywiązujemy się do marek, bo jest tego za dużo. Taka lektura dodatkowa, jeśli pozwolisz. http://www.piwolucja.pl/felietony/przywiazanie-do-browaru/

    Świetny wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, byłem ostatnio w Bawarii i tam jest o tyle ciekawie, że masz krainę paruset browarów, a i tak ludzie przywiązują się do tego swojego lokalnego. 70 tyś hl rocznie, sprzedawanych w promieniu 50km wokół komina, częściowo z dowozem do prywatnych domów. Ja wiem że to absolutnie inny świat i nie ma analogii, ale w warstwie emocjonalnej jest to świat bliższy mojemu sercu. Mimo że lubię eksperymentować :)

      Usuń
  6. Najbardziej powtarzalny jest dr Brew -> zawsze IPA :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, polska, jak i ogólnoświatowa, rewolucja piwna powstała w opozycji do browarów koncernowych i generalnie rodzaju piwa przez nie warzonego. Jednym z podstawowych motywów marketingowych (ale i produkcyjnych) piwowarstwa komercyjnego jest powtarzalność - nasze piwo jest zawsze takie samo, trzymamy jakość, nigdy się nie zawiedziesz, negatywnie nie zaskoczysz. Technologicznie browary koncernowe są bez zarzutu, i raz za razem warzą tą samą warkę. Nie są tak dobrzy w innowacji, możecie się nie zgodzić, patrz np. kolejne warki grand championa, która są różne... w sensie nie konieczne super. I to jest jedna sprawa - rewolucja jest niejako w kontrapunkcie do powtarzalności.
    Druga sprawa, bardziej już polska, zwróćcie uwagę, że przekaz głównych polskich marek jest bardzo tradycyjny, tzn odwołują się do tradycji. Zarówno, żywiec, jak Tyskie - konie pociągowe największych koncernów budują wartość na tradycji. Ale czy taka, prawdziwie polska, tradycja rzeczywiście jest? Cholera wie, mamy de facto dwa gatunki piwa o lokalnej proweniencji - grodziskie i baltic portera. Dobrze wykonane mogą być znakomite, aczkolwiek nie są to piwa do codziennego żłopania;) W gruncie rzeczy, nie wiemy jaka jest nasza tradycja i tożsamość piwna, do czego się odwołać, co kontynuować. Kiedy CAMRA zaczęła w latach 70 działalność mogła powiedzieć "pijmy prawdziwe Ale", serwujmy je jak należy w prawdziwych pubach. My tego niestety nie mamy. Możemy się tylko modlić, żeby faktycznie, piwne społeczeństwo dojrzało i zaczęło cenić wyrób po prostu znakomity, a nie tylko nowy. BTW współczesność w ogóle bazuje na nowości, a nie solidności, więc dodatkowo mamy prze rą ba ne....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pierwszy akapit to Twoja diagnoza rzeczywistości czy afirmacja takiego podejścia? Bo ja nie zgadzam się na takie stawianie sprawy, że craft ma być w opozycji do koncernów, stąd i do powtarzalności. Jeśli browary przyjmują taką optykę, to jest to równoznaczne z dymaniem klienta, który ma kupować craft bo craft to craft, nawet jak jest do bani. Na zasadzie ideologicznej opozycji craftowcy mogą swoją drogą warzyć beznadziejne weizeny, stawiając się w kontrapunkcie do niemieckich koncernów, które warzą ten styl w większości dobrze albo i lepiej ;)
      Co do tradycji, to na polskich terenach od długiego czasu warzyło się też lagery. Nie ma nic złego w lagerach, byleby smaczne były. I tradycyjne, nie HGB. Myślę zresztą, że nie chodzi tu o to, żeby się ograniczać, można jak najbardziej warzyć egzotyczne gatunki, byleby trzymać poziom. Popuśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie że tradycja do której się odwołujemy, to nie tradycja nurtu piwowarskiego, ale tradycja polskiej gościnności. No bo to przecież wstyd i gańba przyjmować gościa w oberży albo w domu stawiając przed nim kufel kiepskiego piwa. Może odwołanie do tej tradycji w kontekście piwa dałoby coś dobrego ;)

      Usuń
    2. Diagnoza ruchu jako całości, choć dość swobodna:D W przypadku kraftu piwnego, przynajmniej pierwotnie, różnica między konsumentem a producentem jest niewielka, lub wręcz żadna - wielu z kraftowców zaczynało od piwowarstwa domowego.
      Co do tradycji lagerów, tak były, ale czym się różniły polskie lagery od niemieckich czy czeskich? Czy ktoś potrafi to powiedziedzieć? Pewnie czymś tam się różniły, ale ja tego nie wiem jak i pewnie 99.5% pijących piwo kraftowe. Natomiast czym się różni belgijskie ale od brytyjskiego wie pewnie większość. Do tego dochozi tradycja lokalnych browarów i serwowania, która pewnie w zamierzchłych czasach u nas była, ale czy ktoś ją pamięta? Ja pamiętam budkę z piwem, z młodości, brudne kufle i lichy chyba towar.

      Usuń
  8. Sądzę że zjawisko o którym piszesz dotyczy nie tylko polskiego craftu, tylko craftu w ogóle. Taki już urok ludzi pijących tego typu piwa, że częściej wolą spróbować czegoś nowego z miernymi ocenami, niż wracać do starego wybitnego piwa "no bo przecież jeszcze nie próbowałem". Natomiast nie przesadzałbym z tym że stare warki nie schodzą, przecież np Pinta dalej nie ma co wysyłać za granicę, gdyby im kolejne warki nie schodziły to by nie mieli tego problemu. Artezan też chyba nie ma problemu z odbiorcami na Pacifica. Jeśli chodzi o przywiązanie do marki w krafcie, to to nigdy nie będzie przywiązanie do marki piwa, może być do marki browaru, taki urok rynku.
    Natomiast jeśli chodzi o nowe browary, które powiedzmy wypuszczają 3 piwa, to oczywiście ludzie premiery rozkupią, ale jeśli piwa niczego nie urwą to nie będą do nich wracać. Rozwiązaniem dla browaru jest akcja w stylu jeśli pierwsze piwo było apa1 to zmieniamy trochę skład, nazwę i wypuszczamy jako apa2, czyli teoretycznie premiera. Jest szansa na zrobienie drugiego wrażenia, piwo się sprzeda lepiej niż druga warka kiepskiego, browar będzie mógł warzyć dalej, a jeśli konsumentowi apa3 czy 4 przypadnie do gustu to wtedy będą warki powtarzać.
    No i jest jeszcze opcja którą nazwałbym warkami piw specjalnych, jak np Pinta wypuszczająca Imperatora 2x w roku (mam nadzieję że Quatro też będą powtarzać), piwo schodzi na pniu. Tylko piwo musi być naprawdę wysokiej klasy.
    Od siebie jeszcze dodam że irytuje mnie narzekanie na niski poziom polskiego kraftu. Bo według mnie poziom wcale taki niski nie jest. Jak na te 3-4 lata to poziom jest w przypadku kilku browarów całkiem wysoki. Po prostu kiedy kupujemy kraft zza granicy wybieramy najlepsze browary z danego kraju. W Polsce bierzemy wszystko jak leci, bo mamy do tego dostęp. Jakaś kaszanka z Danii czy USA do Polski w ogóle nie dotrze, więc porównanie mamy tylko z najlepszymi browarami.
    I żeby nie być gołosłownym, robisz co jakiś czas artykuły "sześciopak polskiego kraftu"- zobacz ile wystawiasz ocen typu 6, 7 etc a ile Ci się zdarza 3ek i mniej. Mogę się założyć że z 2/3 jak nie 3/4 ocen będzie powyżej 5. Co dla mnie oznacza "powyżej przeciętnej". Czyli co najmniej 2/3 z tych piw jest po prostu dobrych. I to ma być niski poziom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z piwami specjalnymi Pinty to popłynąłeś grubo.... Tych piw jest tak niewiele że one zawsze zejdą... Poza tym na naszym rynku brakuje takich piw, wiec one będą schodzić.
      Co do artezana- narazie nie butelkują, a w knajpie zawsze będzie to schodzić... (nie rozumiem fenomenu pacifica- pale ale jakich wiele)

      Usuń
    2. To nie jest tak z tymi ocenami. dobre piwo dostaje ode mnie 6,5 a takie do którego bym wrócił za tę cenę dostaje 7. I jak to nałożysz na średnią ocen z tych sześciopaków, to wychodzi że jednak ten poziom jest niski, a w każdym razie nie jest wart tych pieniędzy w moim odczuciu.

      Usuń
    3. Odnośnie Pinty nie wspominałem tylko o piwach specjalnych, pincie schodzi wszystko. "Piwa specjalne" to szczególny sposób w jaki można nakręcić popyt na kolejne warki- weźmy np Rogatego z kraftwerku- to piwo w stałej ofercie nie ma prawa bytu, mimo że uważam że jest dobrze wykonane i mi osobiście bardzo podeszło, nie jest to rzecz pijalna i taka do której bym często wracał. Ale jeśli Rogaty będzie pojawiał się raz w roku na pewno za rok po niego pójdę i pewnie warka rozejdzie się w trymiga. Jeśli browar zrobi 6 czy 12 takich piw to co miesiąc czy dwa ma warkę która się rozejdzie od razu.
      Co do ocen: "takie do którego bym wrócił za tą cenę dostaje 7"- ciekawe podejście. Cena wyznacznikiem oceny piwa. Ja rozumiem że jeśli ktoś zawoła 20 zł za zwykłego robionego w Polsce stouta bez dodatków i leżakowania to jest prawdopodobnie idiotą i takie podejście dyskwalifikuje piwo do bycia zakupionym. Ale mimo tego cena jako wyznacznik oceny piwa? "takie do którego bym wrócił" rozumiem, dodatku "za tą cenę" już nie, chyba że ktoś grubo popłynął. Co do pieniędzy, przypuszczam że gdyby kraftowcy w Polsce dali radę taniej robić piwa, to by to robili. Fakt że piwa kraftowe są drogie w Polsce wynika raczej z naszej takiej a nie innej waluty (w Polsce wszystko jest drogie). Ja zazwyczaj robię zakupy na zasadzie 2 zagraniczne piwa, 6 polskich, wychodzi około 80 zł (o ile nie biorę jakiegoś leżakowanego RISA od Mikkellera). Natomiast jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny, gdyby Geezer czy porter łódzki był z zagranicznego browaru, zapłacilibyśmy 2 albo 3 razy tyle. Jedynie jeśli chodzi o piwa zagraniczne to jedynie belgi są dostępne w Polsce dosyć tanio i powszechnie (zakładając że 10-15zł za 0,33 piwa światowej klasy to tanio). Być może mój pogląd na ceny piw kraftowych w Polsce zaburza fakt że kupuję jedynie butelki, nie chodzę do multitapów gdzie zapewne można się wybulić. Być może w grę wchodzi też fakt że raczej nie kupuję piw w ciemno, od tego jesteście Wy, blogerzy, żebym nie dostał kwacha (więc jest też opcja że jestem zadowolony bo spijam tylko piwną śmietankę z polskiego kraftu). Ale kupując zazwyczaj po kilkanaście piw kraftowych miesięcznie (polskich oczywiście) nie mogę powiedzieć żeby nie były warte tych pieniędzy (pomimo że zarabiam słabo) I zazwyczaj są to piwa których jeszcze nie piłem, jakieś premiery, do starszych piw wracam zazwyczaj jeśli chcę nimi kogoś poczęstować. A czasem zdarzyło mi się o bardzo renomowanych zagranicznych browarach powiedzieć że nie było warto wydawać aż tyle pieniędzy.

      Usuń
    4. Zupełnie opacznie mnie zrozumiałeś. Chodziło mi o to, że przy średniej cenie polskiego piwa craftowego, takie które dostało ode mnie 7 uważam za warte powtórzenia. Teraz jaśniej? Ocena jest zupełnie niezależna od ceny, wniosek czy warto powtórzyć jest wynikiem zestawienia ze sobą oceny oraz ceny. Jak u każdego chyba.

      I fakt, że jak się nie kupuje piw w ciemno, to można odnieść wrażenie, że ogólny poziom jest co najmniej niezły. Nie odzwierciedla to jednak rzeczywistego posiomu rynku, jak się człowiek skupia na rodzynkach.

      Usuń
    5. "wniosek czy warto powtórzyć jest wynikiem zestawienia ze sobą oceny oraz ceny" - chyba najważniejsze zdanie w kontekście tej dyskusji. Ja sam od 2-3 lat piję NIEMAL same premiery bo niestety browary mają ogromne problemy z utrzymaniem równowagi między warkami. Piwa powtarzane pijam zazwyczaj w pubach, więc może to wina złego przechowywania niepasteryzowanych kegów/petainerów, ale to niemal norma, że każda warka smakuje zupełnie inaczej. Niezależnie od tego, czy lepiej, czy gorzej, ale smakuje INACZEJ. Na początku byłem przywiązany do kilku marek, ale jeśli taki Atak Chmielu czy Black Hope za każdym razem smakuje inaczej, to po co je zamawiać? Jako konsument pijąc coś po raz n-ty liczę na piwo o stałej jakości i stałym smaku, taka rosyjska ruletka zupełnie nie zachęca do próbowania czegoś ponownie. Gdyby "piwo o stałej nazwie acz niestałym smaku" kosztowało piątaka, to ok, mogę zaryzykować. Mniejsza strata, krótszy żal. Ale jak mam wydać koło 10 zł na coś, co nie przypomina piwa, które polubiłem kiedyś, to wolę już kupić coś nowego. Może mi nie zasmakuje, ale wolę takie ryzyko niż NIEMAL pewne wkurzanie się na upadek legendy. Klucz do wszystkiego leży w stałej jakości piw, jak już sięgam po IPA za dyszkę, to chcę, żeby to smakowało jak IPA, a nie jak bitter, pils czy maślanka.

      Usuń
    6. "I fakt, że jak się nie kupuje piw w ciemno, to można odnieść wrażenie, że ogólny poziom jest co najmniej niezły. Nie odzwierciedla to jednak rzeczywistego posiomu rynku, jak się człowiek skupia na rodzynkach." - rozumiem że kiedy próbujesz zagranicznych piw craftowych też lecisz po kolei nie patrząc na browar, cenę, czy renomę tylko wyjeżdżasz do niemiec/hiszpanii etc i pijesz jedno po drugim? Bo jeśli jednak (tak jak przy np wyjeździe do Hiszpanii) sugerujesz się chociażby ratebeerem to kiedy porównujesz polski craft (również nieudane warki) który znasz niejako cały tylko ze śmietanką craftu z danego kraju (a Hiszpania nie wypadła najlepiej jak widziałem).
      "ale to niemal norma, że każda warka smakuje zupełnie inaczej"- najpierw ludzie hejtują że browary nie pracują nad warkami, potem hejtują że każda smakuje inaczej. Jak nie ma smakować inaczej skoro pacific, atack chmielu czy jasny grom mają po kilka zmian w recepturach? I ja nie jestem zwolennikiem tego, wolałbym żeby chociaż warki były numerowane przy nazwie, wtedy wiem, że atak chmielu będzie się różnił od tego sprzed roku, bo ja jeśli piwo ma tą samą nazwę oczekuję tego samego piwa. I to już abstrahując od wad typu siarka czy diacetyl, shit happens.

      Usuń
    7. Jasne, tyle że 'śmietankowych' piw w niektórych innych krajach po prostu jest o wiele więcej. Jakbym miał się w przypadku Polski skupiać tylko na rzeczywiście fajnych piwach, to przez większość czasu piłbym zagraniczne. No i Hiszpania jest z tego co wywnioskowałem jeszcze gorsza od Polski, ale mamy chyba większe aspiracje, prawda? A co do Niemiec, to w segmencie craftowym owszem, piję jedno po drugim, co daje mi podobnie wnikliwy pogląd na sytuację co w przypadku Polski :) Z tymi różniącymi się warkami, to osobiście absolutnie nie mam problemów z dopasowywaniem receptury, motywowanym dbałością o to żeby piwo było jeszcze lepsze. Problem w tym, że te piwa są często inne bo są wadliwe.

      Usuń
  9. Dlatego już od jakiegoś czasu unikam premier, chyba że znajomy pochwali(znajomy, nie bloger, bo ci też w większości odlecieli w kosmos)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja też już w zasadzie olewam premiery i skupiam się na sprawdzonych piwach. Ostatnio tylko Raduga, Pinta i Perun ma powtarzalność (o Pracowni Piwa i Artezanie się nie wypowiadam bo są to dla mnie piwa nieosiągalne)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z żalem muszę donieść, że nawet taki tuz na rynku jak Pinta potrafi boleśnie rozczarować swoimi stałymi pozycjami. Wczoraj w Kontynuacji w Kato chcąc polecić coś pewnego koledze, który miał bardzo ograniczony kontakt z kraftem wskazałem mu Oto Mata IPA i ów kolega przy pierwszym niuchu powiedział "wali kocim moczem". Niestety miał rację, barman też przyznał, że jest kanaliza (jego znaniem była lekka, moim zdaniem mocna, bo przykrywała resztę aromatów i w smaku też była mocno obecna). W takich chwilach ciężko być adwokatem diabła, który każe płacić 11 pln za taki wywar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Im więcej wtop tego typu, tym więcej będzie ludzi zrażonych na amen do craftu.

      Usuń
    2. Dokładnie, podobny przypadek w weekend w Małpie i Sunny Ale z DB, mój brat pijący craft sporadycznie podnosi do ust szklankę i pierwsze co mówi to "ogórki kiszone". W takich chwilach myślisz, że koncern może nie pachnie ale i nie śmierdzi.

      Usuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)