Loading...

... o mały Wrzos

Jadąc przez południową Polskę nie sposób nie zauważyć restauracji stylizowanych na ogromne chaty bądź też gospody góralskie. Wybudowane z grubych bali, częstokroć z dachem krytym słomianą strzechą, serwujące dania typowo polskie pomieszane z kuchnią regionalną. Dla wielu jest to emblemat kiczu, podczas gdy mi się takie gospody bardzo podobają, uważam je za arcypolskie elementy krajobrazu, lubię się w nich stołować i chętnie zabieram do nich obcokrajowców kiedy u mnie goszczą. Sęk w tym, że jest ich bardzo dużo i trudno jest konkretnemu lokalowi zaznaczyć swoją odrębność. Taką karczmą, jedną z wielu, był do niedawna położony w centrum Ustronia Wrzos. Aż do momentu kiedy właściciele wpadli na pomysł wstawienia do środka instalacji warzelnej i zrobienia z niej użytku. Knajpa góralska z własnym piwem to z zasady bardzo fajny pomysł, wybraliśmy się więc w sobotę na początku lipca z Rodzinką, żeby sprawdzić czy Wrzos ma się czym pochwalić.

Karczma stała się minibrowarem dopiero w kwietniu tego roku, kiedy wstawiono do niej sprzęt warzelny firmy Wachsmann, nowość na polskim rynku. Budynek jest piętrowy, rzekłoby się – typowy dla tego rodzaju gospod. Ściany z grubych drewnianych bali, spadzisty dach, fajny duży plac i szeroka strzecha umożliwiająca siedzenie przy stoliku na zewnątrz przy grubych drewnianych ławach nawet podczas deszczu, co zresztą uskuteczniliśmy. Sęk w tym, że trafiliśmy akurat na dicho, więc ewakuacja poza ściany budynku była wymuszona okolicznościami. Muzyka taneczna, kolorowe reflektory, a później nawet stroboskopy (sic!) to nie jest to co pasuje do wnętrza stylizowanej na ludową gospody. A stroboskopy w restauracji to wręcz tragedia. 

Szkoda, bo wnętrze jest całkiem atrakcyjne – dużo przestrzeni, ogromne drewniane ławy, pośrodku antresola nad którą wisi monstrualnych rozmiarów żyrandol przystrojony paroma pokaźnych rozmiarów porożami jeleni. Jest kominek, betonowa posadzka, raczej minimalistyczny wystrój na ścianach – wszystko gra. No, prawie wszystko. Głośne bałnsy pasują do takiego budynku jak pięść do oka albo jakiekolwiek odruchy człowieczeństwa do członka UPA. Podobnie podyktowane rodzajem imprezy kolorowe światełka. Jeszcze jedna rzecz, która mi nie pasowała, co może wiele osób zdziwić. Otóż warzelnia firmy Wachsmann, sama w sobie prezentująca się niezgorsza, w połączeniu z drewnianą gospodą góralską zgrzyta przeraźliwie. Może nie aż tak bardzo jak wspomniane bałnsy, ale jednak. Ciekawostka – wewnątrz budynku znajduje się również cukiernia, do której prowadzi osobne wejście, ale przejście dla obsługi znajduje się w samej restauracji. I przez to przejście można było podziwiać zaraz naprzeciwko witryn z ciastami rząd unitanków. I to takich, które podobno nie są póki co używane – leżakownia znajduje się bowiem na piętrze.

Niestety – Wrzos jest ofiarą swojej lokalizacji. Z jednej strony położenie w ścisłym centrum miejscowości uzdrowiskowej zapewnia stały dopływ klientów, z drugiej jednak Ustroń to coś w rodzaju śląskiego Zakopanego, tak więc wczasowicze to w dużej mierze „krakuwek”, „warszafka” i hołota z innych miast, co pociąga za sobą wielorakie konsekwencje. Gdyby w sobotę nie było dicho na sali, to pewnie świeciłaby pustkami. Obok Wrzosa mieści się smażalnia ryb która o tej porze pękała w szwach (!), a bałnsy niosły się na paręset metrów. We Wrzosie w tym samym czasie, jak na sobotni wieczór, nie było specjalnie pełno. Żona była świadkiem rozmowy, być może właścicieli bądź osób zarządzających, z której wynikało, że zdecydowano się na dicho we Wrzosie dopiero niedawno, i stąd nic dziwnego że w gospodzie mają mało klientów, skoro od dwóch miesięcy turyści byli przyzwyczajani do tego, że tego typu taniej rozrywki muszą sobie poszukać gdzie indziej.

Obsługa jest jak najbardziej w porządku, szczególnie dwóch kelnerów, z jednym z których miałem dość zabawną wymianę zdań. Po tym jak postawił na naszym stoliku pustą popielniczkę, wzmiankując że to dla przyszłych klientów, jeśli nie mamy nic przeciwko.

- Nie ma sprawy, niech będzie. Dla przyszłych pokoleń.
- No, dla tych gorszych klientów.
- Oj tam, od razu gorszych...
- [kręcąc głową] Oj gorszych, zapewniam pana. Duużo gorszych...

No tak, hołota w górach, inwazja lumpenproli, te sprawy. Współczuję obsłudze w takich miejscach.

Wrzos jest drogi, ale to nic dziwnego biorąc pod uwagę umiejscowienie lokalu. Drugie dania zaczynają się od 30 paru złotych wzwyż, małe piwa to koszt 7-8 zł. Mocno bije po kieszeni, zamówiłem więc coś mniejszego. Zupa czosnkowa akurat się skończyła, przede mną wylądowały za to pyszne pierogi z mięsem. Wprawdzie wielkość porcji nie była bynajmniej stereotypowo góralska, ale za to lepiej się tego dania chyba nie da zrobić. Żona wzięła ciasto truskawkowe z wrzosowej cukierni. Nie jadam słodyczy, ale ponoć było pyszne. Dla jedzenia warto się więc do Wrzosa wybrać, będąc w Ustroniu. A co z piwem? Tutaj sprawy nie prezentują się już tak pozytywnie.

Zawsze mnie dziwi kiedy w browarze restauracyjnym poza piwami własnego wyrobu serwowane są również koncernówki. W tym wypadku jest to Heineken i Żywiec. Można sprawę sprowadzić do rodzaju klientów którzy zjeżdżają się do Ustronia żeby robić borutę, wyrwać Kasię co w korpo siedzi dwa boksy obok i poszaleć przy piwerku z zagranicy, nie jest jednak również tak, że wybierając Heńka ponad wyrób miejscowy dostaje się coś niewiadomo ile gorszego, skandal, obraza i chryja za ryja. Bo szczerze mówiąc, póki co piwa z Wrzosa są średnie, poza jednym wyjątkiem. Taka jest zresztą chyba prawidłowość - jeśli w minibrowarze leją również korpolagery, to miejscowe wyroby nie zachwycają. Vide C.K. Browar, Spiż czy właśnie Wrzos.

W gospodzie warzy się dwa jasne lagery, pszeniczne oraz koźlaka dubeltowego. Różnica między dwoma lagerami jest taka, że jeden z nich jest mocniej chmielony. Wbrew temu jednak, nazywanie ich Pilsami jest naciągane i mylące.

Pils Special to zbożowe, lekko drożdżowe piwo. W smaku słodowe, słodkie a mimo to wodniste, z niezbyt przyjemnym, suchym i cierpkim wydźwiękiem. Gdyby nie całkiem przyjemne nutki miodowe, byłoby jeszcze gorzej. Jest męczące. (Ocena: 4/10)

Pils Premium to ponoć bardziej chmielona wersja Speciala. Zapach jest gorszy, trudno bowiem wyczuć cokolwiek. O, jest nikły słód i trochę drożdży, a i kapka chmielu się znalazła. Smakowo jest lepiej – nieco pełniejsze, mniej nachalnie słodowe, z ciut mocniejszą goryczką. Nadal nieco cierpkie, nieco słodkie i nieco męczące. Różnica polega nie na tym, że chmielu jest tutaj dużo, ale że jest cokolwiek odczuwalny. Taka minibrowarowa klasyka, niezbyt kunsztownie wykonana, ale pijalna. (Ocena: 5,5/10)

Wrzos Pszeniczne... Jest banan, jest biszkopt, jest również średnio przyjemna słodowa mączność. Kontynuuje swoją cokolwiek drażniącą obecność w smaku, mieszając się z nieco ostrzejszymi nutami fenolowymi. Wydźwięk nieco siarkowy. Mimo to jednak wypiłem bez grymaszenia. Łowcy błędów technologicznych (do których ja nie aspiruję) mieliby jednak na tym piwie używanie. (Ocena: 4,5/10)

Czwarte i ostatnie piwo to Koźlak Dubeltowy. Ponoć na początku sami nie wiedzieli co to za piwo i sprzedawali jako porter. No bo jak ciemne to jeno porter, chyba że Karmi, co nie? Jak by nie było, jest to jedyne dobre piwo we Wrzosie. W aromacie suszone owoce, głównie śliwki, dużo kandyzowanego cukru, delikatna paloność i nieco orzechów. Inaczej niż w przypadku innych blogerów, nie zrobiło na mnie bynajmniej wytrawnego wrażenia. Owszem, ciało słodowe nie jest specjalnie konkretne jak na koźlaka, a co dopiero dubeltowego, ale do wytrawności schwarzbiera to ten trunek ma daleko. Jest w miarę gęsty i treściwy, z dobrze ukrytym alkoholem. Smak ciemnych słodów i suszonych owoców, lekko słodki. Dobre, a gdybym gustował w tym stylu, deceniłbym je jeszcze bardziej. (Ocena: 6,5/10)

Suma summarum summarissimum nie warto robić sobie specjalnie wycieczki do Ustronia żeby się napić warzonego w miasteczku piwa, ale jak się ma nieco grubszy portfel, warto we Wrzosie zjeść co nieco, popijając koźlakiem. Większego wrażenia ten establiszmęt na mnie nie zrobił.

piwne podróże 2917236287246407733

Prześlij komentarz

  1. Ciekawe zestawienie, jakiś czas temu również miałem okazję spróbować piw z browaru Wrzos i generalnie wszystkie były kiepskie, ale koźlak wypadł najgorzej i to nie dlatego, że nie lubię koźlaków, ale przez obecny DMS i to niestety ten najbardziej ordynarny, czyli "kapucha".
    Skoro autor nie wspomina o DMSie to zapewne go już nie ma i świadomie został wyeliminowany, co w tym przypadku zalicza się niewątpliwie jako plus dla tego browaru.
    W takim razie liczę na dalszy progres i jakiś Ale w ofercie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiszonki nie było. Fajnie że jest rozwój, szkoda tylko że idzie to tak mozolnie...

      Usuń
  2. Nie od razu Rzym zbudowano, jak sobie człowiek pomyśli jak rynek piwny wyglądał 10 lat temu to i tak nie ma co narzekać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Styl kapitalny - powiało starym Łysiakiem aż miło:) Gratuluję, panie Kubo! Warsztat prima sort!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, ale nie uważam żeby moja pisanina była godna porównania z Mistrzem :)

      Usuń
  4. Jestem często w Ustroniu i od momentu uruchomienia browaru kupuję solidną
    jak na mnie cotygodniową porcję piw.Szczególnie upodobałem sobie pszeniczne i kożlaka.Dotychczas miałem mało okazji do picia piwa innego niż koncernowe.Trafiając przypadkiem na Pana blog,byłem zaskoczony i zasmucony tak jednoznaczną oceną.Wydawało mi się.że piję dobre piwo do ważenia którego ktoś włożył trochę serca no i bez ulepszaczy itd.
    Pana ocena częściowo zniechęciła dwóch kumpli,którzy zauważyli"pewne błędy technologiczne" a może nawet DMS.
    Czytając ponownie zauważyłem,pewne drobne nieścisłości i wnioski,z którymi bym polemizował.
    Jestem z Mikołowa więc nie krakówek i warszawka tylko .. z innych miast.
    Myślę ,że lokalizacja jest błogosławieństwem tego lokalu bo jest to zakład pracy nastawiony na zysk.
    Jadłem tylko żurek,bardzo smaczny,słodyczy tak jak Pan nie jadam.
    Dyskotek nie lubię,zwłaszcza tych migadeł.
    Pytałem kto robi piwo w tym browarze i okazało się,że Niemiec,dyplomowany browarnik Waienstephan(tak ma na wizytówce).
    Pracuję w hurtowni, która dostarczała kiedyś do wrzosa piwa żywca.
    Piszę dostarczała bo bodajże w lutym skończyła się umowa i kategorycznie odmówili zamawiania co z Pana punktu widzenia jest oczywiste. To ta niezgodność w opisie tego browaru.
    Myślę,że dalej pił będę ich piwo.Może trochę mniej i uważniej,korzystając z uwag i komentarzy specjalistów.W Chorzowie bardzo dobre piwo.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zamawiają obecnie z innej hurtowni? Bo nalewak Żywca nadal był. Jeśli piwowar ma dyplom Weihenstephanu, to znaczy że taki dyplom nie jest gwarancją jakości. Samo życie - zwykły chałupnik potrafi niekiedy zrobić fajniejsze piwo od utytułowanego piwowara. Myślę że nie należy się do końca zniechęcać do danego piwa na podstawie oceny innych, bo gusta są różne. Staram się opisać piwo jak jest i jak je odbieram, natomiast koniec końców innemu człowiekowi dana kompozycja może odpowiadać a mi nie. Mocno wątpię czy stosowane są we Wrzosie ulepszacze. I spoko, też jestem z Mikołowa :)

      Usuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)