Loading...

Sześciopak polskiego craftu 155-158


Przejściowe problemy zdrowotne stanowią doskonały asumpt do nadgonienia zaległego, czyli w tym konkretnym wypadku sześciopakowych antologii. Poniższa winna być traktowana po części jako kronikarstwo, wszak wbrew moim pesymistycznym prognozom, rozwijający się kryzys na chwilę obecną na szczęście nie strącił polskiego craftu z pionu, wskutek czego liczba ciekawych premier wciąż ma charakter galopujący. Większość poniższych piw została spróbowana jeszcze przed połową wakacji. 

Nie piłem chyba jeszcze sztandarowego braggota od Profesji, ale zdecydowałem się na zakup Bartnika w wersji Cognac V.S. Barrel Aged 2017 (ekstr. 28%, alk. 14%). Trunek jest gęsty, kleisty, słodki. Wyczuwalny alkohol stanowi cierpką przeciwwagę dla słodyczy i jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Leżakowanie dało mu nuty delikatnie orzechowej klepki i lekko winne tony, poza tym owocowość oscyluje wokół moszczu jabłkowego oraz śliwkowego, a główny trzon, czyli miód, ma nielubiany przeze mnie, duszący posmak propolisu. Przy niemalże zerowym nagazowaniu odbieram smak podobnie płasko, co przy uwzględnieniu charakteru miodowości oznacza, że piwo mi średnio podeszło. (5/10)

Czy piwo o wyczuwalnej czekoladowej słodowości i żywiczno-cytrusowym profilu chmielowym można określić mianem soczystego? Na podstawie Double Blackcyla od Trzech Kumpli (ekstr. 18,5%, alk. 8%) rzekłbym, że owszem, jak najbardziej. Mętne piwo jest względem wersji bazowej bardziej cieliste, bardziej intensywne, chyba również nieco bardziej gorzkie (aczkolwiek tutaj musiałbym skonsultować jeszcze raz oryginał). Odczuwalną gęstość skontrowano z wyczuciem dosadną dawką chmielu, którego smak w połączeniu z goryczką czyni to, jakby nie było dość tęgie piwo, zdradliwie pijalnym. Wszystko tutaj gra. Brawo! (8/10)

Czy Łańcutowi udało się wysmażyć rasowego west coasta? Dolina Chmielowa (ekstr. 16,1%, alk. 6,5%) jest daleka od słodkich, tropikalnych klimatów nurtu hazy. Nachmielenie zostało podkreślone, obraca się jednak w mało modnej triadzie żywica – cytrusy – róża/geranium. Ciała to piwo trochę ma, więc nie nazwałbym go w pełni wytrawnym, słodycz resztkowa jest dopasowana, natomiast goryczka faktycznie jest hołdem dla starej szkoły. Wchodzi szybko i dosadnie. Bdb. (7/10)

Coraz więcej piw mi woni durianem, tym zakazanym owocem sprzedawanym w Azji południowo-wschodniej na osobnych stoiskach, które capią jak śmietniki. I dobrze, że tak jest, albowiem można duriana scharakteryzować jak gnijącą sałatkę tropikalną z dodatkiem cebuli, ale jest to jednak skojarzenie w piwie po pierwsze pozwalające wyzbyć się skojarzeń z cebulą jako taką, a po drugie, jest to zapach nabyty, a wówczas i w zależności od nastroju potrafi być przyjemny niczym skarpeta we francuskim serze. W przypadku golemowego White Dove (ekstr. 18,5%, alk. 7,5%) skojarzenie durianowe jest z początku dominujące, okazuje się jednak mocno ulotne, po czym piwo woni cytryną, grejpfrutem i niedojrzałym białym gronem. Arturowa filozofia nadała mu sznyt, jest bowiem zdecydowanie kwaśne, wyraziste, a wskutek tego pewnie polaryzujące. Wybujała cytrusowość, kwaśność i rześkość (przy takich parametrach!) tego piwa to jego walory. Minusy z mojego punktu widzenia są dwa. Po pierwsze, ziemiste nutki w tle. Mało intensywne, a jednak trochę drażniące. Dwa, goryczka. Wolałbym, gdyby piwo było tylko kwaśne. Charakter goryczki jest bowiem nieznośnie ściągający, pokrewny rozgryzieniu tabletki paracetamolu. O tyle dobrze, że jej siła jest umiarkowana. Do dopracowania. (5,5/10)

Requiem For A Haze
(ekstr. 18%, alk. 7,8%) nie jest bynajmniej żałobnym westchnieniem za wielkim nieobecnym – piwo Maltgardena faktycznie jest fajnie mętne. W opór w nim nut świeżej pomarańczy, mandarynki i grejpfruta. To bardzo dobrze. W tym momencie zostawiamy na chwilkę chmiel Citra i przechodzimy do odmiany Sabro, która również pływa w piwie. W zależności od gotowego wyrobu daje zwykle nuty albo bardziej kokosowe, albo bardziej koperkowe. Tutaj efekt jest zastanawiający – bliższy koperkowi, bo wali zielskiem, ale nie koprem, tylko mieszaniną ususzonego rumianku oraz tymianku, a dopiero po solidnym ogrzaniu przybiera postać koprowej wody po ogórkach. Dziwne, choć niekoniecznie nieprzyjemne. Szczególnie że piwo jako całość ma sens – jest intensywne, soczyste i raczej słodkawe, choć finisz jednak opatrzono całkiem dosadną goryczką. Oraz mineralno-lodowym akcentem, ale to szczegół. Bdb. (7/10)

Pośród żalów, jakie mam do samego siebie, związanych z eksploracją geograficzną polskiego craftu, jedno z czołowych miejsc zajmuje brak okazji do odwiedzin w IBU Craft Beers w Gliwicach. Z jednej strony sama idea samoobsługi nalewakowej w knajpie mnie nastraja sceptycznie, z drugiej słyszałem o IBU same dobre rzeczy. Mam nadzieję, że knajpa przetrwa trwającą zawieruchę i będę mógł nadrobić zaległości. Póki co musze się zadowolić piwem Szpunta uwarzonym na okazję pierwszej rocznicy istnienia IBU. 1st Anniversary IBU IPA (ekstr. 18%, alk. 7,5%) jest wszystkim tym, czym nowoczesne ipki nie są. Jest piwem klarownym, wytrawnym, z silną goryczką. Nuty świeżych białych cytrusów, żywicy, agrestu oraz nafty nie są soczyste, a zarazem są dosadne. Goryczka ora podniebienie, a zarazem lekka słodycz resztkowa daje sprawie trochę balansu. Zupełnie w tle przewijają się marginalne nutki ciasteczkowe, a jednak jest to piwo jednoznacznie wytrawne, chmielowe, prawie całkowicie niesłodowe. Intensywna, oldskulowa sztuka. Polecam bardzo, świetne piwo. (7,5/10)

Zdecydowanie po słodkiej stronie mocy plasuje się Ambrosia HopzOil od Dwóch Braci (ekstr. 20%, alk. 7,7%). Słodkiej tak bardzo, że nawet w aromacie kojarzy się nie tyle z utlenieniowymi landrynkami, ile z owocowymi żelkami. Wepchanie do ust losowej selekcji żelek z tytki Haribo Tutti Frutti dałoby efekt pokrewny. Co nie należy jednak rozumieć jako ujmę – myślę, że piwo wyszło zgodnie z założeniami, czyli soczyście owocowo, z nutami ananasa, mandarynki, grejpfruta, melona, pomarańczy. Lekko gorzko, wyraźnie słodko, bez odczuwalnego ciężaru. Fajne, niemniej jednak niezapadające w pamięć. (6,5/10)

Życie nie jest proste, ale za to ipka może być prosta. Simple IPA (ekstr. 15,5%, alk. 6,7%) pokazuje Funky Fluid w mniej korzystnej odsłonie. Drażnią nuty mdłego melona oraz niepotrzebnej siarki, obecność cytrusów jest zaznaczona zbyt nieśmiało – szału ni mo. Z drugiej jednak strony nic w tym piwie na dobrą sprawę nie odpycha, a i goryczka jest przyjemnie podkreślona. Można to było więc zrobić o wiele lepiej, jak i o wiele gorzej. Simple as that. (5/10)

Piwem do koszenia trawy czy pichcenia kabana na grillu, a zarazem zaskakująco smacznym, jest Pilica Amber Ale (alk. 5,6%). Nazwa mogłaby sugerować jakieś amerykańskie naleciałości, tych jednak piwo jest zupełnie wyzbyte. Opisowo – wyraźnie estrowe z nutami dojrzałych czerwonych jabłek i jagód, na ciasteczkowo-karmelowej, lekko orzechowej podbudowie, z podkreśloną goryczką. No, czyli jest bliskie wyspiarskim ejlom. Zupełnie niemodny, a zarazem fajnie pijalny wyrób. (6,5/10)

Dużo mniej udany jest Mo.Es (alk. 6%). Ciekawostka jako polish IPA, wzbudził u mnie sentyment, bo nazwa przypomina nazwę miejscowości niedaleko holenderskiej granicy, w której się wychowałem, natomiast zawartość butelki rozczarowuje. Galaretka morelowa i żelki pomarańczowe z posmakiem owoców sadowych, no i jeszcze kwiaty – jest chmielowo i owocowo, ale w sposób mdły. Zagęszczone słodem żytnim ciało dokłada swoje w zakresie przeciwdziałania rześkości. Niepotrzebne to jest. (4,5/10)

Niepotrzebny, ale zarazem śladowo intrygujący, jest Generał Brzoskwinia z Pilicy (czyli ReCraftu, bo tam warzą; ekstr. 13,5%, alk. 5,6%). Śladowo intrygujący, bo stanowi nawiązanie do czeskich piw owocowych, które nie są ani kwaskowe, ani słodkawe, tylko gorzkie jak pils, z odklejoną od piwa, często zalatującą sztucznością nutą owocową. Akurat w Generale brzoskwinia nie zalatuje probówką, ale brzoskwinia jest odklejona od jasnej słodowości oraz podkreślonej goryczki i w sumie tylko przeszkadza. Zbędne piwo. (4,5/10)

SzałuPiw
już dawno nie piłem. W zasadzie to chyba ostatni raz miałem przyjemność w ramach Beer Geek Madness roku 2018, więc już szmat czasu temu. Jeszcze wcześniej piłem mętną ipkę Hazaj w dwóch odsłonach – bardzo dobrej z beczki i niepijalnej z butelki. Niedawno wpadł mi z kolei w ręce Tropi Hazaj (alk. 6%), czyli Hazaj z dodatkiem mango, marakui, grawioli i guawy. Z butelki. No i widzę, że niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o jakość zawartości butelek, wobec czego mam nadzieję, że wersja z kija wypadła dużo lepiej. Tutaj mamy połączenie efemerycznej żółtej owocowości, w której obrębie z ręką na sercu nie jestem w stanie wyodrębnić żadnego (!) z dodanych owoców, trochę siarki i maści Wick Blau oraz nieprzyjemną, ziemisto-fenolową nutę w finiszu. Soczystości brak, sensu jeszcze bardziej. Fajnie, że postawiono na dość mocną goryczkę, no ale na samej goryczce żadne piwo nie pojedzie. Słabiutko. (3,5/10)

O, gorzka ipka! Co jeszcze kilka lat temu byłoby oczywistością, obecnie wcale oczywistym nie jest. I mimo że zamiłowanie Artura Karpińskiego do goryczki jest chyba powszechnie znane, to nie spodziewałem się takiego oldskulowego piwa od browaru Golem, z powodów komercyjnych. Tymczasem Ocean Of Hops (ekstr. 16%, alk. 6,6%) nie jest piwem mętnym, soczystym, turboowocowym czy wręcz soczkowym. Jest piwem gorzkim, wytrawnym, opatrzonym jedynie subtelną słodyczą, a w warstwie chmielowej zdominowanym przez żywiczno-cytrusowy konglomerat z wyraźną nakładką geraniolowo-kaffirowo-różaną, czyniącą to piwo jeszcze bardziej niemodnym. Tę nakładkę propsuję niezmiennie pod jednym, konkretnym warunkiem – piwo ma być jednocześnie gorzkie. A to jest. Ależ mi się to dobrze pije! Brawo! (7,5/10)

Czasami mam wrażenie, że część birgictwa narzeka na brak west kołstów w obrębie rodzimego krafciku, z drugiej podejrzewam, że ci producenci, którzy jednak jakiegoś west kołsta wyprodukują, mają na celu przekonanie wszystkich, że nie ma za czym tęsknić, bo west kołsty to po prostu trochę bardziej gorzkie od neipek, w gruncie rzeczy jednak nudne i mało intensywne piwa, więc nie ma po co je robić. Taka Dudette od Garage Monks (ekstr. 15%, alk. 7%) ma słodowość niepotrzebnie podbitą carapilsem, chmielowość stosunkowo niemrawą, zaś dodany Azzacca hopzoil pręży muskuły jedynie na etykiecie. Słodowe, landrynowo-karmelowe, a dodatkowo żywiczno-melonowe i trawiaste piwo z nutą karamboli przepływa przez gardło, jeżąc co najwyżej włosy na głowie, kiedy człowiek sobie uświadomi, że za takie nudziarstwo wydał dyszkę. A za tyle samo kupił w promocji mięso z dwóch indyczych udźców. Cóż, goryczka jest faktycznie podkreślona (i niestety cierpka), ale i na tym odcinku nie jest to szczyt wyrazistości. Tak więc wtopa. (4/10)

Drożdże Vermont, drożdże Conan i do tego ponad 17 gramów chmielu na litr piwa. Brzmi ciekawie i wyszedł z tego faktycznie bardzo smaczny rezultat. Conan Double NEIPA (ekstr. 18%, alk. 7,8%), bodajże dwieście czterdziesta ipka od Funky Fluid (żarty żartami, ale tyle ipek co oni, to w PL nikt nie trzaska) ma bardzo fajny aromat obejmujący całą gamę żółtych, białych i pomarańczowych cytrusów (a nawet czerwony grejpfrut), z delikatnym uzupełnieniem ananasowym oraz żywicznym. W smaku jest równie cytrusowo, jednak – jak na standardy, do których nas topowi tematyczni wyrobnicy przyzwyczaili – nie aż tak intensywnie, no mniej soczyście niż gra obecnie ekstraklasa. Żebym nie został opacznie zrozumiany – to jest bardzo dobre piwo, tyle tylko, że poprzeczka obecnie wisi jeszcze wyżej, a przynajmniej od FF oczekuję jeszcze więcej. (7/10)

Ipka z sokiem, ale tak wkomponowanym, że bez tej wiedzy można go było nie wychwycić, mimo że sam w sobie jest wyraźnie odczuwalny? Może to brzmieć trochę pokracznie, ale tak Pincie wyszedł Canary June (ekstr. 16,5%, alk. 6,8%). West coast IPA z sokiem z grejpfruta jest prostym, grejpfrutowo-żywicznym piwem z odległym tchnieniem melona, lekko kwaskowym i fest gorzkim. Całościowo efekt można było pewnie uzyskać również samymi chmielami, zarazem jednak grejpfrutowość jest silna, a goryczka ma charakter tego właśnie owocu cytrusowego. Nie jest to więc soczkowy wyrób, tylko mocna pozycja dla oldskulowców. Dobra sztuka. (6,5/10)

Zbyt górnolotna nazwa dla piwa może wypaść śmiesznie, jeśli rzeczywistość do niej nie przystaje. Browar De Facto uwarzył imperialną ipkę Hegemon (alk. 7,5%), która de facto jest najwyżej paziem wśród nowofalowych piw. Piwo beczkowe o smaku karmelowej landryny, z tępą, łodygową goryczką? Być może kilka lat temu by to przeszło. Być może. Ale nie de facto. (3,5/10)

Lepiej wypadł – o zgrozo – kontraktowiec Ciupaga. Z tego, co mi mówiono, to warzą w Wąsoszu, ale jeśli nie jest to prawda, to prosiłbym o sprostowanie. Vermont IPA wpadła mi w łapy tylko, gdyż w trakcie objeżdżania rowerem Zalewu Czorsztyńskiego była jedynym teoretycznie ciekawym piwem w jednej z przydrożnych piwodajni. No i nie jest to takie złe piwo, jak się spodziewałem. Słodowe, cytrusowe, z podkreśloną goryczką i nutką siarki. Średnio rześkie, zupełnie nie w stylu, ale właściwie wchodzi jako tako. Stąd i w pewnych okolicznościach chyba nie odradzam, a w każdym razie nie krzywiłem się w trakcie picia. To już jest coś. (5,5/10)

Wskutek dodania płatków róży, brokreacyjny Potion #12 (alk. 11,4%), czyli rose date syrup barley wine bourbon BA, pachnie trochę jak bułgarski różany dżem, jeden ze spożywczych produktów flagowych tego kraju. Syrop daktylowy podkreśla słodową kompozycję piwa, zaś bourbon zaokrągla całość dyskretną nutką wanilii. Piwo jest gęste i słodkawe, natomiast brakuje mi w nim bardziej rozbudowanej słodowości, przynależnej barlej łajnom. Tak czy siak, jest to bardzo smaczna pozycja – ale dla osób, które naprawdę lubią róże. (7/10)

Gdzieniegdzie można było przed nastaniem tegorocznego pseudo-lata jeszcze dostać ostatki Blue Lagoon (alk. 6,1%) od Hopito, zjawiskowego producenta nowofalowych ipek. Biorąc pod uwagę wystrzałową jakość większości pozostałych puszek, jestem skłonny wierzyć, że w postaci świeżej to piwo było wyśmienite. Ale z kranu w Białej Małpie zaraz po lockdownie rozczarowało. Moc cytrusów, tropikalnych marakujowych klimatów i ciut cebulki zwiastowałyby petardę, jednakże obecność ziemistych i gorczycowych nut sprowadziła mnie na ziemię. Poza tym – odczucie w ustach gładziutkie, kremowe, no i goryczka jest. Ale byłby wypas. Nie był, ale mam nadzieję, że w planach jest następna warka. Wtedy podejdę do tematu na świeżo. (6,5/10)

Również w czerwcu (kiedy to było...) w knajpach katowickich można się było raczyć Pintą Miesiąca Marzec, czyli ostatnią, która nie wylądowała w butelkach. Red March (alk. 5,2%) nie smakował nieświeżo, okazał się po prostu mało udany. Dominacja wiśni wytworzyła efekt ssania pastylek na gardło oraz metaliczności, a w koniunkcji z pozostałymi owocami (maliny i jeżyny) dodatkowe skojarzenia obejmują nie tylko cukierki, ale i dżemik bardziej niż piwo – mimo że smak jest kwaskowy. Smak wyszedł średnio przyjemnie, więc mimo kwaskowości nie wchodzi szybko, ergo nie orzeźwia zanadto. (4,5/10)

Nepomucenowa
seria Triple Double w połowie jest do polecenia. Częścią, której okazuję łaskawość, jest Triple Double Mosaic Ekuanot Centennial (ekstr. 16,5%, alk. 6,3%). Triumwirat żywicy, pomelo i anyżu/korzenności wyznacza tutaj trajektorię, dostrojenie ma miejsce w postaci ulotnych nutek melonowych i ananasowych, w oddali pałęta się trochę niewadzącej ziemistości, a i o podkreśloną goryczkę zadbano. To piwo winno było wylądować w puszce. Bdb. (7/10)

Z kolei Triple Double Citra Simcoe Amarillo (ekstr. 16,5%, alk. 6,3%) mnie rozczarowało. W aromacie jest w zasadzie jeszcze ciekawiej niż w piwie powyżej. W opór mango i moreli, pomelo, antonówka, trochę melona i cebulki, a do tego wyczuwalne podszycie zbożowo-owsiane. Zapach może nie jest intensywny, jak być powinien, ale kompozycja jest fajna. W kwestii puszystości oraz odczuciu w ustach również nie mam nic do skrytykowania. Smak jednakże jest mało, co najwyżej średnio intensywny. To odczucie wzmaga się w kierunku finiszu, który jest wręcz pustawy, a przy okazji niemalże wyzbyty goryczki. Echa różanych nutek, a poza tym eurolagerowa wodnistość. Szkoda, bo potencjał był, tyle że nie został wykorzystany. (5,5/10)

Spodziewałem się, że Rauchdoppelbock od Trzech Kumpli i Łancuta (ekstr. 21%, alk. 8%) wyjdzie bardzo dobrze. Ba, miałem za pewnik, że wyjdzie świetnie. Tymczasem wyszedł fenomenalnie. Ma zapach nie tyle świeżo wędzonej szyneczki z wędzarni, ile ma zapach wnętrza wędzarni jako takiej. Pachnie buchającym zapachem mięska ogniskiem, czyli pachnie bamberską wsią. Albo niechby i podkarpacką, do diaska. Mocarne, lekko oleiste ciało z nutami karmelu potęguje wrażenie zakąszania wraz z piciem – bo fajna wędzonka to taka, po której ma człowiek wrażenie, że nie tylko napił się, ale i zakąsił. Wędzenie narzuca dodatkowe subtelne skojarzenia z czereśnią. Gęste, pożywne, słodkawe piwo, kontrowane idealnie odmierzoną, szlachetną goryczką. Jeśli miałbym wytypować polską wędzonkę, która nie tyle może stanąć w szranki z pierwowzorami, ile je przebić, to miałbym tutaj swojego kandydata. (8/10)

Rauchdoppelbock od Łańcuta i Trzech Kumpli, Double Blackcyl od wiadomo kogo, golemowy Ocean of Hops oraz szpuntowy IBU IPA to gwiazdy tego przeglądu. Gwiazdy zupełnie jednoznaczne, co cieszy tym bardziej że całościowo selekcja nie wyszła do końca zgodnie z moimi oczekiwaniami – za warte zakupu uznałem jedynie dziewięć na 24 wypitych piw.

sześciopak polskiego craftu 323407601575553214

Publikowanie komentarza

  1. Dzięki ! Świetna robota. Jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję. Następny wielopak już niebawem.

      Usuń
  2. Rauchdoppelbock <3 Ciężko właściwie coś więcej osiągnąć w tym stylu (choć najlepsze warki Urbocka chyba jednak ciut lepsze). Dla mnie to nie tylko jedna z najlepszych polskich i jakichkolwiek wędzonek, nie tylko jedno z piw roku nawet, ale jedno z najlepszych polskich piw w historii. W dodatku wypuszczone w roku, w którym przewaga stylów nowych, modnych i pstrokatych nad tradycją pokroju rauchbocków jest tak duża jak nigdy wcześniej. Więc nie tylko pyszne, ale i duchowo krzepiące piwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, ciężko to przebić w obrębie wędzonek. Może Fastenbier od Schlenkerli mi jeszcze ciut bardziej smakował, ale to jest tak wysoki poziom, że różnice są minimalne.

      Usuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)