Nowa fala w Holandii na przykładzie Berghoeve
https://thebeervault.blogspot.com/2014/08/nowa-fala-w-holandii-na-przykadzie.html
Polski konsument (ten bardziej poszukujący) na temat piwowarstwa holenderskiego jest w stanie w zasadzie stwierdzić, że poza starą gwardią dzielącą się na złą (Heineken) i dobrą (De Koeningshoeven czyli marka La Trappe) w kraju tym działa garstka browarów nowofalowych - oczywiście De Molen oraz Emelisse, część wymieniłaby może browar t'Ij czy jeszcze Jopen. W rzeczywistości oferta nowofalowego piwowarstwa w Holandii jest znacznie bogatsza, a za sprawą stale poszerzającej się oferty polskich importerów piwa pewnie odpryski tego stanu rzeczy zaczną się w końcu pojawiać w polskich sklepach specjalistycznych. Jednym z browarów który moim zdaniem zasługuje na większą uwagę jest położony zaledwie 5 km od niemieckiej granicy Berghoeve.
Słowo mikrobrowar pasuje tutaj jak ulał. Działalność zaczęli w 2010 roku jako browar kontraktowy warzący na instalacji De Molena, a od 2012 mają własny przybytek. Tyle że aż do lata ubiegłego roku warzelnia miała wypustowość ledwie 50l (!), obecnie ponoć jest to już warzelnia z prawdziwego zdarzenia, o jednorazowej mocy produkcyjnej 750l. Dotychczasowe portfolio obejmuje 18 różnych piw, a browar nie boi się eksperymentować z papryczkami chili, dzikimi drożdżami czy drewnianymi beczkami po whisky. O ile wybór piw jaki dostałem jest reprezentatywny, browar może mieć przed sobą ciekawą przyszłość.
Verre Vriend (alk. 8%, ‘daleki przyjaciel’) to tripel, czyli w teorii dla mnie najmniej ciekawe piwo tego zestawienia. Jednak tylko w teorii. W rzeczywistości okazał się świetnym, mocno chmielonym belgijskim piwem, któremu nie mam nic do zarzucenia. Ma intrygujący zapach białego wina i ziół, połączony z silnymi cytrusami (głównie mandarynką) i pieprznymi fenolami, które, co ciekawe, częściowo kierują skojarzenia w stronę torfu. W smaku zaskakuje całkiem dużą pełnią i lekką słodyczą, która zmywana jest konkretną do bólu goryczką. Konkretną, czyli w niższych rejonach stylu IPA. Aromatyczność z czasem ogniskuje się wokół nut przyprawowych oraz cytrusowych. Jedno z najbardziej mandarynkowych piw jakie piłem od czasu Pliny the Elder. Wyśmienity tripel. (8/10)



Następnie 1842 Hammer Brand Chili Porter. Piwo ma ten bajeczny, mocno czekoladowo-kakaowy, tytoniowy, lekko kawowy i palony aromat charakteryzujący najlepszych przedstawicieli gatunku. Tutaj nie czuć chili. Smakowo ten porter znowuż uderza mocno w ziemistość, kulminując w czekoladowo-kawowo-palonym finiszu po którym w gardle zostają nuty tytoniu. Tutaj w samej końcówce czuć bardzo subtelny akcent chili, który tak jak w dobrej czekoladzie daje lekkiego pazurka i grzeje gardło (zastępując tym samym alkohol, tórego jest tutaj zaledwie 4%), a nie sprawia że człowiek szuka odruchowo szklanki mleka. Może wręcz nieco zbyt ostrożnie podjęto temat bo gdybym nie wiedział że tu jest chili to być może bym nie zgadł. Jednak wolę w tę stronę niż na odwrót. Wprawdzie smak nie podtrzymuje wrażenia robionego przez sam aromat, ale jest to fajne piwo. (6,5/10)

Zbliżamy się do końca, a tymczasem w butelce pozostaje jeszcze najbardziej chyba ambitne piwo z tego browaru. Uut Eerder Tied (alk. 10%) to wino jęczmienne, uwarzone w marcu 2011 roku, a zabutelkowane dopiero w grudniu 2012. Miało więc sporo czasu żeby dojrzeć, a trzeba do tego dodać jeszcze czas spędzony w butelce. Półtoraroczne piwo (w momencie zabutelkowania), cenowo chyba nie wyróżniające się wśród innych pozycji z Berghoeve. Można? Można. Wracając do holenderskiego barleywine’a, to pachnie on jak niektóre old ejle jakie piłem. Według niektórych zresztą obydwa style, tj. wino jęczmienne i old ale to jedno i to samo, ale o tym już chyba jakiś czas temu pisałem. Piwo pachnie dość głęboko. Suszone śliwki, likier z orzechów włoskich, madera, sos sojowy, figi. Obracamy się więc w mocno deserowych rejonach. W ustach aksamitna pełnia, nikłe nasycenie, na front wysuwa się sos sojowy, który w połowie ust zmienia się w nutę lukrecjową. Po lekkim ogrzaniu w posmaku się zaczyna przewijać nawet okołowędzona nuta. Piwo jest treściwe, choć jednak mniej głębokie niż przypuszczałem po zapachu. Niezłe, ale do zaorania mu trochę brakuje. (6/10)
Z poziomem piw z Berghoeve jest jak widać różnie, choć zdarzają się między nimi świetne wywary. Nie jest to jednak z pewnością browar klasy De Molenu czy Emelisse. Może kiedyś.