Loading...

Festiwalowy falstart

"I went on a beer festival, and all I got is this lousy badge."
Zakończony wczoraj, trzydniowy Craft Beer Week zainaugurował tegoroczny, wyjątkowo obfity sezon festiwalów piwnych w Polsce. Oczekiwania były spore, biorąc pod uwagę że pod względem ilości piwnych geeków na ilość mieszkańców Kraków z pewnością zajmuje jedno z czołowych miejsc w Polsce, a także dlatego że był to de facto pierwszy piwny festiwal z prawdziwego zdarzenia zlokalizowany w grodzie Kraka – bo nie można za takowy chyba uznać ubiegłoroczny Krakowski Festiwal Piwa, który odbył się na łąkach położonych poza miastem. Wybrałem się do Krakowa w sobotę i z mojego punktu widzenia CBW oczekiwań nie spełnił, ale zacznijmy może od plusów.

Plusem niewątpliwie było to że w końcu piwny festiwal w Krakowie w ogóle się odbył. Drugim plusem była możliwość zakupienia wszystkich lanych piw w pojemności 250ml, co stwarzało okazję do wypróbowania większej ilości różnych wywarów. Aha, no i szkło festiwalowe - zestaw sensorik i sensorik cup - fajne. I mimo ciężkiej pracy moich wprawdzie pokiereszowanych, ale jeszcze funkcjonujących zwojów mózgowych, są to jedyne plusy jakie potrafiłem wymienić.

zombie attack; strefa gastro
Przejdźmy zatem do negatywów. Przede wszystkim dawały się we znaki tłok i zaduch. Organizatorzy z pewnością nie przewidzieli takiej ilości chętnych. W sobotnie popołudnie przy bramie tworzyły się kłębowiska ludzi, których ochrona nie wpuszczała ze względu na przepełnienie Fabryki. Kiedy Fabrykę opściła odpowiednia ilość zwiedzających i wrota wejściowe były otwierane co jakiś czas, widok szarżujących hord spragnionych piwoszy miał coś ze scen z filmów o zombie. Żeby nikt personalnie nie czuł się urażony – byłem w jednej z tych hord. W środku jako rzekłem panował ścisk i zaduch, o miejscu siedzącym można było pomarzyć, kolejki w zbyt małej i mało różnorodnej strefie gastro były imponujących rozmiarów (pół godziny stania po kiełbasę może wkurzyć), a i żeby się dopchać do kranów z piwem trzeba było swoje odstać. Drugą rzeczą był dobór piw. Było paru debiutujących kontraktowców, ale poza Doctor Brew, Wrężelem, Twigg, Tea Time, Beer City, Duklą, Janem Olbrachtem, Ursą Maior i Perunem żaden polski podmiot warzący nie miał swojego stoiska. Piw z innych browarów można się było napić na stoiskach Viva la Pinta, Multi Qlti oraz dwóch barach festiwalowych. Jak na taką ilość osób bez szału. Osobiście zbyt dużo nie wypiłem, ale ludzie o ugruntowanym doświadczeniu piwnym narzekali, że ilość mocno wadliwych piw i zwyczajnie kiepskich premier była zdumiewająco duża. Trudno powiedzieć dlaczego browary oraz kontraktowcy o bardziej ugruntowanej renomie odpuściły sobie festiwal. Może ich decydenci przewidywali, że Fabryka to nie jest odpowiednie miejsce dla tego typu imprezy? Tutaj dochodzimy do następnej kwestii, czyli oprawy muzyczno-wizualnej. Począwszy od męczących wzrok, neonowych reflektorów powstawianych tu i ówdzie, kończąc na muzyce, która w ciągu kilkunastu minut potrafiła przejechać się trawersem po techno i reggae, docierając w rejony obskurnej niemieckiej Heimatmusik, ciężko nie było odnieść wrażenia braku motywu przewodniego festiwalu. Robił wrażenie randomowe. Znaczy się, ja rozumiem że clou programu było piwo craftowe, ale warto takie rzeczy spiąć również z innej strony. Żeby festiwal miał odpowiedni klimat, you know?

Sporo ludzi było wkurzonych na brak możliwości płacenia kartą. A Fabryka jest jednak oddalona od najbliższego bankomatu o więcej niż dwa rzuty kotem. W dodatku jak się wyszło, to bilet wstępu tracił ważność, trzeba było więc po powrocie z gotówką odstać swoje w kolejce przed bramą i zabulić jeszcze raz. Jeśli się należało w dodatku do tych piwoszy, którzy wysupłali dukaty na festiwalowe szkło, no to stawało się przed kolejnym problemem, jakim był brak miejsc do jego wymycia. Tak więc jak ktoś nie chciał pić piw z plastikowego kubka, a zarazem wykazywał brak entuzjazmu wobec mieszania resztek poprzedniego piwa z następnym na dnie zakupionego sensorika, to pozostawało mu jedynie zatkać nos i ruszyć dziarskim krokiem ku toaletowym umywalkom. Stan instalacji sanitarnych swoją drogą również pozostawiał wiele do życzenia, no ale to już nie jest sprawa organizatorów, a wypadkowa specyfiki Fabryki oraz braku okrzesania niektórych zwiedzających. Co do braku okrzesania, to słyszałem sporo głosów krytykujących zjawisko kompletnie narąbanych barmanów na niektórych stoiskach, którzy w stan bliski delirium potrafili się wprowadzić już koło południa.

Odrębną odnogą festiwalu były wykłady, którym również należy się parę słów. Ich tematyka była przeróżna, co samo w sobie ma sens, ale nie w połączeniu z ceną jaka trzeba było zapłacić za uczestnictwo w nich. O ile wykłady dotyczące warzenia piwa w wykonaniu członków PSPD kosztowały od zera do pięciu złotych, i o ile food pairing czy degustacje musiały trochę kosztować ze względu na nakład materiału (inna sprawa czy aż tyle), o tyle płacenie 25zł za godzinne przedstawienie prawnego ujęcia picia piwa w miejscach publicznych z mojego punktu widzenia stanowi już kuriozum. Z całym szacunkiem do wykładowców, bo ustalanie cen wstępu to domena organizatora, a nie ich. Jeśli chodzi o wykłady których biletowanie za samą usługę miały sens, to poza prawnymi aspektami otwarcia browaru (ale ile wiedzy na ten temat jest człowiek w stanie przekazać w ciągu jednej godziny?) oraz może jeszcze food pairingu (dla restauratorów... ale 50zł za próbki jedzenia podawane na plastikowych tackach, z plastikowymi sztućcami?) nie jestem w stanie wymienić innych. Szczególnie w sytuacji, kiedy jeden z wykładowców podczas swojego biletowanego (25zł) wykładu ponoć bredził przez godzinę po pijaku.

Ktoś może mi zarzucić, że czepiam się zanadto szczegółów, że wymieniłem rzeczy od organizatorów niezależne (kible, nawalonych barmanów) lub mało istotne (muzyka). Na pewno niektóre z niedociągnięć, jeśli byłyby odizolowane, nie wpłynęłyby na sumarycznie negatywną ocenę wydarzenia. Prawda jest jednak taka, że tego typu festiwal, przedsięwzięcie mocno wyprofilowane, niszowe, chłonie się wszystkimi zmysłami. I jeśli na tylu odcinkach sprawa nie gra i nie koliduje, no to ciężko jest przynajmniej mi czerpać przyjemność z przebywania w takim miejscu. Miejscu któremu zabrakło przede wszystkim klimatu. W związku z czym po trzech kwadransach opuściłem Fabrykę i udałem się, podobnie jak wielu znajomych, na Stare Miasto do Tap House. I tam już było fajnie.

Z komercyjnego punktu widzenia Craft Beer Week przerósł zapewne oczekiwania organizatorów i był niewątpliwym sukcesem. Jeśli zaś chodzi o aspekt wizerunkowy, sukcesem jednak nie był i jeśli w następnym roku odbędzie się druga edycja, to można się spodziewać jeszcze skromniejszej obecności liczących się nazw polskiego craftu, a co bardziej wrośnięci w scenę konsumenci mogą się w związku z tym również zdecydować na odpuszczenie sobie CBW. Chyba że organizatorzy zareagują na głosy krytyki i zapowiedzą gruntowne zmiany.

relacje 6395438812235710597

Prześlij komentarz

  1. "Nieobecność" producentów i hurtowników (bo tak trzeba określić tzw. "kontraktowe browary") wynika z ograniczeń związanych z uzyskaniem koncesji na sprzedaż detaliczną. Tego rodzaju imprezy to są "festiwale knajp i sklepów", a nie "festiwale producentów i hurtowników". Dlatego nie spodziewałbym się szerokien obecności tych drugich również na festiwalu warszawskim, oraz każdym innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o przynajmniej jednej znaczącej nieobecności, która była podyktowana czymś innym. Tak przy okazji - w przypadku festiwali takie koncesje na sprzedaż detaliczną są wystawiane jednorazowo?

      Usuń
    2. Nie ma koncesji na alkohol, ludzie. Wszystkie rodzaje działalności gospodarczej koncesjonowanej wymienia wyczerpująco art. 46 ustawie o swobodzie działalności gospodarczej. Na alkohol, o ile mi wiadomo, są zezwolenia. I tyle, cholera jasna, żadnych koncesji.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. OszukanyprzezDorana- polecam lekturę kodeksu karnego, w szczególności art. 212 kk....

      Usuń

    5. Art. 213 § 2 kk Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2, kto publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut:
      2) służący obronie społecznie uzasadnionego interesu.
      Tak więc da się wybronić.

      Usuń
    6. W takich sprawach polecam jednak formularz kontaktowy na dole po prawej stronie.

      Usuń
    7. Mylisz się Jarku, jednodniowa koncesja na detal to żaden problem, nawet dla takich "hurtowników" jak Pinta czy AleBrowar, zaczynających w Polsce rewolucję ;)

      Rozumiem że Evil Twin czy Mikkeler też do postawienia własnego browaru nic dla Ciebie nie znaczą. Czekamy na pierwszy cokolwiek znaczący projekt, czyli budowę potęgi rynkowej Kleir de Liuna.

      Mimo wszystko podziwiam, żeś się podpisał pot tymi swoimi wypocinami. Ja nie mam odwagi :P

      Usuń
    8. A to Jarek przypadkiem nie wystartował z własną inicjatywą kontraktową?

      Usuń
    9. @OszukanyprzezDorana: Zostałem niestety z zewnątrz zmuszony do usunięcia Pańskiego komentarza, w celu uniknięcia czynności procesowych. Zawsze jednak może Pan napisać droga mailową. Formularz znajduje się w prawym dolnym rogu strony.

      Usuń
    10. Popytałem i faktycznie. Jarek już do paru browarów o przygarnięcie na kontrakt pisał. Ale jak on by potem tak sam po sobie jeździł? ;)

      Usuń
  2. Gdybyście widzieli w piątek wieczorem Pana ktory polewał Peruna :D
    Po trzech dniach festiwalu nie doszedłem do takiego stanu

    OdpowiedzUsuń
  3. Też byliśmy w sobotę - tyle, że zaczynaliśmy wcześniej, jeszcze przed tłokiem... Przy wychodzeniu widzieliśmy te czekające na wejście tłumy. Wrażenia bardzo podobne. Ciemny, brudny klub. Śmierdzące toalety. Parodia strefy gastronomicznej. Muzyka, która przeszkadzała zamiast umilać.

    Recenzją niech będzie to, że efekt był taki, że po trzech godzinach poszliśmy na piwo do TapHouse :(

    Szkło myli bardzo chętnie barmani, jak mieli taką możliwość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Panem Blogerem prawie w 100%. Mimo, że jestem Krakuską muszę powiedzieć, że wrocławski Beer Geek Madness był o niebo o niebo lepszy i z niecierpliwością czekam na drugą edycję. Tutaj brakowało piw, którymi można się było zachwycić, większość była przeciętna albo nawet pełna wad. Nawet piwo Kopyta było tak siarkowe, że nie dałam rady dopić i musiałam wylać. Rozumiem, że idea tego wydarzenia była inna i była skierowana do mniej obeznanych w temacie ludzi. Ja jestem piwnym geekiem i mam inne oczekiwania co do tego typu imprez stąd trochę negatywne odczucia, ale i tak uważam, że impreza wyszła na plus, bo zobaczcie ile nowych ludzi przez ten weekend poznało i pokochało piwa rzemieślnicze a o to chyba nam najbardziej chodzi.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewien czy rzeczywiście pokochało. Jak już pisałem, spróbowałem tylko trzech, natomiast sama piszesz że większość była przeciętna albo wadliwa, tak samo mówiły mi zresztą inne osoby. A pewne wady nawet laika odstręczą, jak mu np. piwo śmierdzi zapałkami. Wówczas może stwierdzić, że te piwne geeki to jacyś dziwacy są i wrócić do swojego Tyskiego.

      Usuń
    2. A Ja jestem ciekaw, które piwa konkretnie miały wady. Wypróbowałem ponad 20 i na jakieś większe wady nie trafiłem, owszem sporo było słabych piw, ale jakoś nie odstraszały.

      Największy problem miałem z Szerszeniem i Southern Strike. Oba były dość mocno podobne do siebie przy czym nie wiem czy taki aromat i smak były zamierzone, prócz wytrawności i goryczki można było wyczuć coś na styl płynu do mycia naczyń... Może mi się tylko wydawać, dlatego chętnie też posłuchałbym opinii innych.

      Usuń
    3. Wypiłem trzy piwa. Wadliwe było Pinkie (siarka). Niskie nachmielenie na aromat w Kraku też można uznać za wadę względem kanonów stylu, no ale ja bym tego za wadę per se nie uznał.

      Usuń
  5. Nie rozumiem tego zdania "Drugą rzeczą był dobór piw. Było paru debiutujących kontraktowców, ale poza Doctor Brew, Wrężelem, Twigg, Tea Time, Beer City, Duklą, Janem Olbrachtem, Ursą Maior i Perunem żaden polski podmiot warzący nie miał swojego stoiska." A co z Podgórzem i Pintą ? Viva la Pinta na festiwalu sprzedawała tylko Pintę ;) W sumie stoisko Podgórza to stoisko Strefy Piwa, ale większość piwa to Podgórz, Piwne Podziemie i osobny kran Artezana, bardzo fajne rozwiązanie no i mieli chyba największe kolejki :)

    Generalnie nie było źle, ale fakt tłok był niesamowity, a w sali B zaduch był straszny. Niestety ale strasznie dużo ludzi trafiło tam z zupełnego przypadku, dochodziło czasem do dziwnych kuriozalnych sytuacji. Widziałem jedną parkę Ona typowa blachara, On zwykły Sebix. Ona chciała się pokazać, On miał wszystko w dupie i na imprezę wziął swoje piwo, dwie małe butelki wspaniale orzeźwiającego Tyskiego :D

    Co do pijanych barmanów i wykładowców, to faktycznie Adam z Peruna wyglądał na zmęczonego, a w Sobotę to już w ogóle żywy trup, ale to chyba ze względu na zapieprz i duchotę tam panującą. A ten niby pijany wykładowca, to On chyba taki po prostu jest i mi też nie podobało mi się jego zachowanie.

    Z toaletami też nie było wcale tak żle. Owszem wszędzie była woda i podłoga była brudna, ale były papierowe ręczniki i wcale tak nie śmierdziało :)

    Z myciem szkła też nie było problemu, tam gdzie była możliwość to mycia to było myte, a jak nie to zawsze można było sobie samemu opłukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale własne stoisko to jednak inna para kaloszy niż wysłanie KEG-a żeby jakaś knajpa na swoim stoisku sprzedawała. No i nie jestem taki pewien czy na posadzce w kiblach to tylko woda była ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się i nieobecność takiego Artezana czy Pracowni jak dla mnie była wielką szkodą, ale może uznali, że impreza nie była zbyt prestiżowa ;)

      A Pinta ma o tyle wygodnie, że Viva la Pinta jest z Krakowa i cały sprzęt był tu na miejscu, także nie było sensu ściągać osobnego sprzętu i ekipy, a w Sobotę był nawet Ziemek czyli Pinta na 100% ;)

      No nie, sama woda to pewnie nie była, ale ten temat możemy już zostawić ;)


      Usuń
    3. Co do muzyki to dla mnie była zbyt głośna, mogłoby jej wogóle nie być. Toalety nie były jakieś straszne i przynajmniej wtedy kiedy ja byłem nie było do nich wielkich kolejek. Natomiast ich czystość jest chyba bolączką takich imprez. Tylko jest to spowodowane w dużej mierze kulturą lub jej brakiem osób z nich korzystających. Ciężko winić za to w 100% organizatorów.

      Co do stanowisk konkretnych browarów to może nie było ich zbyt wiele, ale przy stoiskach pubów były osoby reprezentujące kilka inicjatyw i spokojnie można było z nimi porozmawiać. A pijani przedstawiciele wystawiają sobie sami reklamę - widocznie taki jest ich pomysł na marketing.
      Pozdrawiam
      Kuba

      Usuń
  6. "Jeśli się należało w dodatku do tych piwoszy, którzy wysupłali dukaty na festiwalowe szkło, no to stawało się przed kolejnym problemem, jakim był brak miejsc do jego wymycia." No przepraszam bardzo, ale na prawie każdym stoisku można było poprosić o przepłukanie szkła, więc ten zarzut jest co najmniej śmieszny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, tak samo jak na każdej imprezie masowej w którymkolwiek mieście można poprosić o możliwość załatwienia potrzeby w prywatnych pubach i restauracjach, ale jednak brak toi-toiów byłby słusznie krytykowany. Nie jest wielkim wydatkiem zadbać o odpowiednią ilość przenośnych dystrybutorów wody, jak np. na Birofilii.

      Usuń
    2. Ja naliczyłem 6 płuczek na terenie. Tylko, że byłem kilka godzin a nie 3 kwadranse.

      Usuń
    3. Ciekawe, bo rozmawiałem z ludźmi którzy byli nawet dłużej niż parę godzin i nie znaleźli żadnej. Pełno osób myło szkła na stoiskach browarów albo w kiblu, czyli oni również nie znaleźli. Może to oczywiście świadczyć o ich nieumiejętnym umieszczeniu gdzieś w rogu za filarem.

      Usuń
    4. Tak w poście powyżej mowa właśnie o płuczkach stoiskowych. Ja osobiście widziałem ich troche mniej, ale możliwe że było 6. Rozumiem że umycie szkła na stoisku jest jakąś ujmą i trzeba to robić samemu?
      Pozdrawiam
      Kuba

      Usuń
    5. W tym momencie powtarzam pytanie o zasadność pretensji o brak toi toiów na imprezach masowych, skoro w pobliskich knajpach też są przecież toalety. Na festiwalu piwnym na którym jest szkło, płuczki należą do wyposażenia którego się oczekuje.

      Usuń
    6. No i te pluczki byly na czesci stoisk ewentualnie mozna bylo skorzystac z umywalki w toalecie. Rozumujac w ten sposob mozna by jeszcze wymagac osobnego grilla obok strefy gatronomicznej, bo sam sobie chcialbym usmazyc karkowke czy kielbase. Zgodze sie natomiast, ze gdyby one byl ogolnodostepne to na pewno bylby to duzy plus, z drugiej strony znajac kulture wielu bylby wokol nich pewnie niezly syf.
      Przepraszam za brak polskich znakow.
      Pozdrawiam
      Kuba

      Usuń
    7. Naprawdę nie widzisz różnicy między usługą usmażenia mięcha na grillu, za którą się płaci, a udostępnianiem spłuczek? Na Birofilii były takie przenośne dyspensery wody, razem z lejkami do których wlewano brudną wodę ze szkła. Syfu nie kojarzę.

      Usuń
  7. W niedzielę miałem się wybrać, ale w sobotę wieczorem przejrzałem Facebooka i olałem sprawę. Jak widać dobrze zrobiłem. Dziwne, że Pracownia Piwa olała ten festiwal, jak i rok temu w Zabierzowie. Jakiś bojkot? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie mało kto by docenił ich piwo i w sumie się nie dziwię :)

      Usuń
  8. Z paroma rzeczami mogę się zgodzić. Wybór piw - też nie zachwyciły mnie premiery, niby 23 nowe piwa, ale żadne nie wywołało szybszego bicia mojego serca. Mycie szkła - fakt, ciężko, chociaż mnie 3 razy zdarzyło się, że obsługa stanowiska opłukała mi szklankę; odpowiednia maszyna była np. w "minibarze festiwalowym" i używał jej też stojący obok Perun.


    Brak możliwości płacenia kartą - na wrocławskim FDP nie pamiętam takiej możliwości. Zgadzam się z Twoją diagnozą problemu z gotówką, było to irytujące, ale czy na innych festiwalach jest dużo lepiej..?

    Wreszcie najważniejszy chyba zarzut, czyli kolejki. Ja byłem w sobotę między 16 a 19. Na teren imprezy wszedłem z marszu, czas oczekiwania po piwo akceptowalny, nie większy niż w krajowskich multitapach w weekendowy wieczór :p Ok, mogło być lepiej, ale gdy przypomnę sobie koszmar, jaki dział się na zeszłorocznym wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa, stanie pół godziny po piwo, sceny typu "panie, po co stoi ta kolejka"... Tu było pod tym względem o wiele lepiej. Można było przyjść wcześniej, nikt nie kazał czekać do wieczora.

    Ja oceniam Beerweek na mocną "czwórkę" - bez szału, ale w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście pewne mankamenty powtarzają się i na innych imprezach tego typu, tyle że tutaj nastąpiło ich znaczne skomasowanie. Co do kolejek - byłem chyba koło 18tej, jak wychodziłem to przed bramą był spory tłum, godzinę później był już ponoć sajgon. Jeśli chodzi o brak terminali płatniczych, to wypada o tym po prostu wcześniej poinformować, żeby się ludzie nie budzili na miejscu z ręką w kuflu.

      Usuń
  9. Na mnie największe wrażenie zrobiła suszona wołowina i pasztet z karpia. Próbowane piwa nie zachwyciły, największy problem miałem z Szerszeniem. Męczyłem się okrutnie żeby to dopić. Samo miejsce w mojej opinii mocno średnie. Atmosfera również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suszona wołowina to cymes, wiadomo. Tyle tylko że droga i ciężko się tym najeść w rozsądnej cenie. Ale można sobie również w domu zrobić i brać ze sobą żelazny prowiant na różne wypady.

      Usuń
    2. Wołowinka pyszna z miodem i jeszcze czymś :) Dało się najeść bo była degustacja :) Szerszeń w stylu Kopyry, ekstremalny, ale mi smakował.

      Usuń
  10. Nie było tak tragicznie. Tłum przed bramą faktycznie duży ale gdyby wpuszczali wszystkich to w środku nie byłoby już jak się poruszyć. Wybór piw faktycznie kiepski ale to już czepiać się browarów, że warzą teraz wszystko na jedno kopyto :/ Wybór jedzenia nie był imponujący ale był grill, był fastfood typowy, była slowfoodowa rybka i zwykła pizza na kawałki - dało się żyć. Barmana pijanego z fabryki ie widziałem, było paru podchmielonych browarników ale taka robota :) Co do szkoleń za 25 zł to gratis była szklanka festiwalowa wypełniona piwem. Licząc po kosztach z baru i sklepiku to szkolenie było całkowicie za darmo. Generalnie fajna impreza. W niedzielę był luz. Przychodziły rodziny z dziećmi pooglądać stoiska, zdegustować coś, zjeść lody o smaku piwa. Pełna kulturka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem, które to liczące się browary o ugruntowanej pozycji zbojkotowały imprezę. Z 5 najważniejszych browarów polskich, wymienionych przez Kopyra na jego szkoleniu, byli chyba wszyscy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artezana nie było, AleBrowaru też, Pracownia Piwa sobie odpuściła. Tylko Pinta z czołowych polskich browarów się pojawiła. Birbanta też nie było - to są według mnie najważniejsze polskie browary a Kopyr co wymieniał? Tylko nie mów o Dr Brew :DDD

      Usuń
    2. Przecież Doctor Brew w pełni starczą za polski craft, malkontencie jeden ;)

      Usuń
  12. Ten pijany na wykładzie to mówił o sensoryce? Bo ten wykład był szczególnie słaby :D

    OdpowiedzUsuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)