Loading...

National Beer-o-graphic: Piwna Chorwacja

Wedle obiegowej opinii, piękna Chorwacja dla wymagającego piwosza stanowi piwną pustynię. Jak każdy stereotyp, i ten ma w sobie cząstkę prawdy. Po moim przyjeździe do tego kraju, w małym wiejskim sklepiku zakupiłem puszkę 0,33l Karlovačko, jednego z dwóch najpopularniejszych chorwackich piw (te akurat stało w lodówce, a na ciepłe piwo nie miałem ochoty), i poczułem pewien dysonans spacerując sobie starym portem urokliwej miejscowości pamiętającej czasy weneckie, racząc się przy tym napojem, który sprawił że czułem się jakbym ssał polany cienkim zbożowym wywarem arkusz kartonu. Nie jest jednak tak, że będąc w Chorwacji, jest się z automatu skazanym na eurolagery. Zdziwiony odkryłem, że ów wiejski sklepik ma w swojej ofercie również Leffe Blond oraz Leffe Brune, w cenie 7zł, czyli niecałe 2zł drożej od owej puszki z godnej politowania zawartością. W Polsce taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Takim zdziwieniom uległem podczas mojego pobytu nieraz, a że udało mi się skosztować większość ogólnodostępnych chorwackich piw, zdecydowałem się zrobić małe kompendium piwne dotyczące Chorwacji.


1. Sytuacja ogólna.

W Chorwacji mieści się ledwie garstka browarów, a browarów restauracyjnych jest odpowiednio jeszcze miej. Dwa najbardziej cenione są ulokowane w Zagrzebiu, dwa przy węgierskiej granicy (jeden z nich sprzedaje swoje piwa po 4zł za cały litr!), jeden obok wyspy Krk w nadmorskiej Crkvenicy, a jeden na Istrii w przepięknym Rovinj, na terenie... plaży dla nudystów. Na szczęście jednak naokoło minibrowaru  ludzie chodzą ponoć raczej ubrani. Jest to najdalej na południe wysunięty chorwacki minibrowar, tak więc opuszczając Chorwację północną lokalu warzącego swoje piwo się już nie uświadczy. Podobnie ma się rzecz w przypadku sklepów specjalistycznych. Jeden się ponoć mieści w Splicie, ale nie zdołałem doń dotrzeć. Poza tym flauta, choć, jak już zaznaczyłem, takie Leffe można spotkać w małym wiejskim sklepiku sieci Studenac.

Jako że browarów jest mało, to i piw umownie zwanych u nas regionalnymi jest garstka. Najbardziej poszukiwanymi przez koneserów są piwa z browaru Lićanka (marka Velebitsko), które są dużo trudniej dostępne niż Leffe, choć dla chętnego nic trudnego, toteż zostaną one omówione w jednym z kolejnych wpisów.

Drażliwym tematem jest kaucja. Wynosi ona w przeliczeniu na złotówki koło 70gr za butelkę, i zawiera VAT. Jest to logiczne – z oddaniem butelek są często takie problemy, że fiskus traktuje kaucję jako część dochodu sklepu. Pod względem problematyczności oddawania butelek, Chorwacja zajmuje u mnie drugie miejsce, ex aequo z Bułgarią, natomiast za Grecją, w której to jakiś czas temu, chcąc oddać jedną pustą butelkę i mając na nią paragon, musiałem odbyć telefoniczną rozmowę z właścicielem sklepu, do którego zadzwoniła skonfundowana kasjerka, i który mi usiłował wyjaśnić, że ja wcale tej butelki nie chcę oddać. Niemniej jednak, puszek w Chorwacji kupować raczej nie warto, są bowiem nierzadko o połowę droższe od butelek, bardziej się więc opłaca wliczyć ewentualnie stracona kaucję w cenę piwa w butelce.

Osobną kwestią są butelki typu PET, bardzo popularne na Bałkanach. W Chorwacji w plastikach półlitrowych oraz litrowych można kupić różnej maści radlery (zaraz do nich wrócę), a w litrowych i dwulitrowych radlery oraz piwa nieradlerowe, same pale lagery zresztą. W większości przypadków opakowanie niestety nie przynosi ujmy zawartości.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że butelki niezwrotne, PET-y, jak i również wszelkie twarde opakowania wód mineralnych, jogurtów i innych produktów spożywczych, ustawowo są kaucjonowane! Kaucja wynosi tutaj około 28gr za sztukę, zwie się 'povratna naknada' i funkcjonuje w Chorwacji od paru lat. Przy takiej bzdurze nawet kaucja na butelki plastikowe oraz puszki w Niemczech nie robi już tak absurdalnego wrażenia. A jak sobie to Chorwaci dali wcisnąć? Prosty chwyt psychologiczny. Owa povratna naknada, czyli pół kuny za każde opakowanie, jest już wliczona w cenę podaną w sklepie. Czyli stojąc w kolejce z wielkimi worami plastików do kontenera ze skupem, Chorwat idzie nie po zwrot swojego depozytu, tylko po bonus – idzie zarobić na śmieciach. To samo, ale inaczej sprzedane – ludzie są tak monstrualnie głupi, że można im wcisnąć każdy kit – czy to w Polsce, Niemczech czy Chorwacji.

Z pozytywnych ciekawostek – zdecydowana większość piw ma podany ekstrakt na etykiecie. Nie wiem czy w przypadku piw importowanych nie jest to zresztą wymóg prawny, bo wszystkie które sprawdziłem miały ekstrakt podany. Niby mała rzecz, a cieszy.

Skoro już nakreśliłem sytuację ogólną, czas się wziąć za piwa konkretnie.


2. Piwa importowane

Wbrew temu co można na pierwszy rzut oka przypuścić, w Chorwacji specjalnie dużo importów się nie sprzedaje (w następnym punkcie wyjaśnię ten passus). Popularne są piwa słoweńskie, szczególnie Laško Zlatorog i Laško Club, a na północy dodatkowo piwa i radlery marki Union. Z pewną dozą szczęścia można się w knajpie napić bardzo dobrego Laško Dark, które podczas pobytu było moim piwem śniadaniowym.

Również godny uwagi jest Kaltenberg Pils (ekstr. 11,2°, alk. 5%), warzony na bawarskiej licencji w browarze Laško z użyciem tego samego szczepu drożdży co w Bawarii. Nie piłem wersji niemieckiej, ale idę o zakład, że różnic nie ma, bowiem Kaltenberg jest typowym, jasnozłotym południowoniemieckim pilsem. Wytrawny, choć nieco mniej niż pilsy z Niemiec północnych, ze zdrową porcją trawiasto-cytrynowego chmielu w aromacie, górującego nad warstwą nieco zbożowej słodowości. Smakowo wrażenie robi konkretna goryczka, która się dobrze uzupełnia ze stale odczuwalnym chmielowym aromatem. Piwo te jest sprzedawane w tej samej cenie co tutejsze pale lagery, jest więc zawsze lepsza alternatywą (Ocena: 6,5/10).

Co do piw z pozostałych państw byłej Jugosławii, napotkałem niestety tylko Tuborga warzonego na licencji w Serbii oraz bośniackie Sarajevsko, które sobie zostawiłem na późniejszy wpis i w zestawieniu z którym nawet Karlovačko jest całkiem sensownym wyborem.

Piwa niemieckie są głównie obecne w dwóch postaciach – Paulaner Hefeweissbier oraz trudno u nas dostępnego Paulaner Original Münchner, sprzedawanych w Chorwacji w półlitrowych puszkach. Z Czech jest łatwo dostępny jasny Staropramen – swoją drogą wybór akurat tego, mdłego czeskiego piwa mówi wiele o gustach chorwackich piwoszy. Holandia jest obecna oczywiście nieśmiertelnym Chemiekenem, ale i również podobnie ‘smaczną’ Bavarią. W wielu knajpach ponadto, przynajmniej teoretycznie, można zamówić Coronę oraz Guinnessa – zapewne w wersji Original. Osobnym tematem są piwa belgijskie. Ab-InBev się rozpanoszył w Europie wschodniej (omijając niestety skrzętnie Polskę), wskutek czego w wielu miejscach można dostać dwie podstawowe wersje Leffe (w tym np. w kawiarni na stacji benzynowej przy autostradzie, za 11zł) czy też Hoegaarden – choć w tym roku tego ostatniego nigdzie nie uświadczyłem. Z pewna dozą szczęścia można się napić również innych piw z Belgii. W jednej z wielu kawiarenek przy bulwarze portowym w Supetarze oprócz Leffe (w oryginalnych pucharach) serwowano również jakiegoś niewymienionego z nazwy krieka, Kasteel Tripel, Duvel oraz Gulden Draak. W jednej z knajp na rynku miejscowości Poreč na Istrii był zaś cały dział z piwami belgijskimi, koło parunastu sztuk. Tak więc jak się odpowiednio poszuka, to okazuje się, że ma się większe szanse na wypicie czegoś dobrego w knajpie w Chorwacji niźli w Polsce.


3. Piwa warzone na licencji

Tego w Chorwacji jest zatrzęsienie – większość piw robiących wrażenie importowanych jest warzonych na miejscu. Poza wymienionymi już 'serbskim' Tuborgiem oraz 'słoweńskim' Kaltenbergiem, można dostać całą gammę piw w oryginalnych opakowaniach, warzonych jednak na licencji w Zagrebačkiej Pivovarze. Są to między innymi Stella Artois (obecna na chorwackim rynku od dawien dawna), Beck's (warzony również na licencji np. w Bułgarii – najwyraźniej Niemcy nie są pomni słów nieświętej pamięci Bismarcka, który radził, żeby Bałkany zostawić w spokoju), ohydny Tuborg Green, Löwenbräu Original czy też Holsten. Na dwa ostatnie porwałem się, w wersjach PET-owo dwulitrowych. Na szczęście nie musiałem ich wypić samemu, bo byłoby ciężko.

Nie jestem pewien jak bardzo wersje warzone na licencji są odmienne (i czy w ogóle ) względem niemieckich pierwowzorów, choć myślę że wcale (na RateBeer nie są rozróżniane) i prawdę mówiąc – nie mam ochoty sprawdzać. Holsten (ekstr. 10,3°, alk. 4,5%) można by podsumować jako połączenie eurolagera (pusta słodowość, nieco chmielu w aromacie, ciało nie zanadto wodniste) z pilsem (goryczka nieco mocniejsza niż w standardowym eurolagerze). Rezultat jest jednak nadal nudny (Ocena: 4/10).

Löwenbräu Original (alk. 5,2%) to lekki jasny lager w stylu monachijskim, różniącym się od pilsów nikłym nachmieleniem. Mimo takich założeń piwo nie musi być bynajmniej złe, choć akurat Löwenbräu jest bardzo miałki. Cienki wywar słodowy, śladowo chmielowy i wyzbyty jakichkolwiek cech charakterystycznych. Rzekłbym, ‘inoffensive’. Wieje nudą, choć typowych mankamentów eurolagerów (landrynkowość, kwaskowość, warzywa) w nim nie uświadczyłem (Ocena: 4/10).


4. Radlery

Miało na blogu nie być o radlerach, ale jak kompendium, to kompendium. Cała ta radleromania to gruba sprawa, kierowana przez koncerny w całej Europie wschodniej od dwóch lat. Polska pod tym względem ilościowo jest jeszcze za Chorwacją, w której radlery zajmują nierzadko połowę regału z piwem w danym sklepie – być może nas też to czeka. Co ciekawe, w Chorwacji radler jest zgodnie z prawdą określany w składzie nie jako piwo z sokiem, tylko piwo z napojem orzeźwiającym. Na każdym radlerze jest wyszczególnione jaki udział w całym radlerze ma faktycznie sok (zwykle poniżej 5%, choć i tak jest to pewnie sok zagęszczony, więc licho wie jaki udział w tymże soku rzeczywiście mają owoce). Wszystkie radlery jakich kosztowałem miały jak jeden mąż 2% alkoholu. Zdarzyły się oczywiście lepsze i gorsze, tutaj więc mały przegląd.

Adria Grejp w aromacie ma kwasek cytrynowy, tanią lemoniadę (grejpfrutową zapewne) oraz śladowo karton. Wodnista, lekko kwaskowa, orzeźwiająca lemoniadka, nie smakuje ani nadmiernie słodko ani nadmiernie sztucznie. Jak na radlera, w dodatku na bazie piwa z dolnej półki, nie jest złe (Ocena: 4,5/10).

Pan Radler Limun ma zapach umiejscowiony mniej więcej w połowie pomiędzy ‘cytrynką’ z Rolnika a faktycznym sokiem z cytryny. Smak jest mało słodki jak na radlera, wyraźnie kwaskowy. Z elementów piwnych jest tutaj obecna nieco gryząca gardło i siebie z resztą goryczka na finiszu. Niskojakościowe, ale orzeźwiające (Ocena: 3,5/10).

Pan Radler Naranča jest jednak jeszcze gorszy. Pewnie większość kojarzy odór sztucznych syropów pomarańczowych do rozcieńczania z wodą. Jak dla mnie, owe syropy mają zapach od pomarańczy bardzo odległy, a i pewnie obok żadnego owocu nawet nie stały. Pan Radler pomarańczowy śmierdzi właśnie jak taki syrop, pomieszany z najgorszego sortu 'sokiem', typu Garden czy Caprio (dobrze że już nie pijam wódki…). Jedynym piwnym elementem w tym napoju jest rachityczna goryczka, co czyni go najmniej piwnym napojem na bazie piwa, z jakim się zetknąłem. Od tego radlera wolę Fantę, za którą zresztą bynajmniej nie przepadam (Ocena: 2/10).

K Plus Crvena Naranča okazała się największą niespodzianką, jest bowiem radlerem dyskontowym, z sieci Konzum, a okazała się najlepszym radlerem jakiego piłem w Chorwacji – choć nie chorwackim, a warzonym w słoweńskim browarze Laško. Zapach lemoniady z aromatem czerwonej pomarańczy, dość podobny do Fanty, z drugiej strony jednak bardziej naturalny. Średnio słodki, leciutko gorzki, lekko kwaskowy smak – nie zaklejający i bardzo orzeźwiający. Naprawdę niezłe (Ocena: 5/10).

Karlovačko Radler Grejp, z niskim udziałem soku (3%) ma silny, skórkowy aromat grejpfruta, mogący się nieco kojarzyć z geranium. Karlovačko, czyli piwa bazowego, nie czuć tutaj specjalnie. I dobrze. Wodnisty, lekko kwaskowy smak, słodycz wyraźna, na górnej granicy wytrzymałości. Orzeźwiające, choć goryczka podobnie niedopasowana jak w Pan Radler Citron (Ocena: 4/10).

Karlovačko Radler Limun ma nieco więcej soku (4,2%), za to całościowo jest gorszy. Zapachowo słodycz lemoniady cytrynowej połączona z rolnikową 'cytrynką'. Słodki, lekko kwaskowy smak; wodnisty, nieco kartonowy – piwo bazowe niestety prześwituje. Cierpka, nieprzyjemna goryczka. Niedobre (Ocena: 3/10).

Ožujsko Grejp jest miksowany z wyjątkowo cienkiego piwa (ekstr. 8,3°), co przy udziale 60% orzeźwiającego napoju w radlerze daje nam piwność śladową. Lekka goryczka i szczątki kartonu w aromacie zdradzają że w butelce się jakieś piwo w ogóle znajduje. W posmaku lekka cierpkość, pewnie od użytych słodzików, w części głównej sztuczna lemoniada cytrynowo-grejpfrutowa. Piana niczym w coli. Nawet orzeźwiające nie jest zbytnio (Ocena: 3/10).

W Ožujsko Limun czuć nieco rolnikowej 'cytrynki', jak i nieco cytryny faktycznej. Sumarycznie zapach podobny do cytrynowej ice tea, dość sztuczny. Lekko goryczkowe, wodniste, w przeciwieństwie do Grejpa dość orzeźwiające, mało słodkie jak na radlera i wyraźnie kwaskowe. Jak na to czym jest, jest to niezły napój (Ocena: 4/10).

Jednym z najgorszych radlerów był ten najtrudniej dostępny. Staročeško Limun z żurawiem na etykiecie, litanią do Mendelejewa w składzie (jak zresztą i reszta radlerów), w zapachu ma głównie chemiczną ‘cytrynkę’ marki Rolnik. Kiedyś w Krakowie kumpel dostał 'cuba libre' z taką właśnie cytrynką zamiast wyciśniętej limonki. Wracając do przedmiotu opisu – elementy kartonowe oraz mydlane są w nim jedynie dodatkiem. Smak jednakże jest nieco bardziej piwny od zapachu, niestety nie w tym dobrym sensie. Obrazowo – posypana cukrem i polana ‘cytrynką’ z Rolnika płachta kartonu. Nawet powiedziałbym że karton w cukrowo-cytrynkowej glazurze, napój jest bowiem bardzo słodki. Niedobre. (Ocena: 2,5/10)


5. Piwa chorwackie – pale lagerowa matnia

Skoro kwestia radlerów leży już za nami, czas się skupić na właściwych piwach chorwackich. Tutaj sprawa wygląda tak po prawdzie chyba jeszcze gorzej. Flagowe produkty, czyli Karlovačko i Ožujsko omówiłem na początku działalności bloga – nadmienię więc tylko że się nie zmieniły. Ožujsko to taki chorwacki Żywiec (jeszcze pijalne, choć ciężko), a Karlovačko to tamtejsze Tyskie (bardzo ciężko pijalne). Analogia ma zresztą sens też pod względem produktów niestandardowych, bowiem Karlovačko robi tylko radlery, zaś Ožujsko również vienna lagera oraz witbiera, o których będzie więcej za chwilę.

Adria Svijetlo (10,6° ekstr., 4,5% alk.) to lager z dolnej półki, nawet jak na Chorwację. Powinien wręcz stać na tyłach najniższej półki w sklepie, najlepiej jeszcze zasłonięty innymi piwami, chociażby tym nieszczęsnym Karlovačko. Pod warstwą mokrej ściery i kartonu można w aromacie uświadczyć również nieco skunksa oraz zboża. Czyli trzy wady i jeden normalny element, jednakże ów słód (zboże) jest tutaj w obecny w swojej nieco gryzącej wersji, znanej z eurolagerów. Smak jest wodnisty, kwaskowy, lekko słodkawy, a przy tym wyraźnie kartonowy. Czułem się jakbym pił deszczówkę przelaną przez rolkę ręczników kuchennych. Cóż za ściek! (Ocena: 1,5/10)

Hajdučko (11,4° ekstr., 5% alk.) to nowość na chorwackim rynku. Fani piłki nożnej od razu wyłapią powiązanie między tym piwem a klubem Hajduk Split, tym bardziej że Hajduk ma podpisaną umowę reklamową z Carlsbergiem, producentem tego, hmm, ścieku. Nie wiem czy piwo jest sprzedawane poza Dalmacją, ale biorąc pod uwagę jego wątpliwą jakość, dystrybuowane szerzej być nie powinno ze względów humanitarnych. Z wyglądu jest ładne jak na chorwackie piwo, piana tworzy nawet na krótki czas wystającą ponad brzeg kufla czapę. Po czym następuje bolesne zderzenie z rzeczywistością. Zapach jest niemalże niewyczuwalny. Skunks i szczątkowy słód, jak również efemeryczna trawiastość. I alkohol, mimo że woltaż jest przecież niezbyt wysoki. Hajdučko to wodnisto-słodki pale lager, nieco zeskunksiały i skartoniały, absolutnie wyzbyty substancji. Mimo że chmiel został tutaj dodany rachitycznie, piwo jest na tyle wodniste, że trzeba by mocno nagiąć rzeczywistość, żeby nazwać je słodowym. Słodkie i wstrętne (Ocena: 2/10).

Pan Lager okazał się zadziwiająco niezły. Tak więc mimo dwulitrowej plastikowej butelki, nie mogę z przekąsem napisać, że ‘jaki pan, taki kram’. Jasnozłoty, o średnio obfitej i trwałej pianie, w zapachu ma głównie dość przyjemną, średnio intensywną słodowość okraszoną nieprzesadną choć wyczuwalną ilością chmielu. Piwo jest aksamitnie nasycone, o lekko-średniej goryczce, miękkie w ustach i orzeźwiające. Spore, pozytywne zaskoczenie (Ocena: 5/10).

Jednakże zwycięzcą eurolagerowym okazał się Pan Zlatni (ekstr. 11,4°, alk. 5%) – bez przesady mogę napisać, że odczuwałem podczas jego picia autentycznie przyjemność. Z wyglądu ciemnozłote, tak więc nie tak blade jak konkurencja, o skorupowatej pianie. Mimo zielonej butelki piwo było wyzbyte aromatu skunksa, za to okraszone delikatnym zapachem słodu oraz chmielu, śladowo cytrynowego, kojarzącego mi się z niektórymi południowoniemieckimi pilsami. Mimo że jest to produkt Carlsberga i mimo że jest piwem sumarycznie raczej wodnistym, pije się je dobrze. Goryczka lekka do średniej, a wbrew koncernowemu pochodzeniu nie czuć że stosowano HGB, bowiem nasycenie jest stonowane i aksamitne. Owszem, jest to eurolager, ale nadzwyczaj przyjemny. Nic mi w nim nie przeszkadza, w swojej kategorii jest to pierwsza liga, a jednocześnie najlepszy wybór jeśli chodzi o jasne i szeroko dostępne lagery z Chorwacji (Ocena: 6/10).


6. Piwa chorwackie – gatunkowe odstępstwa od normy

Na szczęście, będąc w Chorwacji nie jest się skazanym na pale lagery, choćby były tak udane jak Pan Zlatni. W niemalże każdym sklepie są również dostępne koncerniaki odmienne stylistycznie, jedne mniej a drugie bardziej udane.

Czesi mają Staropramen i Starobrno, za to Chorwaci mają Staročeško Svijetlo. Jest to piwo łatwiej dostępne w północnej Chorwacji, a i tak trzeba się go trochę naszukać, mimo że ongiś było chyba dość popularne. Nie ma to jednak większego sensu, mimo że bohemski pils to w Chorwacji swego rodzaju rarytas. Co ciekawe, poza zawartością alkoholu (4,8%), na etykiecie umieszczono również udział dwutlenku siarki w gotowym produkcie (10mg/l). Na niezbyt wyraźny zapach składa się nieco chlebowego słodu oraz chmielu, prawdopodobnie uprawianej w Chorwacji odmiany Aurora. Poprzez ten chmiel piwo ma aromat nieco podobny do mydełka o zapachu ‘leśnym’, co mi się znowuż nieco kojarzy ze słowackim Smadnym Mnichem. I nie jest to skojarzenie pochlebne. Mimo swojej wodnistości złociste piwo z lichą pianą byłoby niezłe, gdyby nie nadmierna jak na jasnego lagera słodycz, która tutaj jest dodatkowo uwypuklona przez dośc rzadką konsystencję. Ta słodycz mi już przeszkadza w czeskim Ferdinandzie 12%, a jest to piwo jednak o całą klasę lepsze od chorwackiego piwa ‘staroczeskiego’. Tutaj nie pomagają sprawie raczej niska aromatyczność, szczątki kartonu w posmaku i goryczka nie wychodząca ponad poziom intensywności lekki do średniego. Niezbyt udane piwo, które jednak ze względu na swoją stylistyczną odmienność może dla niektórych być interesujące (Ocena: 4/10).

Zdecydowanie bardziej ciekawym piwem jest Ožujsko Pšenično, które kiedyś zrobiło na mnie o wiele większe wrażenie i wydaje mi się że wówczas nie potrafiłem wyjść poza kontekst w jakim go piłem – a po wypiciu większej ilości Karlovačko każdy witbier wydaje się być objawieniem. Obecnie w niemalże każdym kraju Europy Wschodniej co najmniej jeden koncern warzy swojego witbiera (Białoruś, Ukraina, Czechy, Serbia, Węgry, Rumunia, Bułgaria, dotychczas również Chorwacja), poza m. in. Polską. A tu klops, bowiem z tego co można wyczytać, Ožujsko Pšenično nie przyjęło się na chorwackim rynku i nie jest już warzone. Wprawdzie w jednym sklepie udało mi się zakupić dwie butelki, ale już w jedynej knajpie w jakiej te piwo było na karcie, podano mi bodajże ostatnie które mieli, z samych tyłów dolnej półki lodówki, przeterminowane o okrągły rok. Szkoda, mimo że jest to bardzo amatorski witbier, za mało kolendrowy i cytrusowy, może odrobinę zbyt słodki, nieco mdławy. Ale nadal zdecydowanie dobry i bardzo pijalny, szczególnie w zestawieniu z chorwackimi lagerami. Szkoda go (Ocena: 6,5/10).

Szeroko dostępne jest za to inne piwo marki Ožujsko nie będące jasnym lagerem. Nowość o nazwie Ožujsko  Amber (alk. 4,8%) jest bowiem lagerem… bursztynowym, vel wiedeńskim. Uwarzone z okazji 120-lecia istnienia browaru Zagrebačka Pivovara, być może na stałe zagości na chorwackim rynku piwnym. Dobrze by było, jest to bowiem naprawdę dobry trunek. Niespodziewanie przyjemny zapach opiekanego słodu w formie chleba posypanego mniejszą ilością zboża, a do tego spora dawka chmielu. Świeżo skoszona trawa – lubię to! Aksamitne nasycenie, piwo jest pełne w ustach, z wyrazistą słodowością, zakończone dość mocną goryczką. Naprawdę dobre! (Ocena: 6,5/10)

Najbardziej cenionym szeroko dostępnym piwem chorwackim jest porter bałtycki Tomislav (ekstr. 17,8°, alk. 7,3%). Ongiś nie podszedł mi wcale, natomiast w trakcie tegorocznego pobytu zrobił na mnie dobre wrażenie, choć nie sposób nad tym piwem wpadać w zachwyt. Ciemnobrązowe piwo o niezbyt okazałej pianie ma ciemno-słodowy charakter aromatyczny, raczej daleki od paloności, a przy tym nie do końca wyraźny. Czuć karmel, czekoladę, chmiel i nuty winne, jak również delikatną lukrecję oraz nieco alkoholu. Obecność tego ostatniego nieco psuje całościowe wrażenie, czyniąc finisz bardziej cierpkim niż gorzkim. Poza tym piwo jest lekko słodkie, w miarę pełne, o karmelowo-czekoladowym smaku. Efekt grzewczy nie czyni Tomislava typowym południowym napitkiem na słoneczne dni, a stosunkowa łagodność aromatyczna warunkuje mniejszą wyrazistość trunku. Niezłe piwo, choć zbyt ewidentnie alkoholowe, no i dla koneserów stylu może się wydawać nieco wykastrowane (Ocena: 6/10).

Tyle warto wiedzieć o szeroko dostępnych piwach w Chorwacji. To jeszcze jednak nie wszystko, jako że stolica tego kraju pod względem piwnym jest całkiem interesująca sama w sobie i wymaga osobnego omówienia. W następnym wpisie będzie więc nieco o piwnej stronie Zagrzebia.

piwne podróże 5091023274804287256

Prześlij komentarz

  1. surowo oceniasz ichnie radlery - przyznam się, że przy temperaturze powyżej 30 stopni smakowały mi bardzo dobrze (Ożujsko bardziej od Karlowacko). Tomislav ciemny to zdecydowanie najlepsze chorwackie piwo, jakie piłem, ale ich dostępność na wyspie Hvar była ograniczona (nie widziałem w ogóle Panów czy Adrii)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam surowo, jeden dostał te 5 punktów, co prawda słoweński ;) Jedyny radler którego piłem i który mi rzeczywiście dobrze smakował to Cornelius Grejpfrut. Ale w upale piwa oczywiście lepiej - może nie smakują - ale wchodzą. Problem polega na tym, że im więcej się wypiło ciekawych wynalazków, tym mniejsza szansa, że człowiekowi posmakuje ordynarny eurolager. To jest kłopotliwa sprawa na wakacjach, jako że najlepsze piwa robi się w krajach, do których się na wakacje nie jeździ. A w krajach wakacyjnych królują sikacze.

      Usuń
  2. Dziwi mnie twoja niechęć do pobierania kaucji w Niemczech i Chorwacji za opakowania plastikowe i aluminiowe. W Niemczech przyjrzałem się dokładnie temu procesowi i uważam to za bardzo dobry pomysł. Nie szlajają się potem takie opakowania na trawie czy chodnikach. W Chorwacji dopiero ostatniego dnia zważyłem jak miejscowi znoszą plastiki do skupu. Ich towarem eksportowym jest natura, więc o nią dbają.
    W Polsce natomiast od jakiegoś czasu widzę zalew piw w nietypowych butelkach bezzwrotnych. Efekty widać potem na ulicach. Coraz trudniej dostać piwo w butelce zwrotnej - np. pszenicznego.
    A tak swoją drogą picie piwa z puszki lub plastiku to profanacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle że w Niemczech puste opakowania się już przedtem nie szlajały po chodnikach. Natomiast w Chorwacji, jak to w kraju południowym, nadal można śmieci poza kontenerami napotkać.

      A co do zasady - jestem przeciwnikiem tego rodzaju profilaktyki państwowej, wedle której każdy ma marnować swój czas i pieniądze, bo w społeczeństwie są czarne owce. Dużo lepsze rozwiązanie - podnieść kary za śmiecenie do poziomu singapurskich.

      Polska i butelki zwrotne to temat rzeka, i mam tutaj mało popularne zdanie. Otóż dopóki w Polsce nie mogę spokojnie wszelkich butelek zwrotnych oddać w każdym sklepie (tak jak jest w Niemczech), dopóty wolę butelki bezzwrotne. Nie lubię bowiem zanadto powiększać ilości śmieci w państwie. Butelki zwrotne, biorąc po uwagę ceregiele jakie trzeba często przejść żeby je oddać, często u mnie od razu lądują w śmietniku, tak samo jak bezzwrotne, które jednak z kolei są z cieńszego szkła.

      Usuń
  3. Mllosław robi od kilku lat dobrego "witbera".

    Trochę rażących błędów pisowni. "Te piwo" , albo
    Bynajmniej - nie oznacza potwierdzenia, tylko oznacza zaprzeczenie. Np. - Byłeś w Sopocie? Odpowiedź "bynajmniej", oznacza, że nie byłem, a nie że byłem.
    Po za tym jestem piwoszem, i dziękuję za uwagi na temat chorwackiego piwa. Od jutra będę próbował i sam oceniał przez 10 dni. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)