Loading...

Welcome to Sarajevo

Tytuł wpisu wziąłem z filmu o tej samej nazwie, którego akcja rozgrywa się w oblężonym po rozpadzie Jugosławii Sarajewie. Film jest profesjonalnie zrobiony, akcja jest wartka, trzyma w napięciu. Jest to jednak zarazem utwór wybitnie propagandowy, wspierający oficjalną wersję wydarzeń, wedle której Serbowie to niemal bez wyjątku dzikie zwierzęta polujące na miłujących pokój sąsiadów. Jakże inny jest ten film od bardziej wyważonych dzieł typu Savior czy Ziemia Niczyja. A co ma Welcome to Sarajevo wspólnego z piwami z Sarajevskej Pivary? Dwie rzeczy, bardzo istotne. Po pierwsze, brak oryginalności, po drugie przerost miłej dla oka formy nad miałką treścią. Co do pierwszego, to jasne lagery są najbardziej oczywistym wyborem dla piwowara. Trudno. Co mnie jednak bardzo uderzyło w oczy, to opakowanie Sarajevsko Premium. Ta butelka z zamknięciem pałąkowym, krawatka wraz z trzema gwiazdkami i całym układem, charakterystyczny kształt etykiety, wytłuszczone „M” wraz z esem floresem pod spodem – przecież ja to skądś znam! Już wiem! Leikeim Premium! Taka oczywista zrzyna jest żenująca i żałosna (tak, lubię aliteracje, a co!). Nie wiem czy pan grafik zrobił to umyślnie i czy włodarze browaru są tego świadomi, ale laurki to piwu nie wystawia. Tym bardziej, że zawartość butelki nie wygładza nie najlepszego wrażenia jakie robi opakowanie.

dla porównania...
Sarajevsko Premium (ekstr. 12°, alk. 4,9%) kosztowało mnie w sklepie w Zagrzebiu tyle samo co importy z Irlandii, tym bardziej więc poczułem się rozczarowany jego marną jakością. Opakowanie, mimo że żywcem zerżnięte (aliteracja patrz wyżej) z niemieckiego piwa, robi wrażenie ekskluzywnego, na kontrze znajduje się laudacja dla aromatycznych chmieli nadających temu piwu ponoć jego smak – a tu klops i rozczarowanie. Nieco chmielu w zapachu tego jasnozłotego piwa o dość obfitej pianie można wprawdzie wyczuć, ale niestety przeważa słodka, nieco landrynkowa słodowość.

Smak potęguje rozmiar rozczarowania – nie jest bowiem jedynie słodkawy, a po prostu słodki. Z drugiej jednak strony piwo jest w miarę porządnie nachmielone, tyle że nie pod względem aromatu a goryczki. Konkretna, szlachetna gorycz wieńcząca dzieło jest przyjemna i dzielnie walczy ze słodyczą piwa, dźwigając je nieco w górę. Sumarycznie jednak trunek nie potrafi do siebie przekonać (Ocena: 4,5/10).

Mimo wszystko jest jednak o niebo lepszy od ohydy zwanej Sarajevsko Pivo (11,2° ekstr., 4,9% alk.), będącej sztandarowym produktem browaru z Sarajewa i niegodnej aluminium którym jest obleczona. Na puszce odwzorowane złote medale – Bruksela, Genewa, Paryż – skąd my to znamy? Takie medale znajdują się zazwyczaj na opakowaniach wyjątkowo miałkich piw, ale Sarajevsko Pivo bije większość z nich i tak na głowę.

Jego zapach to najniższej jakości landrynki. Najgorsze polskie dyskontowce oraz strongi przewijają mi się przed oczami, a raczej nosem. Musiałem się otrząsnąć, co mi się w trakcie wąchania piwa w praktyce nie zdarza nigdy. Po chwili landrynka nieco temperuje swoją obecność i można wyczuć szczątki chmielu oraz słodu, który tutaj mi się kojarzy nieco z zakalcowatym ciastem (więc może i stęchlizny drożdżowej nieco czuć?). Smród to, a nie zapach.

Na niejakie szczęście piwo jest wodniste, w przeciwnym wypadku przy takim profilu aromatycznym poszłoby w kanał po dwóch łykach, a tak to mi się nawet udało z trudem wypić połowę kufla. Landrynkowo-ciastowy smak zwieńczony rachityczną goryczką był dla mnie nie lada wyzwaniem i koniec końców piwo zatriumfowało nad moją kondycją sensoryczną. Szach mat, wymiękłem w pojedynku z paszą kanalizacyjną. Mam nadzieję że się to w oczyszczalni ścieków uda jakoś dekontaminować (Ocena: 1,5/10).
Sarajevsko Premium 2102375809663751442

Publikowanie komentarza

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)