Welcome to Sarajevo
https://thebeervault.blogspot.com/2012/09/welcome-to-sarajevo.html
Tytuł wpisu wziąłem z filmu o tej samej nazwie, którego akcja rozgrywa się w oblężonym po rozpadzie Jugosławii Sarajewie. Film jest profesjonalnie zrobiony, akcja jest wartka, trzyma w napięciu. Jest to jednak zarazem utwór wybitnie propagandowy, wspierający oficjalną wersję wydarzeń, wedle której Serbowie to niemal bez wyjątku dzikie zwierzęta polujące na miłujących pokój sąsiadów. Jakże inny jest ten film od bardziej wyważonych dzieł typu Savior czy Ziemia Niczyja. A co ma Welcome to Sarajevo wspólnego z piwami z Sarajevskej Pivary? Dwie rzeczy, bardzo istotne. Po pierwsze, brak oryginalności, po drugie przerost miłej dla oka formy nad miałką treścią. Co do pierwszego, to jasne lagery są najbardziej oczywistym wyborem dla piwowara. Trudno. Co mnie jednak bardzo uderzyło w oczy, to opakowanie Sarajevsko Premium. Ta butelka z zamknięciem pałąkowym, krawatka wraz z trzema gwiazdkami i całym układem, charakterystyczny kształt etykiety, wytłuszczone „M” wraz z esem floresem pod spodem – przecież ja to skądś znam! Już wiem! Leikeim Premium! Taka oczywista zrzyna jest żenująca i żałosna (tak, lubię aliteracje, a co!). Nie wiem czy pan grafik zrobił to umyślnie i czy włodarze browaru są tego świadomi, ale laurki to piwu nie wystawia. Tym bardziej, że zawartość butelki nie wygładza nie najlepszego wrażenia jakie robi opakowanie.
dla porównania... |
Na niejakie szczęście piwo jest wodniste, w przeciwnym wypadku przy takim profilu aromatycznym poszłoby w kanał po dwóch łykach, a tak to mi się nawet udało z trudem wypić połowę kufla. Landrynkowo-ciastowy smak zwieńczony rachityczną goryczką był dla mnie nie lada wyzwaniem i koniec końców piwo zatriumfowało nad moją kondycją sensoryczną. Szach mat, wymiękłem w pojedynku z paszą kanalizacyjną. Mam nadzieję że się to w oczyszczalni ścieków uda jakoś dekontaminować (Ocena: 1,5/10).