Holandia importowana
https://thebeervault.blogspot.com/2014/03/holandia-importowana.html
Po tym jak omówiłem w poprzednim wpisie, jak sobie z rodzimymi stylami radzą przypadkowo dobrane browary holenderskie, wypadałoby sprawdzić jak sobie tak samo przypadkowe browary 'craftowe' z krainy tulipanów radzą ze stylami które nie są dla Holandii endemiczne. Wybór padł na niemiecki rauchweizen, amerykańską IPA, angielski foreign stout oraz 'rosyjski', a tak naprawdę angielski imperial stout.
Bronckhorster Nightporter mimo swojej nazwy, a ze względu na swoje parametry (alk. 8%, ekstr. 20,5%), barwę (mocno beżowa piana) oraz profil aromatyczny jest na RateBeer klasyfikowany jako foreign stout, co wydaje się być słusznym posunięciem. Natężenie alfakwasów to 40 IBU, a odpowiedzialne za to są chmiele Bramling Cross, Perle oraz Cascade. Eklektycznie, ale to nie chmiele są tutaj punktem głównym dania, tylko ziarno. Piwo z początku ma głęboki aromat likieru czekoladowego, z wtrętami kawowymi oraz skórzanymi, a można również mieć słabe skojarzenia z mleczkiem kokosowym oraz wanilią. Można się tym zapachem spokojnie narkotyzować. W ustach jest pełne i dość puszyste dzięki niemałemu, ale drobnoperlistemu nasyceniu, słodko-kwaskowe i nieco owocowe. Silna czekoladowość w początku kończy się logicznie mocarną goryczką czekolady deserowej, czemu towarzyszą akcenty kawowe i mocno palone. Głębokie, złożone piwo degustacyjne. Super! (8/10)

Z mikrobrowaru De Schans na południe od Amsterdamu przyjechało do mnie ich najwyżej notowane piwo – Schans Imperial (alk. 8,8%) to imperial stout który jednak głębią nie dorównuje omówionemu wyżej Nightporterowi. Wprawdzie w aromacie i tutaj rządzi przyjemna gorzka czekolada, jest wyraźna, nieco popiołowa paloność, akcenty ziemiste, zakurzone drewno i trochę górnofermentacyjnych ‘przeszkadzajek’, ale to zupełnie inny poziom głębi, złożoności i intensywności. Inny, czytaj niższy. W smaku kwaskowo-słodkie, palone i czekoladowe, a również estrowo-rozpuszczalnikowe, czym wywołuje skojarzenia z Dedem Morozem od Artezanów. Alkohol jest tutaj wyczuwalny jako element grzewczy w mocno popiołowym, ciut cierpkim finiszu, natomiast ciała słodowego jest tutaj jak na piwo całkiem sporo, ale jak na imperial stouta całkiem mało. Przy czym oczywiście kwasek i cierpki finisz czynią całość jeszcze bardziej wytrawną. Może być, ale to trochę mało jak na ten gatunek. (6/10)

Mimo że piwa sumarycznie nie powaliły, to jednak Night Porter podbił moje podniebienie. I z tego browaru chętnie bym się napił jeszcze jakichś ciemniaków.