Pils po polsku i niemiecku
Zestawienie polskiego pilsa z niemieckim – czy nie jest to przypadkiem kopanie leżącego? A jeśli w dodatku ten niemiecki pils o niczym ...
https://thebeervault.blogspot.com/2012/04/pils-po-polsku-i-niemiecku.html
Zestawienie polskiego pilsa z niemieckim – czy nie jest to przypadkiem kopanie leżącego? A jeśli w dodatku ten niemiecki pils o niczym nie wyróżniającej się etykiecie okazuje się być fantastycznym, jednym z najlepszych pilsów typu niemieckiego jaki człowiek w życiu pił? No nie, to już by była przesada, warunkująca rytualną masakrę dokonaną na polskim beniaminku. A jednak – Waldhaus Diplom Pils (woltaż 4,9%) jest pyszny, muszę jednak rozczarować tych, którzy w związku z tym liczą na bezlitosną dekompozycję Miłosława Pilznera w stylu chociażby mojego opisu ścier(w)owatego Volta – ku mojemu zdumieniu bowiem pils z Miłosławia faktycznie nie jest pale lagerem, a pilsem (choć typu czeskiego a nie niemieckiego), a w dodatku jest naprawdę dobry. W zestawieniu z Waldhausem wypada wprawdzie blado, ale za to w porównaniu do innych polskich jasnych lagerów – nadzwyczaj korzystnie.
Na pierwszy ogień poszło piwo, po którym się spodziewałem mniej. Marka Miłosław jest na rynku obecna już od jakiegoś czasu, reprezentowana przez koźlaka, ciemną pszenice oraz pilsa. Właśnie – czy aby na pewno pilsa? Wprawdzie Fortuna zdecydowała się na nietypowe w polskim piwowarstwie chmielenie na zimno (użyto szczepu Styrian Goldings), które zapewnia piwu dodatkową porcję aromatycznej chmielowości, ale mając w pamięci jak rzecz wyszła w pintowskiej Ale Szysze oraz będąc świadom niskiej chmielowości typowych polskich jasnych lagerów, byłem sceptyczny. Dziwi też, że w sumie przełomowego (jak na polskie warunki) faktu dry-hoppingu nie wymieniono na opakowaniu piwa. Ostatnimi czasy można Miłosława Pilsnera zakupić w promocyjnej cenie (ja wydałem bodajże 2,29zł), co okaże się, jak mam nadzieję, strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o popularyzację tego piwa. Bo na popularność, biorąc pod uwagę krajową konkurencję, zasługuje.
12,5° ekstraktu odfermentowano do poziomu 5,4% alkoholu, czego efektem jest złote piwo o ładnej, puszystej, wystającej z kufla pianie. Zapach jest zbliżony do czeskich pilsów. Początkowe wrażenie było jednak niezbyt pozytywne – po fali „zielonego” chmielu pozostaje bowiem głównie słodowość, i to nieco mydlana. Po chwili jednak trzeba skonstatować, że nieco sosnowy chmiel jest również odczuwalny, choć mniej intensywnie niż bym chciał. Piwo chmielone na zimno pachnie mniej chmielowo niż niemieckie pilsy które na zimno chmielowe nie są, ale jednocześnie posiada więcej aromatu chmielu niż inne polskie lagery. Diacetyl (masło) jest również obecny, ale w ilościach tolerowalnych dla pilsów typu czeskiego. Gdyby nie ta nuta mydlana, zapach byłby dobry, a i z nią piwo pachnie dość atrakcyjnie.
Smakowo jest naprawdę nieźle, szczególnie jak na polskiego lagiera. Piwo nie jest ani wodniste, ani przesadnie treściwe. Chyba definitywnie można potwierdzić, że jest to pils, o biszkoptowo-słodowej bazie, nieco sosnowej chmielowości i dość mocnej goryczce. Biorąc pod uwagę treściwość sądzę, że mogłoby ujść za czeską jedenastkę. W ciepły dzień – czemu nie? Dobre to jest, browarowi Fortuna udało się mnie pozytywnie zaskoczyć (Ocena: 6,5/10).
Smak… mniam! No niestety, Browarze Fortuna, Miłosław przegrywa. Waldhaus jest szybki i orzeźwiający, o niskiej pełni i subtelnie odczuwalnej słodowości, która w smaku jest zdominowana przez rześką, trawiasto-ziołowo-cytrusową chmielowość, a całość kończy się mocną i szlachetną goryczką. To jest jeden z tych pilsów których się nie da specjalnie przebić (chyba że się nazywa Adam Matuška). Piwo jest proste, wyważone, kompletne – kompozycja domknięta. Matryca dla niemieckich pilsów (Ocena: 8/10).