Loading...

Piwa wymrażane: Polska vs. Niemcy

Długo leżakowały sobie u mnie recenzje wymrażanych piw z Browaru Spółdzielczego. Tak długo, że w sumie sprawa wydaje się być przynależna dalekiej przeszłości. W końcu jednak trzeba pozamiatać backlog, a przypadkowo nadarzyła mi się okazja zestawienia polskich eisbocków z eisbockami niemieckimi. Otóż Stralsunder Brauerei (wielkościowo odpowiadający naszym browarom regionalnym), którego piwa można dostać w ‘getrenkach’ jak Niemcy długie i szerokie, wypuścił na rynek eksperymentalną partię wymrażanych piw, uzyskanych z podstawowej oferty browaru, mianowicie z pilsa, weizena, APA oraz portera bałtyckiego (Starkbiera). Różnice między podejściem Browaru Spółdzielczego a Stralsundera są widoczne na pierwszy rzut oka. Tu wymrażana nowa fala, tam głównie klasyka (choć podrasowana chmieleniem na zimno). Tu etykiety haftowane, tam monochromatyczny druk. Tu ok. 25zł za flaszkę, tam mniej więcej taka kwota za komplet czterech piw, no ale wiadomo, że Niemcy klepią biedę, więc mają taniej. A jak sprawa wygląda jeśli chodzi o porównanie smakowitości? Wpierw zaległe wrażenia z lodowych niespodzianek Browaru Spółdzielczego.

Co do pomysłu na piwa, to bardzo mi się spodobał. Browar pokazał, że można się wyróżnić na rodzimym rynku craftowym, rezygnując z odjechanego, nigdy-wcześniej-w-piwie-nie-spotykanego dodatku, a zwrócić się ku tradycyjnej, obecnie nieco już zapomnianej, ale za to efektownej metodzie produkcji, czyli wymrażaniu piwa, w celu zapewnienia mu większej intensywności i gęstości, no i mocy. Wypiłem w moim życiu już kilka takich piw – poza ikonicznym Aventinus Weizen Eisbockiem również chociażby wymrażaną IPA z austriackiego Hofstetten. Piwo było bardzo ciekawe, z chmielowością podbitą (był to single hop Mandarina Bavaria), stąd i tutaj nie spodziewałem się jak niektóre osoby krio-uwiądu aromatu lupuliny.

Lodołamacz (alk. 11%) pachnie bardzo słodko, jak mocno skoncentrowana imperial IPA. Trochę karmelu, ananas, pomarańcza, brzoskwinia oraz landrynkowa, cukierkowa, choć w piwie tak intensywnym nawet dopasowana nuta. W smaku pozostają skojarzenia z koncentratem, piwo jest gęste, ciężkie, mocno chmielowe, bardzo gorzkie, ale i przyjemnie gładkie. W obrębie stylu chyba faktycznie bardziej gęstego piwa nie piłem, włączając w to wspomniane piwo z Austrii. Jest więc mocarna słodycz, ale i grejpfrutowa, pestkowa goryczka oraz wytrawna nuta sosny w posmaku. Bardzo fajnie to wyszło. (7/10)

Królowa Lodu (alk. 11,5%) też pachnie słodko i owocowo, acz w inny sposób. Estrowe, wiśniowe nieco nuty skojarzyły mi się z czerwonymi gumisiami Haribo, a że są dodatkowo sparowane z gorzką czekoladą, to jest to przyjemny bukiet. Odczucie w ustach jest zgodnie z oczekiwaniami kremowe, aksamitne, konkretne. Piwo ma naprawdę spore ciało, a w finiszu oprócz czekolady również trochę palono-kawowej kwaśności, co zapewnia mu balans. To jest dobry RIS. Nie wiem, czy tylko dobry czy aż dobry. Po prostu dobry. (6,5/10)

Browar Spółdzielczy od tego czasu nie próżnował w inkryminowanej materii, wskutek czego jako następny na rynku pojawił się Lodziarz (alk. 12,7%). Łomatko, tu jest tyle suszonych owoców i orzechów, ze piwo właściwie pachnie jak musli ze słodem w miejsce płatków owsianych. Orzechy laskowe, migdały przechodzące w marcepan, figi, rodzynki, daktyle – na brak złożoności nie sposób narzekać. Alkohol jest wyczuwalny przez nos tylko robiąc bardzo głęboki wdech, więc klasycznego spiritu na tym odcinku nie odnalazłem. Wprawdzie w finiszu jednak piecze, a nawet rzekłbym, że daje piwu lekkiej cierpkości, ale przy tej gęstości ta cecha nie przeszkadza. Bo piwo ma konsystencję zbliżoną do kisielu, pintowy Argentina Rye Wine się kłania. Jest tu moim zdaniem trochę przyjemnego utlenienia, przy czym bardziej niż z klasycznym sosem sojowym skojarzyło mi się to z sosem teriyaki. Masywna słodowość sprawia, że pije się je jak likier, słodycz ma wręcz syropową. I muszę powiedzieć, że trafia to do mnie. Bardzo dobre piwo degustacyjne, wprawdzie w smaku nie aż tak złożone jak w aromacie, ale w dalszym ciągu zapewniające wystarczająco bogate doznania na dłuższą sesję. (7/10)

Następna w kolejce, i póki co ostatnia w ramach serii, była Gerda (alk. 12%), wymrażany stout imperialny z dodatkiem wanilii z Madagaskaru. Tej ostatniej dodano tutaj tyle, że piwo mi się nieodparcie w aromacie kojarzyło z sernikiem. Takim sernikiem z polewą czekoladową, popijanym co kilka gryzów małym łyczkiem kawy. Gęstość jest, choć nie nadmierna, nie ustrzeżono się też przed cierpką, alkoholową nutą w finiszu. No i jak na mój gust z wanilią trochę przesadzono. Z ciastowych motywów lubię chyba tylko tort szwarcwaldzki, sernik akurat nie za bardzo. Nie żeby to było złe piwo, jeno najmniej mi z wymrażanej serii podeszło. (5,5/10)

Przechodzimy do Stortebekerów. Eis Lager (alk. 9,8%) próbuje do siebie przekonać wyraźnymi nutami zboża, ciasteczkami, miodem, lżejszym karmelem oraz umiarkowanymi nutami chmielowymi z rejonu skórek cytrusowych (piwo było chmielone odmianą Calypso). Szczerze mówiąc, najbardziej obawiałem się w tych piwach przerostu alkoholowego, i tak jak z pocątku etanol pozostaje przykryty grubą, gęstą warstwą słodową, nieznacznie tylko wpływają  na lekko cierpki finisz, tak po kilku łykach zaczyna przeszkadzać coraz bardziej, aż się złapałem na tym, że mnie po każdym następnym łyku lekko otrzepuje. Piwo jest dość gładkie, proste w konstrukcji, i zdecydowanie zbyt wódczane. W zasadzie to przypomina niektóre polskie mózgotrzepy vel strong lagery, od których jest w zasadzie tylko ciut bardziej nachmielone, no i gęstsze. (3/10)

Piwem z innej, choć równie kiepskiej bajki jest Arktik Ale (alk. 8,5%), czyli Stortebeker Atlantik Ale po wymrożeniu oraz dodatkowym nachmieleniu na zimno odmianami Lemondrop i Simcoe. Tutaj pierwsze skrzypce grają cytrusy, herbatka cytrynowa, subtelna żywica oraz niedojrzały ananas, piwo pachnie więc w zasadzie jak IPA. W smaku dochodzi wyraźne dojrzałe żółte jabłko, podbite, imperialne ciało, no ale i ponownie cierpki, wódczany finisz. Po co to komu? (3/10)

Może przynajmniej Polar Weizen (alk. 9,5%) dał radę? Solidny buch przejrzałego banana uzupełniony i goździkowe jabłko robi nadzieję. Cierpki, wódczany finisz jednak sprowadził mnie na ziemię. Nie jest on dalece tak ordynarny jak w dwóch poprzednich piwach, słody próbują trochę wytłumić etanol, ale nie udaje się to do końca. Przy takim stanie rzeczy nawet niewyczuwalność chmielu Lemondrop (browar chwali się, że do tego piwa dodał go na zimno) nie jest problemem. To piwo jest po prostu niezbyt udane. Ale przynajmniej w odróżnieniu od dwóch poprzednich nie wylądowało w zlewie. Jaki browar, taki komplement. (4,5/10)

Nordik Porter (alk. 9,1%) pachnie zdecydowanie niemiecko, właściwie jak wzmocniony schwarzbier. Silne nuty zboża. Czekoladowego, podprażonego, choć niekoniecznie silnie palonego. Piwo jest słodkie, średniocieliste, no i też alkoholowe z otwartą przyłbicą, cierpkie w finiszu, choć ze względu na profil słodowy bardziej pod tym względem znośne od pozostałych. Pomijając to, jest to piwo proste w konstrukcji, mało ekscytujące, właściwie zbędne. (4,5/10)

Gwoli podsumowania – ciekawe, czy Browar Spółdzielczy będzie dalej drążył w temacie piw wymrażanych, czy serię zarzucono. Zdaję sobie sprawę, że z takich piw nie ma zbytnio finansowych profitów i że jest to projekt w dużej mierze prestiżowy, więc kto wie. Ważne jest to, że Spółdzielczy pokazał, że stać go na rynkowe innowacje idąc po linii z pewnością nie najmniejszego oporu, a takie coś to ja doceniam.

Co do Niemców ze Stralsunder Brauerei, to mimo że czteropak ich piw wymrażanych kosztował mnie tyle, po ile w sklepach sprzedawano u nas pojedyncze flaszki eisbierów ze Spółdzielczego, wydatek był absolutnie nietrafiony, bo żadne z ich piw w tej serii nie dorównało jakością najsłabszej spółdzielczej Gerdzie, a dwa częściowo wylądowały w zlewie. Tak więc nawet na koniec tego wpisu nie mogę sobie poszydzić. Smutne trochę.

slider 3090986141054332917

Prześlij komentarz

  1. Gerda byla dosc droga (ponad 40zl za flaszke). Reszta tansza.

    Co do wymrazania.
    Trochę slabo to wygląda bo takie 11 11.5 12 12.7% to mozna osiągnąć bez wymrazania spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak spokojnie, po pierwsze brzeczka musi mieć powyżej 25 plato co jest sporym wyzwaniem a po drugie należałoby użyć sczepu drożdży który wytrzymuje powyżej 11% alko, więc nie takie hop siup ...

      Usuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)