Loading...

Multitapy na krakowskim Starym Mieście

Dobrego piwa z kija można się w Krakowie napić w dwóch rejonach. Jednym jest Kazimierz, gdzie swoją siedzibę mają Omerta (30 kranów) i Strefa Piwa (12 kranów). Cóż jednak z tego że oferta piwna świetna, skoro poziom obsługi zależny od dnia (Omerta) bądź fatalny i odpychający (Strefa). Wystrój też w obydwóch lokalach nie jest atrakcyjny, a na dodatek wciąż nie potrafię znaleźć odpowiedzi na pytanie co też takiego ludzie widzą w tym Kazimierzu? To ma być ładne miejsce? Widocznie rozumiem pod tym pojęciem coś zupełnie innego. O, Stare Miasto jest za to piękne. I to jest również rejon do którego radzę się udać w poszukiwaniu dobrego piwa w Krakowie.

Najstarszym przybytkiem do którego warto zawitać jest multitap House Of Beer. Miejsce na początku zasłynęło mimo 12 kranów niezbyt wyszukaną ofertą, przyjemnym wnętrzem oraz bardzo przyjemną obsługą – czyli wszystko na odwrót niż w Strefie Piwa czy Omercie. Dobra wiadomość jest taka, że liczba kranów uległa podwojeniu, oferta jest obecnie pierwszorzędna, a obsługa nadal miła jak była. No, z tym ostatnim bywa już różnie, ale nie jest źle. Pierwsze piętro to długi bar z wysokimi stolikami przy witrynach oraz dwa klimatyczne, typowo krakowskie, kamieniczne pomieszczenia ze skórzanymi sofami i wysokim sklepieniem. Tutaj spędziliśmy czas w trakcie naszej wizyty w pewien środowy wieczór, kiedy było pełno ludzi i bardzo gwarno. Dodatkowo House of Beer zaanektowało miejsce które do niedawna zajmował kultowy, świętej już pamięci Imbir. Lokal słynął z tego że można w nim było z łatwością organizować koncerty czy różnego rodzaju eventy. Bezproblemowość właściciela, muzyka Chupacabras, była miejscami wręcz zastanawiająca, skoro pozwalał on na występy hałasu (naprawdę ciężko to inaczej nazwać) pokroju The Sleep Sessions. Niemniej jednak łezka w oku się kręci jak sobie człowiek przypomni wszystkie koncerty które grał w tym miejscu, a było ich z paręnaście sztuk, razem z Cilice, Placentą, In Other Climes i innymi załogami. W dodatku z kranu lał się wówczas stout (obecnie Czekoladowe) z Zawiercia. Teraz ta informacja nie robi żadnego wrażenia, ale pięć lat temu to była rewelacja, bo jak nie stout to polać Tyskie czy Warkę? No i w końcu Imbir niestety upadł, a jego wnętrza zostały zaadaptowane przez House Of Beer. Do podziemi wchodzi się przejściem na lewo od baru. Są obszerne i gustownie przystrojone, szczególnie jak na krakowską piwnicę. W jednym z dwóch głównych pomieszczeń znajduje się bar z dodatkowymi nalewakami (łącznie w lokalu jest ich obecnie 18) i sympatycznym barmanem. Co prawda siedzieliśmy na parterze, ale to dlatego że akurat zwolniła się kanapa. House of Beer ma dwie strefy które zupełnie się różnią od siebie i obie są świetne. Knajpę z czystym sumieniem polecam. Approved.


Polecić mogę również, choć częściowo, Viva La Pinta!, czyli firmowy lokal pierwszego polskiego craftu działającego z rozmachem. Knajpa mieści się na ulicy Floriańskiej, nieopodal rynku, w bramie, w której za moich czasów studenckich funkcjonował lokal o nazwie Alter Ego. Chodziliśmy tam czasami w okienkach między zajęciami albo wieczorem pooglądać mecz, ale widocznie dalsza działalność się nie opłacała. Oby Pincie wyszło lepiej, a z tego co zauważyłem, to w letni sobotni poranek obłożenie było całkiem, całkiem. I słusznie, bo bliskość rynku połączona z 14 kranami, z których leją się w większości piwa firmowe, a z pozostałych dodatkowo wyroby innych polskich rzemieślników, to fajna rzecz. No ale knajpa to przede wszystkim klimat, a dopiero potem piwo, przynajmniej dla mnie. Tutaj kwestia jest podzielona. Jak jest pogoda i jest ciepło, to Viva La Pinta jest ekstra. Ogródek urządzony w klimatycznym podwórzu kamienicznym, pod cieniem drzew i firmowych parasoli sprawia że chce się w tej knajpie przesiadywać dłużej. Kumplowi się co prawda nie podobały hipsterskie stoły i ławki z europalet, ale ja z tym nie mam problemów. Gorzej wypada wnętrze, które w moim odczuciu tchnie chłodem, minimalizmem a zarazem niezdecydowaniem. Trzeba się będzie wybrać jeszcze raz i zweryfikować wrażenia. Póki co jestem jednak ogółem raczej na tak.


Gorzej, znacznie gorzej początkowo wypadał Tap House, firmowy lokal podkrakowskiej Pracowni Piwa. Stąd i dobrze że zawitałem tam zaraz po otwarciu, jak i pół roku później, żeby sprawdzić czy coś się zmieniło. Ma również dogodne położenie, o dwa rzuty kotem od Bramy Floriańskiej, ale wnętrze w ubiegłe lato to był chłód estetyczny, sierociniec i stołówka w jednym. Meble które, jak słusznie zauważył Tomek z Piwnych Podróży, wyglądają jak rozmontowane stoły z podstawówki, które pocięto i pospawano ponownie tak żeby uchodziły za barowe. Aż sprawdziłem czy jakaś guma przyklejona przez jakiegoś nicponia pod blat się nie ostała. Nie ostała się, tyle dobrze. Ale brak miejsca na nogi na barowych krzesłach, połączony z kanciastymi krawędziami... nie należę do osób które lubią jak im się drewno w uda wrzyna. Do remontowanych podziemi mnie nie wpuszczono, a szkoda – ponoć potencjał mają nielichy, jak usłyszałem od osób które po nich zostały oprowadzone. Może podwórze również zostanie zagospodarowane, trzymam za to kciuki. Latem jednak lokal do dłuższych posiedzeń nie zachęcał, mimo ciekawych żarówek noszących nazwę tego amerykańskiego oszusta i gangstera, Edisona. Siłą Tap House od początku było natomiast piwo, polewane z 20 kranów. Jako firmowy lokal najlepszego polskiego browaru mają z czego wybierać, a i są skorzy do polewania ciekawych importów. Jak już jednak pisałem – knajpa to nie tylko piwo, ale również estetyka, komfort, klimat. Tego zaraz po otwarciu było brak. Warto było jednak początkowe, mało korzystne wrażenie zweryfikować, ostatnio bowiem sporo się w Tap House zmieniło. Pojawiły się kanapy, obicia na krzesła, powoli knajpa staje się coraz bardziej ogarnięta, co miałem przyjemność zauważyć podczas grudniowych premier Pracowni. Poza tym spośród krakowskich knajp Tap House ma chyba najbardziej komunikatywnych barmanów, co dodatkowo przemawia za dłuższymi posiedzinami w tym miejscu. Na początku byłem raczej na nie, obecnie uważam Tap House za punkt obowiązkowy w trakcie odwiedzin centrum Krakowa.


Najmłodszym multitapem na krakowskiej starówce jest Multi Qlti Tap Bar. Mieści się na ulicy Szewskiej, znanej z tego, że często można na niej spotkać skrajnie upodlonych Angoli z kutasem na wierzchu, uczących zacofanych wschodnich Europejczyków cywilizacji, oraz z lokalu w którym kiedyś kolega spuścił ochroniarzowi tak soczysty łomot, że ten nie wiedział co się dzieje. Nazwa nie nastraja optymistycznie, wszak Andżela stwierdziła jasno, że multi-kulti nie działa, a z Andżelą się spierać to ponoć nie wypada. No ale ja nie do końca Germańcom ufam, więc się do szewskiego wielokranu wybrałem. Mieści się na piętrze, za szklanymi drzwiami, przez które widać umieszczony naprzeciwko wejścia bar. Jest to pewien minus, bo żolnierze Legii Cudzoziemskiej, nauczeni że plecami do drzwi się nigdy nie siedzi, nie skorzystają z mieszczących się przy barze krzeseł, które za to w odróżnieniu od taphousowych mają podpórkę pod nogi. Wystrój lokalu jest zgodnie z nazwą miszmaszowy i nowoczesny, stąd idąc w prawo od baru wpierw wchodzi się do pomieszczenia z jasnymi ścianami które wygląda jak wycięte z hipsterskiej kawiarni, następny pokój ma szare ściany i wygląda jak pomieszczenie do odpoczynku w słabo ogarniętej korporacji, no a potem jest palarnia, która mnie nie interesuje wcale. Słabo? Może. Chyba że ktoś lubi klimat rodem z "Mechanicznej pomarańczy". Ale za to idąc na lewo od baru wchodzi się do największego pomieszczenia, ze ścianami pomalowanymi na czarno i częściowo pokrytymi jakimiś bohomazami, z bardzo wygodnymi ławami z europalet pokrytymi pufami, a z głośników leci muzyka dopasowana do siedzenia w knajpie, od bardziej dynamicznej filmowej, przez funk po lounge. I wiecie co? W tej części knajpy mi się świetnie siedziało. Wszystko, od wystroju przez komfort po muzykę sprawiało że to niemałe przecież pomieszczenie było całkiem przytulne, a jednocześnie dalekie od kiczu. Na dwudziestu kranach wszystko to co obecnie w Polsce jest warzone i modne, plus parę importów, w tym i czeskie pilsy dla piwoszy zmęczonych nową falą. Butelek też jest sporo, no ale przy takiej liczbie kranów każdy coś dla siebie znajdzie. Za wybór i salę po lewej duży plus.

Każdy z czterech krakowsko-starówkowych multitapów ma swoje zalety i do każdego warto zawitać. Viva La Pinta ma świetny ogródek, Tap House najlepszą ofertę na kranach, Multi Qlti fajną salę boczną. Zestawienie moim zdaniem jednak nieznacznie wygrywa House of Beer, za całokształt. Wprawdzie z wszystkich czterech ma często najmniej atrakcyjną ofertę piwną, no ale knajpa to nie tylko piwo, a również klimat.

A nawet przede wszystkim klimat.

Viva la Pinta 8790217341230547867

Prześlij komentarz

  1. Błagam, tylko nie "Starówka". Ad meritum - zgadzam się z niemal wszystkimi uwagami. Kazimierz omijam, w wielokranach w Starym Mieście jestem kilka razy dziennie. Teraz zimno, więc najczęściej zasiada w Multi, ale do Vivy, która absolutnie dominuje w lecie też zaglądam. Do HoB zdarza się wpaść, ale w weekendy jest naprawdę trudno z miejsce, poza tym dominuje klientela z Wysp. No i, tak jak napisałeś, na kranach bywa biedniej. Do Tap House wpadam najrzadziej, cholera wie czemu. Chyba rzeczywiście wystrój przeszkadza. Raz przepędziła mnie obsługa, która jakoś nie dostrzegła mojej persony, więc sobie poszedłem ;). Jeżeli zagospodarują ogródek za lokalem, to będzie ogień i pewnie sytuacja ulegnie zmianie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha. Zapomniałeś wspomnieć, że w Vivie jest całkiem solidne jedzenie. Uważam to za spory atut. Pozostałe tapy nie mają się czym pochwalić na tej płaszczyźnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, pod tym względem lokale kuleją. Co do jedzenia w Pincie, to mam jednak inne zdanie. Fajnie że w ogóle jest, ale nie zachwyca. Jadłem bardzo przeciętną zupę, reszta wzięła burgera (ja burgerów nie jadam) i byli raczej rozczarowani.

      Usuń
    2. w kwestii burgerow to faktycznie co najwyzej przecietne, ale za to duze ;) innych rzeczy (poza piwem, rzecz jasna) nie konsumowalem

      Usuń
  3. Do "Omerty" robiliśmy już kilka podejść ale zawsze odrzucały dwie rzeczy: wybór piw i smrodek, bo naszym zdaniem tam po prostu śmierdzi brudnym pomieszczeniem. No chyba, że to nie była "Omerta" bo 30 kranów, o których piszesz to ja tam nie widziałem. Tak na oko z osiem ich było...

    Za to nie dam złego słowa powiedzieć o "Strefie Piwa" - zawsze trafi się tam coś ciekawego i raczej cierpimy, ze trzeba już lecieć do kolejnego multitapu i nie można sobie pozwolić na kolejne piwo. No i barmani bardzo kontaktowi. Choć widać, że "krakusy", jak się kończy beczka przy nalewaniu to klient nie dostaje tego co się nalało za darmo, a w Katowicach to norma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Omercie są dwa bary w dwóch pomieszczeniach, polski i zagraniczny, razem 30 kranów. I na zagranicznym zawsze jest sporo ciekawych rzeczy. A co do nalaniu niepełnego piwa, to np. w tyskim Wielokranie do cechy pewnego razu zabrakło mi dosłownie centymetra i dostałem piwo za darmo.

      Usuń
  4. Omerta jakby ostatnio została zapomniana, oferta coraz gorsza a lokal totalnie zapuszczony, brudny, ale sentyment pozostał! Strefa jak dla mnie cały czas na poziomie, jeszcze teraz zwiększona ilość kranów - chyba do 18. Zawsze jest tam coś ciekawego. Obsługa bardzo OK, nie wiem co autor miał na myśli? Hmm? HoB - kompletnie nie czuję tej knajpy i rzadko tam bywam. Viva - także nie odwiedzam zbyt często, oferta piw bez szału i na dodatek śmierdzi w środku schabowym z kapustą. Tap House - świetne piwo, spoko obsługa ale wnętrze koszmarne, mimo to bywam tam :) Multi Qlti - mało piwny wystrój, ale do mnie to trafia. Jestem tam ostatnio częstym gościem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miałem na myśli: http://thebeervault.blogspot.com/2013/10/czy-warto-wybrac-sie-na-piwo-do-krakowa.html

      Ponieważ w Vivie byłem tylko w ogródku, do środka wchodząc tylko po kolejne piwo, nie przemyślałem, że faktycznie zapachy z kuchni mogą być denerwujące. Np. w Chmielarni mi ta orientalna aura odpowiada, ale w przypadku bardziej klasycznej kuchni faktycznie może to wyjść niezbyt fajnie.

      Usuń
  5. czy w którymś z wymienionych lokali można obejrzeć we wtorkowe lub środowe wieczory meczyk ligi mistrzów?

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno w Krakowie otworzył się kolejny multitap - Wielochmiel na ul. Wielopole, na razie jest 12 kranów, docelowo ma być 19, jest dużo miejsca i przepyszne piwo :)

    OdpowiedzUsuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)