Loading...

Sterydy, broda, mózg, wagina. W piwie. Najbardziej odjechane piwa świata

W czasach, kiedy niszowi piwowarzy eksperymentują z recepturami swoich piw bądź to dodając do nasypu słody wędzone, bądź to wzbogacając je o niezwykle aromatyczne chmiele z Nowego Świata oraz Japonii, lub też fermentując piwa za pomocą bardzo charakterystycznych odmian drożdży i bakterii typu lactobacillus (tworzący kwas mlekowy, a co za tym idzie – kwaśne piwo) albo brettanomyces (aromat stajni w gotowym piwie), bądź dodają do swoich piw mieszanki ziół, ziarna kawy czy czekoladę, są też browary, które w eksperymentowaniu idą znacznie dalej. Poniżej kilka przykładów.

źródło
Cave Creek Chili Beer z Meksyku. Wedle opisów jest to zwyczajny północnoamerykański tzw. macrolager o nikłym, słodowym aromacie i słomkowej barwie. Coś pokrewnego Coronie bądź Miller’s. Jednym się wszak odróżnia od zwykłych macrolagerów, mianowicie obecnością całej papryczki serrano w butelce o pojemności 330ml. Wespół z agresywną i humorystyczną kampanią marketingową, obejmującą hasła typu ‘limonki są dla tchórzy!’ oraz ‘uwielbiam zapach napalmu w happy hour!’ piwo jest dość popularne, mimo że od recenzentów dostaje często najniższe możliwe noty. Udało mi się zakupić takie cudo, choć mam opory żeby się za nie zabrać. Ponoć bowiem skutecznie przepala cały przewód pokarmowy, od gardła aż po sam koniec.

źródło
24 Carats, autorstwa francuskiego browaru SAS i-Bière. Piwo zawiera jadalne płatki 24-karatowego złota, jest poddawane potrójnej fermentacji i sprzedawane w butelkach o pojemności 0,75l w cenie 50 Euro. Piwna wersja Goldwassera to produkt z nadmuchaną, ekskluzywną otoczką, która jednak blednie w zestawieniu z:

źródło
Golden Bee Beer, które jest belgijskim piwem miodowym z dodatkiem płatków złota. Strategia marketingowa obejmuje prowadzenie specjalnego klubu dla smakoszy trunku w cenie 35 Euro. Nie wiem jak się klubowi powodzi, ale piwo wraz z otoczką wydaje się być dobrze przemyślanym lepem na nowobogackich ćwierćinteligentów. Jak nas bowiem zapewnia producent, „The idea behind the GBC is to gather a special group of people with similar tastes and ultimately help them enjoy a golden life”. Jak słodko…

źródło
– BrewDog zasłynął już różnymi wariactwami – począwszy od uzyskanym metodą wymrażania piwie End Of History o woltażu 55%, w butelkach oblekanych w skóry futrzaków (ponoć z roadkillu), po piwo fermentowane pod wodą u wybrzeży Szkocji. Obecność dodatków pokroju guarany czy jaśminu w ich piwach też już nie budzi specjalnego zdziwienia. Jednak tym przebili chyba wszystko: Never Mind The Anabolics (dla tych, którzy nie jarzą kulturowego odniesienia – Sex Pistols) jest piwem typu IPA z dodatkiem kreatyny i sterydów. Sterydy wylądowały jednak ponoć tylko w pierwszej warce, którą zdecydowano się nie sprzedawać. Tak czy owak – wreszcie powstało piwo dla prawdziwych koksów!

źródło
Mamma Mia Pizza Beer. W zasypie tego piwa według producenta ląduje, a jakże, cała pizza Margarita, łącznie z sosem pomidorowym, czosnkiem, oregano i bazylią. Co nie dziwi, według producenta piwo to pasuje jako akompaniament do większości dań. Szczególnie pizzy.

źródło
– Piwo pasuje do grilla. Musztarda też pasuje do grilla. No, czyli musztarda pasuje do piwa. Tym sylogizmem kierowali się być może twórcy Smisje Wostyntje Mustard Ale. Wprawdzie w piwie nie wylądowała musztarda per se, a gorczyca, ale ponoć faktycznie ma nieco musztardowy smak.

Bilk, czyli beer + milk. Radlery są w Japonii, jak widać, passe, skoro właśnie tam ktoś wpadł na pomysł, żeby sprzedawać mieszankę piwa i mleka, w proporcjach 70-30%. Jak smakuje produkt browaru Abashiri Beer? Ponoć owocowo.

źródło
– Z tego samego browaru pochodzi Okhotsk Blue Ryuhyo Draft, piwo o kolorze niebieskim. Warzone na wodzie z topniejących lodowców, uzyskuje swoją błękitną barwę dzięki dodaniu wodorostów. Wodorostów dodaje też Williams Brothers do swojego Kelpie, no ale to piwo nie wygląda jak denaturat.

źródło
Kwispelbier vel Lucky Dog Beer, czyli piwo dla czworonogów. Bez alkoholu, za to z ekstraktem z wołowiny. Ponoć jest zdatne do konsumpcji przez człowieka, ale największe portale piwne, RateBeer oraz BeerAdvocate, nie notują jego istnienia, co oznacza, że chyba mało kto się póki co skusił.

źródło
– Piwo z byczymi jądrami. Tak, bycze jaja. Amerykański browar Wynkoop do swojego Rocky Mountain Oyster Stout używa palonego jęczmienia, siedmiu słodów (w tym wędzonego), chmielu Styrian Goldings, soli morskiej oraz pieczonych byczych cojones. Mimo że nazwa na pierwszy rzut oka odnosi się do stouta ostrygowego, to akurat ‘rocky mountain oysters’ to jądrowy przysmak z Colorado. Co na to byk? Przypomina się stara płyta Smirnoffa o nazwie Bóljonder...

źródło
– Kidsbeer vel Kodomo No Nomimono, żeby dzieci też się czuły dorosłymi. Miejscem pochodzenia jest Japonia, a sprzedaż wynosiła ongiś ponoć 75 tysięcy butelek miesięcznie. Oczywiście jest bezalkoholowe. Ciekawy jest slogan marketingowy mający zachęcić rodziców do kupna tego piwa: „Nawet dzieci nienawidzą życia jeśli się nie napiją.”

źródło
– Specjalnie dla fanów PETA, WWF oraz darczyńców Greenpeace - piwo z mięsem wieloryba. Islandzki browar Steðji robi takie cudo o nazwie Hvalur, które według macherów czyni pijącego "prawdziwym wikingiem". Ciekawe czy smakuje podobnie do tranu jaki musiałem pić we wczesnym dzieciństwie.

źródło
Free Beer, czyli piwo zgodnie z zasadami Open Source. Piwo górnej fermentacji z dodatkiem guarany, owoc pracy studentów kopenhaskiej politechniki oraz kolektywu Superflex, jest sprzedawane razem z kompletną recepturą. Twórcy mają nadzieję, że konsumenci będą ją ulepszać, i piwo będzie się rozwijać dzięki wkładowi jego konsumentów niczym oprogramowanie Open Source. Kolejne wersje dostają odpowiednie nazwy – Free Beer 1.0, Free Beer 2.0, Free Beer 2.1 itd. Sądząc po stronie internetowej producenta, piwo cieszy się popularnością w Japonii. Dziwnie tylko wygląda jego sprzedaż, no bo jak na wielkim plakacie jest napisane "Free Beer", a pod spodem "500 Yen", to coś wydaje się być nie tego.

– Nie tylko Japończycy mają szalone pomysły na piwo. Czesi wymyślili chyba niedopuszczone w końcu do sprzedaży „laughing gas beer”, czyli piwo z dodatkiem tlenku azotu. Przez parę sekund po pierwszym łyku piwosz ma zażywać dobroczynnego skutku spazmu śmiechu. Ponoć piwo zostało wymyślone na eksport do Izraela, żeby odstresować tamtejszych piwoszy.

źródło
– Per aspera ad astra. Amerykański browar Dogfish Head stworzył piwo z dodatkiem meteorytów z księżyca. Celest-jewel-ale nie mógł jednak zawierac tych minerałów zbyt wiele biorąc pod uwagę wartość takiego meteorytu, sporo ludzi też spekulowało, że piwo może być zwyczajnym oszustwem. Byli też tacy którzy się nim wcale nie emocjonowali. Komentarz: „Księżycowy pył to eufemizm dla słowa ‘brud’”.

źródło
– W kosmos odlecieli również Japońce (nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą) i uwarzyli Sapporo Space Barley z dodatkiem jęczmienia który reimportowano na Ziemię ze stacji kosmicznej będącej na orbicie ziemskiej. Limitowaną ilość 2650 sześciopaków sprzedawano po 100 dolarów za sztukę. Wątpliwe jest czy piwo było lepsze od regularnego, badziewnego Sapporo.

źródło
Beard Beer. John Maier, piwowar amerykańskiego Rogue Brewing wpadł na pomysł namnożenia drożdży w swojej słusznych rozmiarów brodzie i przefermentowania nimi brzeczki. Rezultat ma ponoć ostrawy aromat drożdżowy, co dla wielu powinno stanowić dodatkowy czynnik odstręczający od wypróbowania tego specyfiku.

źródło
Original Pussy Beer. Broda nie jest jednak najbardziej szalonym miejscem do poszukiwania drożdży do fermentacji. Nowoczesna ‘sztuka’ została obdarzona nową naroślą, kiedy Toi Sennhauser, ‘artystka’ z Seattle pochodzenia tajskiego, zdecydowała się dodać do piwa trochę drożdży z tej części swojego ciała, której jako osoba podkreślająca na każdym kroku siłę kobiecości zapewne nie goli. I nie była to pacha. Do piwa było dołączane ksero wyników badania na choróbska przenoszone drogą płciową, więc spożycie go było tylko kwestią estetyki. Aha, na krokowych drożdżach powstał później również chleb.

źródło
Närke Baver. Czyli Bóbr z cenionego wśród piwnych smakoszy szwedzkiego browaru Närke. I jest to prawdziwy hardcore. Piwo zawiera tajemniczo brzmiącą ingrediencję o nazwie kastoreum. Jest to wydzielina analna bobra, której używa do oznaczania swojego terytorium. Jeśli ktoś ma w tym momencie  ochotę zwymiotować, to spieszę z tłumaczeniem, że kastoreum jest wykorzystywane jako aromat w przemyśle spożywczym. Ups, to chyba nie pomogło, wręcz przeciwnie...

źródło
– Najbardziej bodaj znanym walijskim browarem jest Brains, produkujący piwo pod swoją marką. Tyle że nazwa nie znajduje w jego przypadku przełożenia na zawartość. Co innego w przypadku piwa Walker, z browaru Dock Street Brewing. Piwo inspirowane serialem The Walking Dead jest warzone z dodatkiem żurawiny, żeby z wyglądu przypominało krew, natomiast w celu usatysfakcjonowania ewentualnego zombie-klienta (czyli szeregowego pracownika korporacji?) zawiera również najprawdziwsze mózgi. Kozie mózgi, wypada dodać. Wędzone kozie mózgi. Braaaains!

źródło
– Są piwa, które z rozmysłem używają skatologicznych referencji. Do takich można zaliczać stouty z dodatkiem kopi luwaka, kawy zbieranej z odchodów płaskuna. Tyle że ta kawa ma uznanie na całym świecie, sprawa nie jest więc tak kontrowersyjna. Babranie się w fekaliach ma swoich zwolenników również w Nipponie. Kto by pomyślał. Japoński browar Sankt Gallen (tak, naprawdę istnieje w Japonii browar o takiej nazwie) uwarzył piwo o nazwie Un, Kono Kuro. I tak jak piwo z dodatkiem kawy przetrawionej przez płaskuna, czyli małego futrzaka, może niektórych nie odpychać, tak sprawa może się mieć inaczej z piwem w którym wylądowała kawa przetrawiona przez tajskiego słonia i pieczołowicie wygrzebana z jego odchodów. No, przynajmniej mnie odpycha, choć piwo z dodatkiem kawy zwanej ‘czarną kością słoniową’ jest ponoć bardzo smaczne.

źródło
Znacznie dalej poszedł islandzki browar Borg Brugghús, którego Fenrir Nr. 26 to IPA robiona między innymi ze słodu wędzonego nad ogniem radośnie trawiącym owcze kupy. Oto co ma na temat swojego piwa do powiedzenia piwowar: "Czy pakujemy gówno do butelek? Oczywiście że nie. Bierzemy słody, wsadzamy je do wędzaka i rozpalamy w nim ogień z owczych gówien. Zostawiamy całość na parę dni i gotowe. Słody wędzone na owczym gównie." Proste. Nie wiem jednak czy smaczne. Recenzje piwa często kończą się stwierdzeniem, że degustujący po prostu nie lubi specjalnie aromatu palonej owczej kupy.

źródło
Ta lista obejmuje tylko część piw z nietypowymi składnikami, jest ich znacznie więcej. Większość jednak to typowe przykłady zwariowanego marketingu, chęci dotarcia do konsumenta niekonwencjonalnymi pomysłami, spychając smak na dalszy plan. Przejaw przenikania się ze sobą rynku gadżetów i rynku piwa. Takie piwa mają być bowiem właśnie gadżetem, stąd dbałości o smak zazwyczaj nie należy oczekiwać. To ja jednak wolę porządnie uwarzonego czeskiego pilsa…


publicystyka 3199876661600705752

Prześlij komentarz

  1. Co do "FREE Beer" to odwieczny problem dla anglojęzycznych. Słowo "free" znaczy nie tylko "darmowy", ale też "wolny". I to piwo właśnie odnosi się do znaczenie "wolne / wolnościowe". Co ciekawe, właśnie za pomocą "darmowego piwa" tłumaczy się istotę "free software" (“free” as in “free speech,” not as in “free beer”) :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Lacto to nie drożdże.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piłem Smisje Wostyntje Mustard Ale i jest niezłe. Jednak Alvinne melchior (też piwo z "musztarda") jest znacznie lepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co, faktycznie czuć w nich mocno musztardę?

      Usuń
  4. Bycze jądra są cenionym w USA przysmakiem. Polskie rzeźnie kiedyś je eksportowały. Naszą narodową dumę wzmacniał fakt, że w zaordynowane przez amerykańców kartony NIGDY nie wchodziło żądanie przez nich 15 szt, co świadczyło, że polski byk nie ustępuje ichniemu, a nawet go przewyższa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze że mamy dodatkowy powód do dumy, ale, ee, no, nie jadłbym...

      Usuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)