Bednary vol. 2
https://thebeervault.blogspot.com/2014/07/bednary-vol-2.html
Bednary to jedna z licznych inicjatyw piwowarskich które zadebiutowały w tym roku, a zarazem jedna z tych, które mnie swoim debiutem rozczarowały. Toporne, siarkowe Pale Ale nie przedstawiało sobą atrakcyjnej oferty na spędzenie knajpianego wieczoru. Trzymałem i nadal trzymam jednak kciuki za właściciela i głównego piwowara Rafała Łopusińskiego, ma on bowiem wiele do stracenia. W przypadku niewypału inicjatywy kontraktowej, można się cichaczem zwinąć i zacząć sprzedawać plony ziemi w osiedlowym warzywniaku jak gdyby nigdy nic się nie stało, ale Bednary to browar z prawdziwego zdarzenia. Zobaczmy więc jak wyszły następne trzy wypusty, czyli amber ale, foreign stout oraz oatmeal ale.
Łowickie Amber Ale (, ekstr. 12,5%, alk. 5%) to piwo w którym czuć na pierwszym planie truskawki i cytrusy, a na drugim słodowość pomiędzy ciasteczkami a chlebem, dość karmelową. Brzmi intrygująco? Dla mnie brzmi, szczególnie teraz kiedy piszę te słowa, pociągając łyk po łyku tego piwa z maltańskiego nonicu. A interwały między kolejnymi łykami są krótkie, jest to bowiem piwo bardzo pijalne. Przyjemnie, drobnoperliście-kremowo nasycone, nieprzesadnie ciężkie słodowo, choć stroniące od wytrawności, z wzorowo odmierzonymi proporcjami poszczególnych komponentów smakowych (to samo co i w aromacie), punktowane średnio mocną goryczką. Takie fajne piwo na co dzień. Jestem na tak. (7/10)

Łowickie Oatmeal Ale (ekstr. 14%, alk. 5,4%) jest piwem najlepszym z całej trójki. Jestem zwolennikiem dodawania płatków owsianych do ejli w celu zapewnienia im większej gładkości. Sztandarowym tego przykładem jest według mnie rewelacyjny Mikkeller Green Gold IPA. Rezultat owsiankowania bednarskiego ejla też wyszedł świetnie. Ciasteczkowa słodowość stanowi tutaj o średniej pełni, drożdże są wyczuwalne, ale mniej niż wyraźna truskawka. Goryczka podbita ale nie przeholowana. Gładkość owsiana tak jakiej oczekiwałem, czyli poniżej poziomu Green Gold, ale wyraźna. Świetne piwo. Słychać wprawdzie głosy że jest za mało wyraziste, ale cóż – jeśli ktoś potrzebuje dostać ananasem w mordę żeby w piwie w ogóle coś wyczuć, to faktycznie będzie miał z nim problem. Jedyna nowofalowość w Oatmeal Ale to słabo uchwytna owocowość pomiędzy bananem a brzoskwinią zaraz na początku oraz nieznaczna żywiczność w finiszu. Więcej wszak nie trzeba, jest to świetny, aksamitny, angielski ejlik. (7,5/10)
Czas pokaże czy Bednary zdołają utrzymać obecną formę, czy też może ulegnie ona dodatkowej poprawie. Jestem dobrej myśli.