Aipa aipa! Faster, harder!
https://thebeervault.blogspot.com/2014/05/aipa-aipa-faster-harder.html
Kiedy swoje podwoje otwiera w Polsce browar restauracyjny, to zazwyczaj podaje oklepany (co nie znaczy że zły), klasyczny zestaw styli – jasne, ciemne, pszenicę, ewentualnie na dokładkę koźlaka. Kiedy zaś na rynek wchodzi browar kontraktowy, to wypuszcza na gawiedź coś mocno chmielonego nową falą. W sumie jest to logiczne, piwowar nieobyty jeszcze ze sprzętem na którym gościnnie warzy, może się na tym przejechać, tak jak Ninkasi ze swoim stoutem owsianym, więc bezpieczniej jest dowalić do piwa pół hałdy chmielu, żeby ten przykrył ewentualne niedostatki. Wtórne? W rzeczy samej. Choć nie oznacza to że koniecznie złe. Bartek ma sporo racji w swoim niedawnym felietonie, choć i ci którzy narzekają na obecną unifikację stylistyczną pod znakiem Citry et consortes mają kilka argumentów po swojej stronie.
Drugimi piwami kontraktowców z Doctor Brew, Ninkasi oraz Birbanta jest amerykańska wersja IPA, porównanie tych trzech wypustów nasuwało się więc samo.
W sumie Doctor Brew American IPA (ekstr. 16%, alk. 6,2%) to drugie piwo w tym gatunku uwarzone przez doktorków, bo pierwsze czyli Sunny Ale było mocno przechmielone i nijak nie chciało się wpisać w deklarowany gatunek golden ale. American IPA jest naładowane po brzeg chmielami Cascade (USA), Magnum i Hercules (DE) oraz Motueka (Nowa Zelandia) i ma całe 90 IBU natężenia alfakwasów. Uff, no to mam nadzieję na słodową kontrę. Aromat jest z gatunków niebywale słodkich tropikalnych. Liczi, ananas, trochę mango, te klimaty. Mało cytrusowy. W smaku ponownie przeholowana goryczka czyni cały finisz cierpko-wytrawnym, ciała słodowego i słodyczy wprawdzie faktycznie z przodu trochę jest, ale przegrywa ono ten pojedynek i zostaje starte w proch. A raczej w nicość. W oleistej imperial IPA taka goryczka pewnie dobrze by funkcjonowała, ale tutaj mamy przerost formy nad treścią. Fajny aromat, ale piwo niezbalansowane, na jedno kopyto. Ponownie Doktor chce leczyć przez przedawkowanie. (5,5/10)


Tak więc bez szału. Birbant udowodnił że potrafi sensownie adaptować receptury wypróbowano uprzednio w Hauście do nowych warunków. Dr. Brew bez zmian, czyli moim zdaniem kolejne męczące piwo, zaś Ninkasi stąpa po ostrzu noża, nie potrafiąc swoim drugim piwem przekonać do swojej marki.
Coś jest w tym, że lepiej przechmielić, niż się przejechać. Brown Ale od Ninkasi jest tego, niestety, jeszcze lepszym przykładem, niż Oatmeal Srout. Ale jednak chciałoby się większego urozmaicenia debiutów...
OdpowiedzUsuńNa temat tego brown ale'a to widzę że wypowiedzi są bardzo różne. Trzeba będzie spróbować.
Usuń