Loading...

Konserwowanie polskiego craftu 40


W ramach przerywnika coś zaległego, bo mini-przeglądu konserw już u mnie dawno nie było, a ostatnio bardziej byłem skupiony na kompletowaniu relacji podróżniczych. Tym razem tylko dwa browary, czyli Ziemia Obiecana oraz Pinta. Bezpieczny wybór.


Spodziewałem się neoklasyki i dostałem w gardło neoklasyką. Weź Się (alk. 6%) od Ziemi Obiecanej to ‘amarillo IPA’, w której poza Żółciakiem wylądował jeszcze chmiel Citra. No i jest to nad wyraz solidny, mętny neoklasyk, w którym pływają sobie w formie chmielowej różne cytrusy. Całe, soczyste, ze skórką, albedo i pestkami. Grejpfrut, cytryna, pomarańcza, pomelo – wszystko jest. I to od początku aż do końca, bo goryczka ma charakter skórkowo-cytrusowy. No i właśnie – goryczka nie dość, że jest, to w dodatku całkiem charakterna, co w piwie z Ziemi Obiecanej wcale nie jest oczywistością. A, no i jeszcze ananasa można wyczuć, w ramach uzupełnienia. Bdb. (7/10)


Nie wiem, co w chmielu Sabro, młodym, niewinnym, ma być klasycznego, a przynajmniej klasycznego na tyle, żeby piwo oparte na nim sprzedawać z grafiką głoszącą „back to the roots”, no ale niech będzie. Crazy About Sabro od Pinty (alk. 6,5%) smakuje jednak trochę inaczej, niż się spodziewałem. Jest trochę kokosa i kopru, nie ma z kolei specjalnie mandarynki, jest natomiast cytrusowa nuta, którą określiłbym mianem długo odstanego grejpfruta. Takiego przekrojonego w pół tydzień temu, z mocno zaschniętymi pęcherzykami z sokiem z wierzchu. Grejpfruta nieco utlenionego, że tak powiem. Reklamowanego na kontrze banana nie odnalazłem w ogóle, za to całość w finiszu chyli się ku gorczycy. Koper z musztardą? Połączenie gastronomicznie sensowne. Piwnie już niekoniecznie. (5,5/10)


Wyrób
godny wyrobnika (alk. 7,5%)? Niby tak, ale nie do końca. Wyrób z Ziemi Obiecanej to wyrób imperialno ipkowy, wbrew pozorom w miarę wytrawny, w sensie szczupły. Białe grono chmielu Nelson Sauvin zostało w nim zdominowane Stratą, której truskawka mi tutaj dzwoni w nosie cukierkowo, niczym te różowe cukierki marki Alpenliebe bodajże. Po kilku chwilach dołącza mocno słodki grejpfrut oraz trochę liczi. Jest chmielowo, jest soczyście, jest jednak tylko trochę gorzko. Czyli mogłoby być jeszcze lepiej. Ale jest dobrze. (6,5/10)


Olaboga, ale ta Olaboga (alk. 6,5%) pięknie pachnie! Gumą Turbo, mandarynką, herbatką grejpfrutową, a nawet trochę kokosem, czy wręcz białą dębiną. Chmiel HBC 472 to clou tej kompozycji – sprawia, że z czasem piwo daje po nozdrzach wręcz bednarnią, taki jest tutaj symulowany efekt barrel ejdżingu. Całkiem oryginalny zapach, tak więc można w temacie ipek zrobić wciąż coś, co odróżnia się od reszty. Smakowo nie jest to najbardziej intensywna ipka na rynku, ale z drugiej strony pewien stopień stonowania w połączeniu z pseudo-drewnianymi nutami chmielu HBC 472 sprawia, że konsumuje się ją z zadowoleniem. W finiszu co prawda brakuje goryczki, ale frapujący efekt BA efektownie ją zastępuje. Bardzo smaczne. (7/10)


Nietypową pod względem profilu neipką jest też Pinta Vibes Sound On (ekstr. 18%, alk. 7,8%). Trochę geranium, ciut przecieru z moreli, echo kokosa, delikatna truskawka, akcenty pomarańczy – wszystkiego po trochu, ale sumarycznie intensywnie. Również w temacie goryczki zrobiono to, co w ipce należy zrobić, ale mało kto obecnie robi. Czyli jest całkiem konkretna. Wbrew parametrom jest to mocno pijalne, a przy tym intensywne piwo. Świetna sztuka. (7,5/10)


Druga z pierwszego rzutu Pinta Vibes, czyli Let’s Dance (alk. 6,5%), to pewnego rodzaju hołd dla starej szkoły. Cold IPA przekonuje mocno podkreśloną stroną sosnowo-żywiczną oraz grejpfrutową. Propsuję! Zmiękczaczami są nuty melona oraz liczi, które widziałbym chętniej poza puszką, no ale nie można mieć wszystkiego. Piwo jest wyraźnie (!) gorzkie, w ogóle nie soczyste, a co za tym idzie, oddalone o lata świetlne od jakiejkolwiek soczkowości. Prosto w mordę. Bardzo dobre. (7/10)


Pod niepozorną nazwą Tuptuś (alk. 6,5%) kryje się kolejny mocno pijalny wyrób od Ziemi Obiecanej. Spodziewałem się nafty od Mosaika, ta jednak trzyma się mocno w tle. Zamiast tego piwo przekonuje efektywnym miksem słodkich nut cytrusowych, od mandarynki po grejpfruta, uzupełnionych subtelnymi akcentami kwiatów, ananasa oraz marakui. Piwo jest soczyste i gładkie, no i błyskawicznie szybko wchodzi. Bdb. (7/10)


W przypadku Ple Ple Ple (alk. 6,5%) można się zgodnie z nazwą spodziewać „more of the same”, yet alas! Ta ipka jest w istocie wyjątkowo udana. Kombinacja Galaxy i Nelson Sauvin zafungowała tutaj trochę kontrintuicyjnie. Nie ma diesla oraz innych siarkopodobnych nut, nie ma też nadmiernych tropików. Są za to soczyste, ale i charakterne, „wytrawne” cytrusy oraz mniej słodkie owoce. Limonka, grejpfrut, trochę agrestu i białego grona, gujawa i może ciut ciut marakui. Takie połączenie zadziałałoby wzorowo nawet w obliczu braku goryczki, ta jednak jak na post nowoczesną ipkę nawet nieźle działa. Rezultat jest soczysty, ale i rześki, no i wytrawny w wydźwięku. Świetne piwo. (7,5/10)

Tyle na dziś – klasowe browary, to i piwa w większości klasowe. Tymczasem biorę się za kończenie kolejnej relacji, która wyląduje w tym miejscu być może już jutro.

slider 7416868255591005751

Prześlij komentarz

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)