Loading...

Konserwowanie polskiego craftu 17


Jako że gonitwa za rynkiem pod kątem publicystycznym wychodzi mi średnio, muszę nieco przyspieszyć tempo publikacji. Na dzisiaj dwie Pinty, trzy Funky Fluidy, dwie Ziemie Obiecane oraz jeden Gwarek.


Prosty i chyba skuteczny pomysł – skoro Teoria Mętności została dobrze przyjęta przez gawiedź, to kontraktowiec Gwarek kilka miesięcy później wypuścił na rynek piwo o nazwie Teoria Mętności 2 (ekstr. 18%, alk. 7,2%). Zaspokaja w ten sposób wieczny głód nowości birgiczków, łącząc to ze skojarzeniem z wysokojakościowym poprzednim piwem. Sprytnie. Jakościowo utrzymano poziom. Kremowa owsianka z mango, pomarańczą, mandarynką, granulatem oraz likierem pomarańczowym daje mocno radę. Wprawdzie nie ustrzeżono się delikatnego hop burnu, ale za to goryczka jest fajnie podkreślona, dobrze uzupełniając soczystość tego piwa. Bardzo dobre. (7/10)


Piwem w punkt okazała się Independence NEIPA od Funky Fluid (ekstr. 16%, alk. 6,5%). Spodziewałem się kolejnej stockowej neipki, która mi nie zapadnie w pamięć, ale jednak Independence ma pewien wyróżnik, który ostatnimi czasy coraz rzadziej występuje w krajowych neipkach, mianowicie jakość. Piwo jest bardzo gładkie, ale i dość gorzkie; soczyste, ale nie soczkowe. Nuty gorzkiego grejpfruta, mango, sosny, kandyzowanej pomarańczy, werbeny, a nawet tytoniu (zasługa mieszanki chmieli o nazwie Independence) są świetnie dobrane i piwo wchodzi szybko, z niekłamaną przyjemnością. Lekko ziemista, podkreślona goryczka nie ma w dodatku towarzysza w postaci hop burnu, tak więc nie mam się absolutnie do czego przyczepić. Pijcie to! (7,5/10)


Ostatni mini wysyp czarnych ipek na krajowym rynku zrobił na mnie nieco mniejsze wrażenie, niż sobie tego życzyłem, ale i tu w sukurs przychodzi Funky Fluid. Black On Both Sides (ekstr. 19%, alk. 8,2%) daje mi to, czego oczekuję po czarnej ipce, czyli fajne, rześkie nachmielenie, ale i ciekawą słodowość. Tutaj mamy przekładaniec z czekolady, lukrecji, słonecznika, cytrusów (silne wrażenie skórki pomarańczy), żywicy oraz moreli. Pod względem intensywności wyróżniają się najbardziej skórka pomarańczy oraz czekolada, co daje efekt odpowiedniej czekolady Lindt. Do tego dochodzi solidne ciało, ale i naprawdę mocna goryczka, co przekłada się na piwo treściwe, ale i zarazem szybko pijalne. Jedno ze szczytowych polskich osiągnięć w tym stylu. Pyszne! (8/10)


Ostatnio przypomniałem sobie zalanie Bojana Black IPA podwójnym espresso wiele lat temu. Eksperyment wyszedł wybornie, jako że ówczesny bojanek (z drugiej warki bodajże) to było klawe piwo. Zastanawiałem się, jakie piwo by sobie zalać obecnie podwójnym ekspresso, no i sobie przypomniałem, że w lodóweczce stoi Coffee & Salt od Funky Fluid (ekstr. 19%, alk. 8,2%), czyli black ipka z dodatkiem kawy Fazenda Santo Ignacio oraz soli. Czyli nawet zalewać eskpresem nie trzeba. No i od razu plus za stworzenie piwa z kawą, które pachnie świeżo zmielonym ziarnem, bez naleciałości fasolowych. Druga rzecz – zespolenie dominującej kawy z cytrusowymi, kojarzącymi się ze skórką pomarańczy, ale i żywicą chmielami – to wyszło bardzo dobrze. Trzecia sprawa – goryczka. FF pod tym względem poczyna sobie generalnie śmielej od konkurencji, ale to piwo nawet jak na Funków jest fest gorzkie, co jest wzmacniane lekką słonością w finiszu. Wbrew pozorom piwo jest mniej złożone niż Black On Both Sides, kawa za bardzo dominuje, żeby powstało wrażenie wielowarstwowości. Wciąż jednak jest bardzo dobre. (7/10)


Wzdrygałem się przed wysupłaniem florenów na najmocniejsze póki co piwo z serii Hoppy Crew od Pinty. Wszak Who’s The Boss? (ekstr. 25%, alk. 10,3%) to potężna triple IPA, zaś ja niedawno stwierdziłem, że potrójne ipki są dla mnie a tad too much. Jednak entuzjastyczne recenzje kolegów po niedochodowym fachu skłoniły mnie do zrewidowania postanowienia – wszak ponoć alko ukryto perfekcyjnie. No i nie mogę się zgodzić z tym twierdzeniem – piwo mocno grzeje (co nie dziwi), ale i podkreślona goryczka niesie ze sobą charakterystyczną alkoholową cierpkość. Co nie oznacza, że piwo jest niedobre – jest po prostu mocno degustacyjne. Miks mango, papai, brzoskwini, ananasa, grejpfruta, a nawet herbaty z kwiatami pomarańczy oraz odrobiny limonki jest bardzo soczysty, no i wprawdzie słodki, ale również gorzki. Na dodatek wraz z nieuniknionym wobec powolnego sączenia ogrzaniem piwa staje się ono mniej wyczuwalnie alkoholowe. Bardzo fajne podejście do niemalże niewykonalnego w sensie jakościowym podstylu. (7/10)


Nowy rok, nowa seria Pinty Miesiąca. The Bruce Story (ekstr. 16,5%, alk. 7,7%) to wytrawna, aromatyczna ipka, która szybko wchodzi. Kolor etykiety nadaje ton kolorystyce aromatu i smaku – agrest, białe grono, karambola oraz szczypta skórki limonki i cytrusowych ziół – jest zielono oraz rześko. Goryczkowo również sięgnięto głębiej w historię, do czasów, kiedy ipki były gorzkie, więc plus za to. Minusiki są też, małe bo małe, ale wciąż. Jednym jest cierpkawy charakter goryczki, drugim jest lekki hop burn. Końcowy werdykt – dobre. (6,5/10)


Klawa sprawa – od kiedy Ziemia Obiecana zainwestowała w puszkarkę, od wtedy ja nie muszę już inwestować dwucyfrowej kwoty z dwójką na przedzie w litr lanego na wynos, kiedy chcę się napić czegoś od Łukasza. Przy czym Drożdż, pardon, Dżordż (alk. 6%) jest piwem, którego litra wchłonąłbym w kilka haustów. Zresztą jest to klasyk z początków tego browaru i bardzo się cieszę, że po latach do niego wrócono. Hazy IPA bez DDH na przedzie, całkiem gorzka, soczysta, ale nie soczkowa, świeża, z grejpfrutem, marakują, lekką sosną, mango, morelą oraz pomarańczą. Taka ipka w punkt, buchająca owocami, ale smakująca jak piwo. Bardzo szanuję. (7,5/10)


Lukrowane Guziczki
(alk. 8,5%) – to brzmi podejrzanie. Double coffee vanilla milk stout – to brzmi już lepiej. Mleczno kawowy risik od Ziemi Obiecanej trąci mocno dodaną kawą (Sigri Papua Nowa Gwinea), przy czym robi to w sposób tylko marginalnie fasolkowy, czyli jest nieźle. Waniliowo-mleczna komponenta jest drugim aktorem pierwszoplanowym, zaś słodowość została skrzętnie schowana za dodatkami, czyli mogło być lepiej. Z drugiej strony piwo jest przyjemnie gładkie, a w smaku uaktywniają się nutki owocowe pokrewne malinom. Efemeryczna nutka palona w tle zlewa się z kawą, tak więc istotnie zasyp nie pełni tutaj specjalnie doniosłej roli (eufemistycznie rzecz ujmując), poza tym piwo jest w moim odczuciu zbyt słodkie przy zbyt ograniczonej cielistości, mimo że jakaś goryczka w tle sobie plumka. Tak więc nie jestem specjalnie zadowolony z zakupu. (5,5/10)

Tyle na dziś. Jedna z najlepszych czarnych ipek ostatnich miesięcy wyszła spod produkcji Funky Fluid, Dżordż trzyma poziom, a Teoria Mętności jest praktycznym pewniakiem. Do następnego!

recenzje 2020977967542932200

Publikowanie komentarza

  1. Będziesz mial na testach ta ipe co ma 13% z browaru lubrow ?
    I quad ipa z pinty ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubrow nie, zbyt dużo opinii o jej wódczaności. Pinta quad IPA też chyba nie... ale nie wykluczam.

      Usuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)