Loading...

Wyciąg z darów losu #2


Kolejne trzy paczki od kolejnych trzech browarów. Tym razem ceniony przeze mnie za solidną klasykę Browar Bury, specjalizujący się w wymrażarkach Browar Spółdzielczy oraz jeden z najlepszych brewpubów w kraju, czyli gdańska Brovarnia. Zobaczmy, czy nie pożałują przesłania mi swoich dzieł.


Zaczynamy od Browaru Bury, z jednym z najciekawszych piw w zestawieniu, czyli Porterem Bałtyckim (ekstr. 22%, alk. 9,5%). Pozycja jest o tyle trochę nietypowa, że w składzie widnieje słód wędzony. No i tutaj zagwozdka – pierwsze skojarzenie, jakie miałem po odkapslowaniu, to bowiem... sushi, a raczej wodorosty, których morskich nut spodziewałbym się raczej w oyster stoucie i które to skojarzenie chyba można zinterpretować jako interakcję małej dawki słodu wędzonego z ciemnymi słodami. Poza tym jest to piwo mocno czekoladowe, z nutami palonymi ewidentnie dominującymi nad suszonką w karmelu oraz goryczką, którą z kolei można by obdzielić spokojnie pięć postnowofalowych neipek. Klasowe piwo! (7,5/10)


Drugi raz na blogu ląduje Bury Milk Stout (ekstr. 15%, alk. 4,2%), tym razem świeżo po rozlewie w Jaworznie. Kremowa i gładka gorzka czekolada w płynie ubogacona o akcenty palone oraz lekki twist borówkowy – nie jest to mój ulubiony styl, ale w tym wypadku wyciśnięto zeń tyle, ile się da. Szczególnie że słodycz jest minimalna, zaś palony kwasek tworzy przeciwwagę dla niej oraz dla laktozowej gładkości. Bardzo dobre piwo, bardziej wyraziste od średniej stylu. (7/10)


Wersja Sweet Stout Kawa i Tonka (ekstr. 15%, alk. 4,2%) mogłaby być Burym piwem świątecznym, jako że tonka daje tutaj mocno maczanym w rumianku piernikiem. Kawa objawia się dopiero w smaku (nie fasolowo na szczęście), ale i paloność podstawki można wyczuć bez problemu. Owsiano-laktozowa gładkość stanowi kropkę nad „i”, zaś kwaskowo-gorzkawy finisz sprawia, że wbrew nazwie nie jest to specjalnie słodkie piwo. I dobrze. Kolejna bardzo dobra pozycja w portfolio Browaru Bury, mimo że do fanów tonki się nie zaliczam. (7/10)


Bury Ciemny Lager
(ekstr. 12%, alk. 4,3%) to solidna pozycja w katalogu browaru. Dominacja przypieczonego spodu jasnego chleba uzupełniona jest akcentami czekoladowymi, zaś wycofana słodycz daje forów wbrew etykiecie wcale nie tak minimalnej goryczce. Istotnie jest to dobrze zrobiony, pijalny schwarzbier, którego mogę sobie wyobrazić w roli towarzysza obiadu. (6,5/10)


Liczba polskich browarów, w których Mason nie uwarzył nigdy niczego, jest z pewnością mniejsza niż liczba browarów, które nigdy nie wypuściły na rynek jakiegoś hejzi nju inglanda, ważne jednak, że te masonowe piwa bywały często ciekawe. Sam opis Kotwicznego 2.0 Laphroaig BA (alk. 12%), uwarzonego w Browarze Spółdzielczym, budzi ciekawość, inspiracją bowiem był stout imperialny z Barclay Perkins z 1848 roku. A mnie te rezurekcje dziewiętnastowiecznych ciemniaków mocno rajcują. Zgodnie z oczekiwaniami leżakowanie piwa w beczkach po Laphroaigu (kilka lat temu bardzo popularnych w Polsce, obecnie nieco zapomnianych) nie dały piwu nut drewna, dały za to trochę jodynowego torfu. Na szczęście torf nie zdominował piwa, tylko je ubogaca. Słodowa baza daje o sobie znać za sprawą nut ciemnej czekolady, gorzkiego kakao, wafelków, cygara oraz skórzanej tapicerki. Piwo jest potężnie palone, co wychodzi na dobre dopiero w smaku, który od tej paloności jest nieco popiołowy oraz wyraźnie kwaśny. W połączeniu ze wspomnianym torfem wywołuje to obraz portu londyńskiego tonącego w smogu za czasów rewolucji przemysłowej. Ciałko jest niczego sobie, jednak wspomniana kwaśność oraz pałętające się tu i ówdzie nutki zielonego jabłka tę dosadność nieco mitygują. Dodatkowy plus za dosadną goryczkę i anty-pastry’owatość, ostateczna postać piwa jest dla mnie jednak zbyt kwaśna, żeby mi się mogła podobać. Fanom old skula i piw prosto w twarz jednak można warunkowo polecić. (5/10)


Yeti
to kolejna wymrażarka z Browaru Spółdzielczego. Skoro jest to „nieoczywisty blend piw wymrażanych”, to piwo bazuje zapewne na selekcji dotychczasowych wymrażarek. Woltaż jest dosłownie likierowy (alk. 19,4%) i ciałko koresponduje z woltażem. Autorskie określenie ‘ice dark blend ale’ skojarzyło mi się z połączeniem eisbocka z old ale’em i okazuje się, że skojarzenie było całkiem trafne. Najmocniej moim zdaniem czuć orzechy. Oj, ileż tu jest orzechów – laskowych przede wszystkim, ale i włoskich czy brazylijskich. Piwo pachnie wręcz jak orzechówka, nasuwając wtórne skojarzenia z drewnem, choć likierowa gęstość i słodycz w ustach są na przekór wytrawności tych niewielu orzechówek, których w życiu skosztowałem. Za orzechami idą suszone owoce, a raczej syrop z suszonych owoców. Ciemnych suszonych owoców, żurawiny, rodzynek i fig. Następują nieco mniej intensywne, ciemniejsze słodowe nuty, czyli karmel, dyskretna czekolada, lekka paloność – przy czym jest to zdecydowanie piwo o brązowej, a nie czarnej palecie barw smaku. Woltaż? Szlachetnie kontruje słodycz, ale jest to piwo tak świetnie ułożone, że jestem w szoku. Co więcej – ono tylko lekko grzeje. Mocniejszy efekt rozpalania gardła czułem wiele razy w piwach o dwukrotnie niższej zawartości alkoholu. Sumarycznie jest to najlepsza wymrażarka ze Spółdzielczego, jaką piłem, a tak w zasadzie, to ogółem lepszego wymrażanego piwa chyba jeszcze nie kosztowałem. Piwny odpowiednik naprawdę klasowego porto. I owszem, jest warta swojej niemałej przecież ceny. (8/10)

„Długo zastanawialiśmy się, czy wysłać nasze piwa pod topór najsurowszego kata polskiej piwnej blogosfery, ale po ich wielokrotnym spróbowaniu nabraliśmy w końcu odwagi”.

Kiedy przeczytałem tę dedykację od gdańskiej Brovarnii, lekko się uśmiechnąłem, a topór z zaschniętą krwią powieszony nad moim biurkiem wydał z siebie błysk. Przy czym mitygowanie się akurat przez ten browar empirycznie nie jest do końca uzasadnione, wszak wizytowałem ich trzy lata temu i uważam za jeden z najlepszych przybytków restauracyjno-piwnych w Polsce. Tym razem do szkła trafiło pięć piw z Brovarnii, z czego jedno piłem w trakcie mojej ówczesnej wizyty, trzech (koźlak, best bitter i black IPA) nie piłem, a jedno nawet etykiety nie miało, bo jeszcze nie zdążyło zadebiutować na rynku.


Brovarnia Jasne
(alk. 4,7%) to świetny, klasyczny, szczodrze nachmielony na aromat i smak pils, w którym zioła przechodzą po badeńsku w lekką cytrynkę, goryczka jest wyraźna, ale nie nachalna, słód wycofany, a słodycz resztkowa minimalna. Widzę to piwo w tradycji południowoniemieckiej, mniej wytrawnej od germańskiej północy, a jednocześnie mniej słodowej niż tradycja czeska. Do picia w większych ilościach świetnie się nadaje, również dzięki niskiej zawartości alkoholu. Bardzo dobry pils. (7/10)


Kozioł na etykiecie, koźlak w butelce – Hircum Gedanum to piwo w stylu ponoć niesprzedawalnym, choć ja, jako kontrarianin również smakowy, za każdym razem w Niemczech skanuję getrenki w poszukiwaniu koźlaczków. Ten z Brovarnii uderza w nos karmelem, melanoidynami, ale przede wszystkim suszonymi owocami, których intensywność spycha w tło nutki (włoskich) orzechów. Zwykle preferuję bardziej orzechowe koźlaki, ale tutaj natłok owocowego suszu nie warunkuje nadmiernej słodyczy, a finisz piwa jest wręcz półwytrawny, przy całkiem mięsistym ciałku. Suszone śliwki, figi oraz rodzynki dominują, zaś finisz zapewnia wspomniane nuty orzechów oraz delikatnej czekolady. Bardzo mnie cieszy, kiedy ktoś w Polsce się bierze za ten styl, tym bardziej że w tym wypadku próba wyszła bardzo udana. (7/10)


Po nazwie Sunset Ale (alk. 5,6%) spodziewałem się szczerze mówiąc jakiejś cytrusowej apki, tymczasem tutaj Brovarnia zaserwowała kolejny styl z gatunku rzadkich, mianowicie best bitter. Piwo łączy ciasteczkową, lekko może przybarwioną karmelem bazę z kwiatowymi i korzennymi nutami oraz przebłyskami owoców. Podejrzewałem przed nalaniem piwa, że może ktoś zapomniał dodać słowa „extra” na kontrze, ale nie – odczucie pełni jest faktycznie nieco mniejsze niż w typowym ESB, za sprawą czego piwo żwawo wchodzi, a i wytrawny, choć nieprzesadnie gorzki finisz z nutką żywicy na tyle wywołuje efekt suchości w gardle, że po kilku sekundach człowiek sięga po szkło, żeby je sobie znowu zwilżyć. Niezłe do picia w większych ilościach, koniec końców jednak moim zdaniem zbyt mało wyraziste smakowo, żeby zapadło w pamięć. (5,5/10)


W obliczu niedosytu na rynku oraz mojego uwielbienia dla stylu, każda czarna ipka ma moją uwagę, tak więc i Brovarnia Black IPA (ekstr. 13,5%, alk. 5,5%) zapowiadała się ciekawie. I dostarczyła. To jest właśnie ten przekładaniec czekoladowo-cytrusowo-żywiczny, jakiego oczekuję w czarnych ipkach, tutaj dodatkowo wzbogacony wtrętem borówkowym. Umiarkowane parametry czynią z tej bardzo udanej kompozycji piwo o charakterze sesyjnym, tak więc duża butla wchodzi w try miga. Jedynie goryczkę można było moim zdaniem jeszcze trochę podkręcić, ale nie jest to mankament. Świetna sprawa. (7,5/10)


Premierowe piwo bez etykiety, ale za to z bardzo charakterystycznym aromatem. Śliwki w czekoladzie, karmel, pumpernikiel, trochę Mon Cherie; w posmaku łączą się wspomniane nuty z waniliowym zaokrągleniem oraz lukrecjową wytrawnością, która kontruje średnią pełnię i absolutnie nieprzesadzoną słodycz piwa. No więc jaki to jest styl? Oczywiście berliner weisse! Żarty na bok – premierowy Porter Bałtycki to jest bardzo smaczne piwo. Na tle krajowej konkurencji jest piwem bardziej wytrawnym, co właściwie jest dodatkowym plusem, no a plus właściwy, czyli kompozycja słodów, jest w punkt. To lubię bardzo. (7/10)

Reasumując – z przesyłek jestem bardzo zadowolony. Wprawdzie Kotwiczne wyszło jak na mój gust zbyt kwaśne, a Sunset Ale za mało wyraziście, ale średni poziom zrecenzowanych piw był wyraźnie lepszy od średniego poziomu piw, które sobie kupuję samemu. Hmm...

Yeti 6621670896756534978

Publikowanie komentarza

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)