Disgusting Crafts #3
https://thebeervault.blogspot.com/2018/05/disgusting-crafts-3.html
Kolejna edycja nie naparstkowych degustacji przeszła do historii już jakiś czas temu, ale teraz dopiero udało mi się opracować wpis. Narobione za pośrednictwem sklepu wysyłkowego Beergium zapasy topnieją w zastraszającym tempie, ale odrobina hedonizmu jeszcze nikomu zaszkodziła. No dobra, zaszkodziła wiele razy, ale mamy nadzieje, że tym razem nie zaszkodzi nam. Tym razem wzięliśmy na celownik cztery RISy, ale i dwa kwasy, tak ot, dla przełamania, żeby nas zbytnio nie zakleiła słodycz stoutowa. Tej ostatniej wprawdzie jednak nie było w zaplanowanych piwach w nadmiernej ilości, no ale tego nie mogliśmy do końca wiedzieć przed ich rozlaniem. Tak więc po pierwsze, na stole wylądował gruszkowy kwas z amerykańskiego Wicked Weed, czyli La Bonte Pear, po drugie flanders z The Bruery, po trzecie dwa flagowe RISy z Jackie O’s z Ohio, a po czwarte dwa imperialne stouty sygnowane marką Evil Twin, z czego jeden w kooperacji z Prairie. Spodziewałem się zatopić kubki smakowe w płynnej dobroci, a tymczasem…
… tymczasem wyszło różnie. La Bonte Pear (alk. 6,5%), fermentowany dzikusami grasującymi w okolicy browaru Wicked Weed, to piwo bardzo ciekawe. Ma dziki, ale jednak wielowymiarowy bukiet, w którym dzikusy poprzeplatane są białym gronem, zielonym jabłkiem, sianem, tymiankiem, a i szczególnie w smaku kwiatem bzu. W zasadzie jest to mocno szampanowy farmhouse ale. Znaczy się – jest dużo farm, mało ejl, jest też house, bo do sączenia na plaży niedaleko didżejki piwo by się nadawało. Aha, właśnie, przecież to jest kwas z gruszką. No więc tytułowego owocu jest tutaj tyle, co kot napłakał. Nie szkodzi jednak, ten zbalansowany kwasek wchodzi bardzo dobrze. (7/10)

Drugi RIS z browaru Jackie O’s, czyli Dark Apparition (alk. 10,5%), ma ciemniejszy profil aromatyczny, ale nie o wiele. Ponownie zmysły wykrywają spory natłok melasy oraz ciemnych owoców, jest więc znowu efekt porto, pojawiają się śliwki, jak i lekka orzechowość, no i w końcu również czekolada, ale mało intensywna, a na dodatek w wariancie słodkim. Piwo jest gęste, kremowe, słodkie, wręcz likierowe. Ponownie głębia jest jego atutem, ale i ponownie jest zbyt mało ciemne w bukiecie jak na mój gust. Zapowiadanej kawy nie wyczułem wcale, a czekolady nie wystarczyło na tyle, żeby nadrobić niedostatki w tym zakresie. Rezultat jest smaczny, ale oczekiwałem więcej. (6,5/10)

Przechodzimy do najsłabszego zawodnika zestawu. Doszły mnie słuchy, że Even More Coco Jesus (alk. 12%) z Evil Twina choruje na wódczany przerost, ale musiałem sobie oczywiście samemu sparzyć palce. A raczej język. Kokosu nie pożałowano, wskutek czego piwo stało się w moim mniemaniu lekko mydlane. Również syropu klonowego dodano chyba od serca, przez co piwo ma dość melasowy charakter. W posmaku pojawia się kawa, w tle przewija się przez cały czas również słodka czekolada. Wyczuwalnie spore ciało jest niepotrzebnie spłycane przez natłok alkoholu, który obchodzi się z przełykiem bez sentymentów, paląc po drodze całe wioski bezbronnych kubków smakowych. Nie pykło to wcale, choć mogę sobie wyobrazić, że piwo w formie ułożonej może być naprawdę dobre. (4/10)

Panel został zdominowany jakościowo przez fantastyczny Oude Tart z The Bruery Terreux, Evil Twin zrehabilitował się za słabego kokosa świetną kooperacją z browarem Prairie, Wicked Weed dało dobry strzał, a Jackie O’s nie spełnił oczekiwań. W następnej odsłonie będzie zdecydowanie bardziej kwaśno.