Skand-IPA-wia
https://thebeervault.blogspot.com/2013/04/skand-ipa-wia.html
Kraje skandynawskie są, obok Wielkiej Brytanii i Włoch, tym rejonem Europy w którym zróżnicowanie rynku piwnego wraz z ofensywą nowofalowych stylów piwnych rozwija się najprężniej. Browary z krajów post-wikińskich często mają uznaną renomę na świecie, nie ustępującą tym amerykańskim. No a główną twarzą piwowarstwa nowofalowego jest IPA, toteż styl ten jest w skandynawskich mikrobrowarach warzony równie ochoczo jak za Oceanem. Zobaczmy więc jak w zestawieniu wypadają skandynawskie piwa uwarzone w tym stylu. Na tapetę wziąłem IPA z browarów Ørbæk, Nils Oscar, Mikkeller, Malmö Brygghus oraz Inderøy.
Ørbæk IPA (alk. 5%) jako jedyne piwo w tym zestawieniu jest chmielone klasycznie, szczepami angielskimi a nie amerykańskimi. Niektórzy psioczą nawet że takie coś nie ma obecnie racji bytu, skoro asertywne chmiele amerykańskie wywindowały AIPA na sam piwny szczyt, a angielska, klasyczna IPA jest w porównaniu z wersją amerykańską bardziej łagodna. No i dobrze – nie zawsze ma człowiek ochotę dostać chmielową maczugą w twarz, i na takie momenty angielska IPA się dużo bardziej nadaje.
Smakowo piwo jednak nieco rozczarowuje. Jest bardziej wytrawne niż się spodziewałem, o niezbyt intensywnym smaku, wręcz zahaczającym o wodnistość. Połączenie jasnego słodu z kwiatowością chmielu okazuje się tutaj jednak zbyt ugłaskane, choć całość jest balansowana mocną (ale nie bardzo mocną) goryczką, wybrzmiewającą nieco zielonymi nutkami chmielowymi. Takie nieco nudnawe. Artezan to dużo lepiej zrobił. (Ocena: 6/10)
Idziemy dalej, pozostajemy jednak póki co w Danii. Green Gold od Mikkellera (alk. 7%) – to piwo jest nazwane jednoznacznie, zresztą i na zielonej etykiecie prężą się zielone szyszki zielonego złota, czyli chmielu. Piwo jest warzone w duńskim browarze Fanø Bryghus i w klasyfikacji gatunkowej na RateBeer zajmuje 32 miejsce, co czyni je najwyżej lokowanym IPA jakie dotychczas piłem. Użyte chmiele to Simcoe, Cascade i Amarillo, a ponadto piwo ma w zasypie coś czego inne IPA nie mają, mianowicie płatki owsiane. Jak się zaraz przekonamy, są one świetnym dodatkiem nie tylko w przypadku stouta.
Wizualnie bardzo ładne – pomarańczowe z czerwonymi refleksami, piana dość obfita, trwała i oblepiająca szkło.
W zapachu moc bardzo dojrzałych, tropikalnych owoców – mango, brzoskwinia i daktyle, delikatny cytrus, a do tego lekka żywiczność, no i wyraźna słodowość, zarówno nieco jasna, może ciut landrynkowa, jak i ciemniejsza, karmelowa. Wydaje mi się, że przebijają się też nutki przyprawowo-drożdżowe.
Smakowo pojawia się oczekiwana jedwabistość, efekt dodania do zasypu płatków owsianych, która jest dodatkowo podbijana lekką oleistością substancji chmielowych oraz słodowością. Jest wyraźne, pełne, słodowe ciało, owocowo-chmielowy smak oraz mocna ale nie przytłaczająca, miękka goryczka. Czyli wszystko jest dokładnie tak jak lubię – piwo nie jest przechmielone, a mimo to bardzo wyraziste i mocne. Końcówka mięciutka, chmiel na tym odcinku staje się bardziej zielony (żywiczny) niż złoty (tropikalno-miąższowy), choć i w posmaku daktyle są obecne. No i te płatki owsiane to strzał w dziesiątkę, odczucie w ustach jest bezbłędne. Całościowo piwo robi doskonale zintegrowane wrażenie, wszystkie elementy się nawzajem przenikają. Jedyne nad czym w moim subiektywnym odczuciu można by popracować, to profil chmielowy, kierując go bardziej w stronę liczi, marakuji i mandarynki. Wówczas mogłoby sięgnąć ideału. Świetnie wyważone piwo, klasa! (Ocena: 8,5/10)
Smakowo też zresztą nie powala. Jest mocna goryczka, za to w posmaku prześwituje alkohol, co mi tutaj nie pasuje. Szczególnie że smak ani złożony ani głęboki, więc nie ma równoważnika. Lubię wprawdzie kiedy IPA dysponuje pewną dozą zbalansowania pomiędzy słodem a chmielem, ale tutaj wyszło takie pitu pitu bez wyrazu. Przechodzi bez echa. Rozczarowanie. (Ocena: 5,5/10)
Smakowo mamy constans, czyli silną, tropikalną aromatyczność chmielową, odpowiednio podbudowaną słodem wyczuwalnym wszakże bardziej językiem (gęstość) niż powonieniem (aromat). Do tego kremowe nasycenie, a na koniec bardzo mocną grejpfrutową goryczkę sparowaną z mandarynkowym posmakiem. Aromat obezwładnia, piwo jest pyszne. Może finisz jest ciut mniej wyszukany niż w Green Gold, ale dzięki jeszcze fajniejszemu aromatowi całość jest odrobinę lepsza. Kompletnie niezrozumiałe są dla mnie niskie oceny tego piwa. Osom. (Ocena: 8,5/10)
Ciemnobursztynowe piwo ładnie się pieni i na dobrą sprawę tyle dobrego można na jego temat powiedzieć. Może przesadzam, ale zapach jest zupełnie inny niż się spodziewałem – mianowicie wyraźnie miodowy, jabłkowy i brzoskwiniowy. Zupełnie jakby z miodem zmieszać soki z obydwóch owoców, i dodać może jeszcze kapkę podpiekanego słodu. Ogólnie jest częściowo kwaskowo (pewnie sprawa drożdży), częściowo słodko i mimo brzoskwini absolutnie nie amerykańsko, choć angielsko na dobrą sprawę też nie.
Dość solidne ciało w połączeniu z mocną goryczką typu grejpfrutowego faktycznie chyli to piwo mimo dziwnego aromatu w kierunku IPA. Smak bardziej owocowy niż miodowy, lekko przyprawowy. Nic szczególnego, nie jestem pewien czy piwo wyszło zgodnie z założeniami. Jest niezłe, tylko tyle. (Ocena: 6/10)
Przegląd wygrywa zaskakująco Beerssons IPA, przed Green Gold od Mikkellera.