Polskie imperium 6
https://thebeervault.blogspot.com/2020/06/polskie-imperium-6.html
Trochę średnie to lato, warto się więc ogrzać na sercu podwyższoną dawką alko... ee, smaku. Smakowitość polskich imperialnych stoutów jest rzeczą dyskusyjną, przynajmniej biorąc pod uwagę ich średni poziom. Tym bardziej należy docenić tych, którym się sztuka uwarzenia RISa bez istotnych zastrzeżeń udaje. W tym przeglądzie mamy do czynienia z ośmioma takimi pozycjami.
Jak piwo nie wyjdzie zgodnie z oczekiwaniami, to się je pakuje do kartonu i podkreśla, że powstało na bazie samych słodów, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś amerykańskim koncerniakiem, w przypadku którego takie podkreślenie miałoby może jakieś uzasadnienie. Purista od ReCraftu (ekstr. 26%, alk. 11%) to kombinacja oblanego karmelem pumpernikla, ciemnej czekiolady i ciemnych owoców. Wszystko w formie pudełkowej vel mało intensywnej. W smaku pumpernikiel staje się bardziej wyrazisty, wręcz releguje pozostałą garść nut na tylne siedzenie, czemu towarzyszy denerwująca kwasowość. Ciała jest mało, w przeciwieństwie do alkoholu, który staje się w miarę picia najbardziej wyrazistym elementem tej układanki, sczególnie że finisz poza palonością jest pustawy. Fajnie, że nie jest to pastry, fajnie, że słodycz jest śladowa, ale to jest wychudzona adaptacja stylu, wyzbyta nawet nie tyle fajerwerków, co w sporej mierze treści. Cienkie, proste, alkoholowe piwo. Słabizna. (3,5/10)
Tak się wiesza psy na góralach, że zdzierają ceprów aż do gołej kości, tymczasem potężny (alk. 11%) RIS od Łukasza Jajecznicy w detalu chodzi po 13,50 zł za pół litra. Cena jak na dzisiejsze standardy bardzo atrakcyjna. Nie jestem na ogół fanem piw z dodatkiem chili, ale w Czekoladowej Dolinie od Podgórza wylądowało habanero – moja ulubiona odmiana pod względem aromatu i smaku. Bardzo dobrze mi na ogół wchodzą tez czekoladowe odmiany papryczek, a tutaj jak na talerzu mamy zespolenie mocnej odsłodowej czekolady z rzeczonym habanero, zapowiada się więc nieźle. Piwo jest nisko nasycone, średnio gęste, w głównej mierze habanerowo-czekoladowe, z wtrętami paloności i kawy w zasadzie dopiero w finiszu. Złożoność nie jest jego mocną stroną, ale jest przyjemne, a nawet ostrość finiszu mi w nim nie przeszkadza. Dobre. (6,5/10)


Niezbyt szanuję Profesję, ale raz na jakiś czas im się coś naprawdę udaje. Na przykład właśnie tym razem. Car Jura Whisky BA (ekstr. 28%, alk. 14%) to RIS zdominowany przez mokre, cierpkie, europejskie drewno w połączeniu z delikatnym karmelem i wyraźną winnością. Summa summarum pachnie jak jakieś czerwone wino. Nie znam się na winach i nie chcę się znać, więc nie skonkretyzuję swojego wrażenia. Wprawdzie winność mogłaby sugerować, że coś tutaj poszło nie tak, ale w smaku nie ma zadnej ponadnormatywnej kwasności czy innych oznak infekcji, więc jest okej. Zwraca uwagę płaskie nagazowanie, zaniżające średnią piw Profesji w tym aspekcie (hue hue), jak również pojawiające się dopiero właśnie w smaku nuty gorzkiej czekolady i wanilii, akcenty przypiekanej drewnianej klepki, jak i gładka tekstura piwa. Można się przyczepić do lekkiej cierpkości alkoholowej, za sprawą której piwo przy zejściu jeży język i podniebienie, ale to jest moim zdaniem stosunkowo mało istotny feler. To jest bardzo smaczne, przyjemnie kompleksowe piwo. (7/10)
Czym jest Astralny Żar w interpretacji Harpagana (ekstr. 24%, alk. 9%)? Jest amerykańskim imperialnym stoutem, dosadnie palonym, z nutami czarnych oliwek i jeżyn, za to oszczędnym na odcinku czekoladowym. Dość gęstym, palono-wafelkowym w ustach, ale niespecjalnie intensywnym w smaku. Słodkawym, ale nie przesłodzonym, a zarazem mocno stonowanym na odcinku goryczki. Czuć ciężar piwa, natomiast brak mu sensowniejszej treści – smak siedzi w drugim rzędzie, jest pustawy. Oznacza to wprawdzie, że piwo dość szybko znika ze szkła, ale równolegle znikają wspomnienia o nim z głowy. Wchodzi jednak bez oporów. Niezłe piwo w charakterze przerywnika między ciekawszymi pozycjami. (6/10)

Jeśli traktować Opium Cake (alk. 11%), wspólne dzieło Pinty i nowozelandzkiego 8Wired, jako pastry stout (bo ma przypominać makowca), to jest to ten wąski nurt w potoku beznadziei, który do mnie przemawia. Aczkolwiek znając stosunek Grześka do aromatów, to pewnie tutaj nic podejrzanego nie wylądowało. Niczego podejrzanego też nie czuć. Dużo gorzkiej czekolady i kakao, trochę kwaskowej pomarańczy, sporo rodzynek i jeżyn, ale i śliwek oraz wiśni, a do tego naprawdę solidna paloność, z której wyłaniają się delikatne ziemiste nutki. Piwo jest bardzo gęste i ma słodycz, jednak wytrawny finisz idealnie ją kontruje. Wrażenie obcowania z makowcem powstaje dopiero w posmaku, ale może to i dobrze. Super piwo. (8/10)

Mimo wątpliwej moim zdaniem sensowności nasycania azotem ciężkich ciemnych piw, w koszyku wylądował Tajemniczy Ogród z browaru Nook (ekstr. 30%, alk. 10,3%). Nitro w nazwie ciężkiego piwa i od razu wiem, że prawdopodobnie będzie robiło wrażenie trochę niedogazowanego, a z całą pewnością spłaszczonego. Dominacja przypalonego karmelu, śliwek i mlecznej czekolady w bukiecie sugeruje zasyp bliższy bałtykowi niż RISowi. Kawa jest zupełnie śladowa, gorzkiej czekolady nie ma, są delikatne nutki owocowe. Na plus cielistość, gładkość, wręcz lepkość ciała – piwo w smaku wypada ciekawiej niż w mało intensywnym aromacie. Poza finiszem, ten bowiem jest irytująco cierpki. Trochę chaotyczne piwo, udające RISa. (5,5/10)

Nie miałem dotychczas dobrego mniemania o azotowych eksperymentach Browaru Stu Mostów, z wyłączeniem lekkich piw ciemnych. Piwa cięższe, nawet jeśli wychodziły nieźle, to jednak miały smak spłaszczony przez azot, miałem wrażenie, że z konwencjonalnym nagazowaniem wyszłyby sporo lepiej. Niemniej jednak Nitro Imperial Stout Bourbon BA 2019 (alk. 11%) to wyśmienite piwo, przełamujące dotychczasowy paradygmat. Aromat charakteryzuje się cudownym zapachem bourbonowej bednarni – w opór wanilii, kokosa dużo mniej, trochę cygarowych nut, trochę czekolady, przewijają się też ciastka amaretto. Smak jest nasycony nutami białej dębiny, kokos jest silniej odczuwalny na tym odcinku, aksamitną gładkość przecina lekko cierpka, dopasowana destylatowa kontra. Piwo jest gładkie i słodkie niczym bourbon, z palonym, lekko waniliowo-kawowym finiszem RISa. Mimo azotu jest głębia, jest lekki kwasek od paloności i trochę drewnianej taniczności, ale wszystko pracuje na rzecz balansu. Super piwo! (8/10)
Sytuacja się powtarza. W jednym z przeglądów tej serii nieoczekiwanie najwyższą notę dostał Borys Kuloodporny z Dzikiego Wschodu. Stosunkowo tani RIS, o którym nie było głośno, a jednak jakościowo zdystansował tuzów polskiego craftu. Wersja Buffalo Trace BA (ekstr. 28%, alk. 11,2%) zagaja elegancko mokrym, lekko wypalonym drewnem z nutami wanilii, czekoladą i smukłym karmelem, garścią suszonych owoców, gładkim odczuciem w ustach i świetnie dopasowanym, lekko tanicznym, gorzkim finiszem. Głębi jest w sam raz, alko jest schowane pod dywan, pije się zdradliwie szybko i z uśmiechem na ustach. Wyśmiente piwo! (8/10)
Również w beczce po Buffalo Trace wylądował Buzdygan Rozkoszy BA od Harpaganów (ekstr. 24%, alk. 9%). Wersja rumowa była wyśmienita, ta tutaj z kolei wypada słabiej. Co nie znaczy, że źle. Beczka jest wyczuwalna w formie niuansów, laktony dębowe zlały się z wiórkami kokosowymi w zasadzie w całość. Czekolada jest deserowa i esencjonalna, zgodnie z oczekiwaniami. Dodatek kawy nie zrobił piwu źle, nie zdominował całości ani jej nie pchnął w objęcia segmentu antipasti (kapar nie ma). Słodycz jest umiarkowana, a finisz wręcz półwytrawny. W tym ostatnim wanilia przeplata się z czkeoladą i nutami palonymi. Bardzo smaczne piwo, ale bez spodziewanej intensywności i głębi. Poprzeczka jest zawieszona zbyt wysoko. (7/10)

Rzadko kiedy komplementuję piwo za wygląd, ale tak doskonale kremowej, wręcz betonowej piany, jaką dostarczył mi Konstancin Russian Imperial Stout (ekstr. 25%, alk. 8,3%) to już od dawien dawna nie miałem, a w piwie butelkowym, nie potraktowanym azotem – chyba nigdy. Doskonale wyglądające piwo autorstwa Michała Kopika, leżakowane przez 15 miesięcy (w tanku), prezentuje oldskulowe podejście do stylu, dalekie od modnych obecnie, przesłodzonych, sztucznych pastry abominacji. Ma podkreślone ciało i umiarkowaną słodycz, przede wszystkim jednak jest dość dosadnie palone, a tym samym kwaskowe i gorzkie zarazem. Nuty konkretnej paloności, czekolady, kawy, karmelu/toffi, owoców leśnych, wiśni, mineralnej lodowatości oraz ciemnego pieczywa nadają mu treść, uzupełnioną o żywiczne posmaki amerykańskich chmieli. Odczucie w ustach jest bardzo gładkie, głębia jest w sam raz, a pijalność wręcz zastanawiająca. To piwo mnie przeniosło w myślach wiele lat wstecz, do pierwszej warki Mr Hard’s Rocks z Pracowni Piwa. I jeśli gdzieś uda mi się je przyuważyć, to kupię kilka butelek na zapas. Tak mi smakowało. Jeden z najlepszych polskich RISów. Bez dwóch zdań. (8,5/10)
Fajnie, że mimo kilku wręcz spektakularnych wtop, ten przegląd dostarczył mi dużo frajdy, a złotówki zostały w ponad połowie zainwestowane sensownie. Oby tak dalej.