Kilka puch na obiad
https://thebeervault.blogspot.com/2016/11/kilka-puch-na-obiad.html
Londyński Fourpure konsekwentnie stawia na puszki oraz kegi, z pominięciem butelek. Jako fani metalu zainwestowali ponadto ostatnio w Hop Gun z fabryki BrauKonu, dzięki któremu ich piwa mają być jeszcze bardziej intensywnie chmielowe. Sprawdźmy, co z tego wyszło.




I wtedy nadszedł on, cały w chmielu. Shape Shifter to ajpa która nie bierze jeńców. Kiedy Robert powiedział mi jakiś czas temu, że jest to najlepsza IPA w ofercie Browariatu, byłem sceptyczny, ale okazało się, że coś w tym mogło być. Cała moc białych cytrusów – głównie grejpfruta i pomelo – uzupełniona przez mango oraz dyskretną nutę liczi. Wytrawne, gorzkie, a jednak nie przeholowane pod tym względem. Pijalność pińcet. Tak się to robi (8/10).
Juicebox (ekstr. 14,6%, alk. 5,9%) to ajpa podrasowana skórką pomarańczy, no i faktycznie – pomarańcza dominuje, są tez nuty papai oraz mango, więc jak rzadko kiedy zgadzam się z autoopisami sensorycznymi na kontrach piw, tak w tym wypadku pozostaje mi się pod tym tylko podpisać. Smak pod względem intensywności jest raczej na poziomie APA niż IPA, co jednak nie szkodzi wcale, bo piwo tym samym pozostaje rześkie i szybko pijalne, aż po melonowy, umiarkowanie gorzki finisz. Bedebe. (7/10)
A na koniec Fourpure również z puchy, ale tej bardzo dużej. Wędzony porter to dobra rzecz, a Burnt Ends (ekstr. 13%, alk. 5,7%) to rzecz wręcz bardzo dobra. Jest tutaj trochę czekolady, jest przyjemna, kremowa konsystencja, no i przede wszystkim nieprzesadzona wędzonka, przypominająca końcówkę sztachety świeżo wyjętej z ogniska. Bez zastrzeżeń. (7/10)
Fourpure odnotowuje obecnie niewiele potknięć i jest zdecydowanie browarem, którego siłą jest sesyjność swoich wyrobów. Nie za bardzo odczuwam miarodajną zmianę po zainwestowaniu w Hop Guna, ale nie szkodzi.