Disgusting Crafts #1
https://thebeervault.blogspot.com/2018/02/disgusting-crafts-1.html
Panelomania dotarła do Mikołowa. Niedawno kolega Wojciech opublikował tekst, w którym nie tyle krytykuje modę na panele, co stwierdza, że opinie o piwach, sformułowane w ramach paneli, nie są miarodajne. Porusza przy tym kilka istotnych kwestii, końcowy wniosek jednak w moich oczach jest naciągnięty. Czym bowiem mierzyć miarodajność piwnych opinii? Moim zdaniem, piwa powinny być konsumowane w warunkach naturalnych. Warunkami naturalnymi jest kanapa przed telewizorem, fotel przed komputerem, multitap, osiedlowy bar, grill, ognisko, łąka w lesie, plaża czy nawet brama w kamienicy. Innymi słowy – warunkami naturalnymi dla piwa jest takie otoczenie, w którym pijemy piwo, chcąc z tego czerpać przyjemność. Warunkami naturalnymi dla piwa nie jest sterylne pomieszczenie, w którym pochylamy się nad chemiczną kompozycją piwa (takie coś jest dobre tylko dla pracujących w browarze sensoryków), z kolei każde inne miejsce w zasadzie spełnia definicję warunków naturalnych.
I w takim kontekście panel degustacyjny w knajpie bądź w domu spełnia definicję warunków naturalnych. Odnosząc się do zarzutów padających w podlinkowanym na początku wpisie Wojtka –że możemy być na takim panelu pod wpływem opinii współdegustujących? To naturalne, mogą nam zwrócić uwagę na element piwa, który przeoczyliśmy. Ważne, żeby się nie dać zwariować i nie stwierdzić jak uczestnicy pewnego panelu na WFP, że spirytusowy, niepijalny Mikkeller Black to ambrozja, skoro wszyscy tak mówią i tyle kosztuje. Za dużo "sztosów" (brr) na raz? I tu myślę, że zależy to od indywidualnych predyspozycji, ale ja byłem w stanie na One More Beer Festivalu wyłuskać spośród ponad 50 skosztowanych piw kilka genialnych. Że za małe próbki piwa? W przypadku piw wysokoekstraktywnych nie powinno być to problemem, aczkolwiek zarzut "naparstkowych degustacji" uważam za całkiem zasadny. Że za dużo alkoholu? Ponownie kwestia indywidualnych predyspozycji i doświadczenia. Wiem, kiedy już nie powinienem ze względu na stan upojenia opisywać żadnych piw i się tego trzymam. Stąd łączna ilość wypitego na panelu alkoholu powinna jednak faktycznie być skrojona na miarę degustujących. Że porównujemy na takim panelu każde piwo z innymi piwami? Jak najbardziej naturalne. Dzięki temu nabieramy dodatkowej perspektywy. A może to brak porównania z innymi piwami w przypadku degustacji jednopiwnych trochę je z kolei upośledza?
Generalnie mój stosunek do paneli jest przychylny – pozwalają na picie rzeczy, na które nas w pojedynkę nie stać lub nie chcemy na nie przeznaczyć aż takich pieniędzy. A biorąc pod uwagę, że piwa po 100zł za butelkę potrafią być denne bądź wręcz zepsute, to panele jawią się wręcz jako rzecz racjonalna.
Razem z dwoma kumplami stwierdziliśmy więc, że będziemy się spotykać co jakiś czas, zrzuciwszy się uprzednio na pakiet droższych piw. Nie będą to raczej piwa bardzo drogie, tylko takie mieszczące się w przedziale 40-60zł za flaszkę, a więc z warszawskiego punktu widzenia piwa dla biedaków. Ale jako że biedaków jest w Polsce większość, to i może ktoś inny na podstawie naszych doświadczeń będzie w stanie coś dla siebie wyciągnąć. Ilość flaszek na panel ograniczyliśmy do sześciu, tak więc nie dotyczy nas kwestia degustacji naparstkowych – próbki wynoszą co najmniej 100ml, w niektórych przypadkach dochodząc do 250ml. Nie będziemy też raczej degustować piw w lekkich stylach, aczkolwiek ta kwestia nie jest do końca pewna.
Na pierwsze spotkanie wyłożyliśmy po 80zł na głowę, pojechałem do katowickiego Bierlandu, zakupiłem za tę kwotę 6 flaszek i ruszyliśmy tydzień temu w niedzielę z z tym koksem.
Na pierwszy ogień poszła nudna Belgia. Gulden Draak to klasyka piwowarstwa, która ma w Polsce złą prasę po tym, jak w Lidlu onegdaj wylądowały niedoleżakowane, alkoholowe potworki z jakiejś partii tego piwa. Gulden Draak Brewmaster's Edition (alk. 10,5%) to jednak zupełnie inna bajka. Piwo leżakowało sporo czasu w beczkach po szkockiej łysze i to czuć. Waniliowo-drewniana, lekko pomarańczowa szkocka nuta gra tutaj najwyraźniej, są banany, morelowa galaretka, jabłka oraz pieprzny finisz piwa podstawowego, a na dokładkę ciut toffi. Piwo grzeje przełyk, ale obywa się bez nachalnego spirytu. Jest bardzo gładkie i ma ciało. Jedyne czego bym sobie mógł jeszcze zażyczyć, to trochę więcej głębi. Niemniej jednak, jest to moim zdaniem świetna pozycja. (7,5/10)





Na tym zakończyliśmy panel, choć siłą inercji obaliliśmy jeszcze kilka ciekawych rzeczy – jednak już bez skupiania się na nich. Myślę, że taka forma jest optymalna zarówno dla nas, jak i dla czytających, więc mam nadzieję na w miarę szybka repetę z innym zestawem.