Maczetą Ockhama przez gąszcz polskich debiutantów A.D. 2017
https://thebeervault.blogspot.com/2017/09/maczeta-ockhama-przez-gaszcz-polskich.html
Mam kolejną okazję, żeby pochylić się nad radosną twórczością rynkowych debiutantów z tego roku. Tym razem są to browary Hoppy Lab, Brovca, Socho, Kazimierz oraz Alternatywa, a także kontraktowcy Sandomierz, Marcel, Ignis, Abyss i Gorzka Prawda. Początkowo wpis miał obejmować tylko trzy z powyższych i ukazać się na przełomie wiosny i lata tego roku, ale ciągle mi wpadało do zapasów coś nowego, więc wpis miarowo pęczniał, aż osiągnął rozmiary, które zupełnie nie są przystosowane do kultury obrazkowej czasów obecnych. Ale to u mnie w zasadzie standard.
Należy pamiętać, że każde z poniższych piw to egzemplarze z pierwszych warek, poza chyba Sandomierzem, który debiutował kilka miesięcy wcześniej nim się pojawił w moich okolicach. Należy mieć to na uwadze, bo niektóre piwa zostały uwarzone po raz kolejny, a nawet i być może dwa razy, w związku z czym nie można wykluczyć (choć i nie należy zakładać), że browary poprawiły ich formę. Niniejszy wpis stanowi więc w zasadzie zapis tego, z jaką formą poniższe podmioty zadebiutowały na rynku.

AIPA 14,3 (ekstr. 14,3%, alk. 4,9%) to zdecydowanie pozytywne zaskoczenie. Grejpfrut, z białymi nutami owocowymi na uzupełnienie. Słodowa podbudowa jest w sam raz na balansowanie swoją drogą dalekiej od przegięcia goryczki. Soczysta, klasyczna ajpa, bardzo dobrze zrobiona (7/10). Co ciekawe, AIPA 15 (ekstr. 15%, alk. 5,2%) podeszła mi mniej. W aromacie cytrusy, herbata, trochę mango oraz ananasa. W smaku potwierdza się, że herbacianość odróżnia ją od swojej niższej ballingowo siostry. Piwo jest raczej łagodne, poziom intensywności sytuuje je bliżej APA, choć ma wytrawny, ale nie rozgoryczony (hue) finisz. Byłoby w porządku, jednak w miarę ogrzania pojawiły się zbożowo-kukurydziane nuty, które negatywnie zaważyły na całościowym wrażeniu (5,5/10). Cascadian Dark Ale (ekstr. 16%, alk. 6,7%) dostarcza innych doznań, niż chce tego opis na kontrze. Otóż jest jednak czekoladowo, w finiszu z kolei trochę kawowo-palono, co skutkuje lekkim kwaskiem. Podpisałbym się z kolei pod słowami producenta o nutach owoców leśnych, choć skojarzenie z jeżynami które miałem, nie było do końca dosadne. Na dokładkę mamy tutaj trochę cytrusowo-żywicznych nut od chmielu. Bardziej niż prawilna BIPA jest to więc a la stout amerykański, choć nie szkodzi – jest to zbalansowane, pijalne, smaczne piwo (6,5/10).

Werdykt dla Hoppy Lab – naprawdę nieźle, będę trzymał kciuki.
Z Alternatywy kupiłem wszystkie debiutanckie piwa browaru, ufając owocom pracy piwowarów, którzy to – wnioskując z autoprezencji fejsbukowej – są pełni wiary w sukces. Był to błąd.
No bo miało być fajnie, bo browar ze Śląska, a Śląsk to wungiel, zaś wungiel to miłość. Niemniej jednak jedyne co mi się spodobało, to rodzaj butelek (kojarzą mi się z czeskim Kocourem, od którego w pewnym sensie zacząłem lata temu swoją przygodę z craftem) oraz pomysł na nazwy piw, podobny do tego z angielskiego Brew By Numbers. Czyli mamy wzór ‘n#n2’, gdzie n to gatunek piwa, a n2 to jego podgatunek. I tak zaczynamy od 1#1, czyli Vermont IPA (ekstr. 15%, alk. 6,5%). Bukiet to amalgamat białych owoców, grejpfruta, zboża, okołomiodowej cukrowości oraz nutek potliwych. Wszystko tak mało intensywne, że trzeba wziąć potężny wdech, żeby cokolwiek wyczuć. Smak jest podobnie mało wyrazisty, o soczystości nie może być mowy. Delikatny chmiel, zboże, echa okołosiarkowe i tyle. Pić się da, ale jest słabe (4/10).
Alternatywa 1#2 to Biała IPA (ekstr. 15%, alk. 6,5%). Chmiele ponownie głównie wyparowały w siną dal, no ale pozostały witbierowe przyprawy. Skórkę pomarańczy lubię prawie zawsze, z kolei kolendra tutaj trąci mocno mydłem, a to lubię tylko czasami, i to nie w piwie. Więcej, skojarzenie mydlane jest tak mocne, że piwo wydaje się być w tej części trybutem dla kostki z pisuaru. W smaku ponownie bardzo mdłe, mydlane, lekko słodkawe, lekko gorzkie, w miarę lekkie dzięki pszenicy. Werdykt podobny jak powyżej – pić się da, ale słabe. No, słabsze. (3,5/10). Alternatywa 2#1, a więc American Pale Ale (ekstr. 12%, alk. 5%) to już jednak porażka na całej linii na wszystkich możliwych frontach. Udało się bowiem zrobić piwo jeszcze mniej intensywne od dwóch powyżej. Piwo jest niemalże wyzbyte smaku i zapachu. Serio. Goryczkowa woda z echami zboża oraz cytrusów (te ostatnie to wręcz echa echa), z łodygowym finiszem. Do zlewu z tym. Przypomina mi się śnięty już chyba Bro’Warszawski (2/10).
Miałem sobie dać spokój z tym Alterpiwem, bo szkodza szczępić sakwę z dukatami, ale jeszcze dokupiłem 4#1 Americański Pils (ekstr. 12%, alk. 4,5%). No bo rudzianina Mateusza z Brokreacji lubię, więc chciałem być na tyle miły, że pochwalę browar z jego miasta. Najwyżej jedno z jego piw zjadę w najbliższym czasie dla równowagi. Ale nie, nie zjadę. To znaczy, może i zjadę, ale na pewno nie dla równowagi. Otóż ta Alternatywa w formie pilsa amerykańskiego to znana już śpiewka – woda, woda, przebłyski owocowe, woda, lekka ale sucha, ściągająca goryczka, no i nutki herbaciano-trawiaste w charakterze listka figowego. A, i jeszcze delikatne masełko w tle. Ma wprawdzie trochę ciała, ale pod względem intensywności bukietu jest to typowy wodniak, a pod względem kompozycji piwny inwalida. Szkoda czasu, pieniędzy i zdrowia na takie niewypały (3/10).
Werdykt dla Alternatywy – it's a prank, bro.
Ignis, czyli po łacinie ogień, to żaden ogień, przynajmniej na chwilę wejścia na rynek. No bo taki Bujny Książę (ekstr. 12%, alk. 4,4%) to wyjątkowo mało intensywna mieszanka żywicznego cytrusa, trawy i siarki, punktowana przesterowaną, mocno nieprzyjemną goryczką, taką z gatunku wykręcających żuchwę. 70 IBU przy 12 Blg i znikomym aromacie oraz smaku to jednak trochę dużo. No i mam wrażenie, że część użytego chmielu nie była pierwszej świeżości, zaś spośród witowych dodatków od biedy można wyczuć skórki cytrusowe, kolendry z kolei już nie uświadczyłem. (3/10). Dalej wcale nie jest o wiele lepiej. W Żabim Porcie (ekstr. 12%, alk. 4,5%) są obecne co prawda nutki cytrusowe, ale ponownie nikłe. Dość wyraźna była w mojej butelce za to dzika infekcja, która sama w sobie nie stanowiłaby jeszcze czynnika dyskwalifikującego piwo, sparowana jednak z niezwykle płaskim smakiem, niskim nasyceniem oraz szorstką, nieprzyjemną goryczką spowodowała, że dopiłem tylko do połowy (3,5/10). Stosunkowo najlepiej wypadło Małe Ciche (ekstr. 11,8%, alk. 4,3%), pils z konkretną, ale niestety ponownie nieprzyjemną, szorstką i łodygową goryczką. W aromacie trochę nut klasycznych odmian chmielu, jasnego słodu oraz jabłek, a w smaku poza wspomnianą goryczką również na mój gust ciut zbyt dużo słodyczy resztkowej. Tutaj nic się do siebie nie klei, ale jak na polskiego pilsa zawsze mogło być jeszcze gorzej (4/10).
Werdykt dla Ignisa – ostatni płomień zgasł.

No dobrze, a co z piwami? Tu już nie wygląda to tak różowo. Szaman Łąkowy (ekstr. 12%, alk. 4,9%) to tak zwany weizen plus, czyli w tym wypadku weizen z suszonym jabłkiem i skórką dzikiej róży. No i ja osobiście tej drugiej nie wyczuwam, natomiast co do pierwszego, to ich nuty można znaleźć również w niektórych konwencjonalnych weizenach. Jeśli jednak wykreślimy niecodzienne dodatki i potraktujemy piwo jako zwykłego weizena, to nadal szał nie daje o sobie znać. Piwo jest wyraźnie goździkowe, jabłkowe, kwaskowe, lekko słodkawe i delikatnie słodowe, z drożdżowym posmakiem. Raczej mało owocowe jak na weizena, a przy tym nieprzesadnie rześkie. Byłoby do zapomnienia, gdyby nie ta etykieta (5/10). Lepiej wypadł Leśny Mędrzec (ekstr. 13%, alk. 5,2%). Tutaj odwrotnie niż w Szamanie, dodatki zdominowały piwo kompletnie. I to trochę na jedno kopyto – dodatki witowe, czyli kolendra i skórka pomarańczy są mocno wytłumione, trochę trawy cytrynowej się gdzieniegdzie przewija, natomiast większość puli zagarnęła dla siebie mięta. W aromacie daje to nuty pokrewne tanim landrynkom miętowym z lat 90-ych. W smaku jest lepiej, mniej landrynkowo, a mięta przyjemnie chłodzi gardło. Niezłe piwo, choć z witem ma niewiele wspólnego (6/10).
Werdykt dla Sandomierza – … fajne etykietki.

Werdykt dla Marcela – shut it down, bro.

Werdykt dla Socho – tu potrzeba sporo pracy.

Werdykt dla Gorzkiej Prawdy – wyczuwam gorycz porażki, choć źle nie życzę.
Jako następnego odhaczyłem fizyczny browar rzemieślniczy Brovca, czy tam broVca. Twór jednego człowieka, Tomasza Michalskiego, który po 196 warkach przestawił warzenie z domowego na komercyjne. Zadbano więc o odpowiednie tło dla tworzenia.

Werdykt dla broVcy – może coś z tego jeszcze być. Sprawdzę za jakiś czas.
Browar Kazimierz nazwę swoją bierze nie od dzielnicy Krakowa, ale – jeśli stylizowana na drzeworyty oprawa graficzna strony internetowej jest miarodajna – od Kazimierza Wielkiego, człowieka, który według pewnych źródeł zgwałcił węgierską arystokratkę Klarę Zach, która wszystko przypłaciła dodatkowo obcięciem warg, nosa i palców u rąk, po tym jak jej ojciec w akcie zemsty przeprowadził nieudany zamach na węgierskiego króla, którego małżonka z kolei podobnież umożliwiła rzeczony gwałt. Sprawa nie jest wcale jednoznaczna, niemniej jednak smrodliwa. I oto Żytko (ekstr. 15%, alk. 6,5%), czyli żytnia ajpa z Kazimierza, smrodliwa nie jest ani trochę. Jest wyraźnie cytrusowa, cytrynowa, pomarańczowa, grejpfrutowa, a jasna barwa idzie tutaj w parze z kompletnym brakiem karmelowych nut w aromacie, co jednak w polskich warunkach jest warte uznania (wiem, powtarzam się). Jako uzupełnienie można wymienić wodę kolońską oraz ziołowe nutki z okolic rumianku oraz… koperku. Nie jest źle, a w smaku dodatkowo jest faktycznie po żytniemu oleiście, ale piwo cierpi na lekki brak aromatyczności, co szczególnie przy zagęszczonym przez żyto ciele daje się trochę we znaki. Wciąż jest jednak smaczne, a brak karmelu jest jednym z jego głównych atutów. Gdyby żyto nie zagęszczało go ponad miarę (mierzoną ogólną intensywnością), byłoby jeszcze lepsze (6,5/10).
Aledźwiedź (ekstr. 17%, alk. 7,2%) jest typowo polską, a więc lekko paloną black ipą z podkładem kojarzącym się z mokką z lekkim dodatkiem cukru kandyzowanego, co w moich oczach nie przynosi mu ujmy. Warstwa chmielowa obraca się w klimatach cytrusowo-żywicznych, a na goryczkę chmielu nie pożałowano, przez co to dość treściwe piwo ma zdecydowanie wytrawny finisz. To jest bardzo dobre (7/10). Pochwalić z kolei nie ma za co kazimierzowej Aldony (ekstr. 12%, alk. 5%), summer ejla o nikłym aromacie. Coś tam cytrusowego się przewija, coś słodowego, śladowo kwiaty, choć i mydlane nutki. W smaku mamy kontynuację z aromatu, czyli oszczędnie dosmaczoną wodę. To nie jest tak, że się tego nie da pić. To jest tak, że wolę sobie do Cisowianki wsadzić zerwanej w ogródku mięty. Wychodzi i lepiej i taniej (4/10). Następnie wziąłem się za Coffee Milk Stout Kara Mustafy, czyli wiyncyj cukru, mniyj alko (ekstr. 14%, alk. 3%). Pachnie to to zeschłą czekoladą trzeciego sortu, jak przeterminowana o rok bombonierka z Goplany, jest tutaj trochę fasolkowej kawy i taniej podróbki Mon Cheri. Wbrew pozorom nie jest zalepiająco słodkie, a trawiasto-ziołowa goryczka wręcz jest w świetle całości odrobinę zbyt dosadna. Szkopuł jednak tkwi we wrażeniu obcowania z wyrobem czekoladopodobnym zmieszanym z niezbyt smaczną kawą, czego dopełnia finisz, w którym kawa i fasola łączą swoje siły z popiołem. Wypiłem bez uczucia obrzydzenia, ale nie było to najlepsze piwne doświadczenie w moim życiu. Jest tutaj sporo do poprawy (4,5/10).
Werdykt dla Kazimierza – jest fundament do rozwoju, vel mogło być gorzej, a może będzie lepiej. Będę obserwował.

Werdykt dla Abyss – dużo gorzej być nie mogło.
Zdaję sobie sprawę, że debiutantów w tym roku było dużo więcej, ale biorąc pod uwagę, że z powyższych tylko dwa (Hoppy Lab oraz Kazimierz) uwarzyły piwa, które z miłą chęcią bym powtórzył (Session IPA z Hoppy Lab swoją drogą faktycznie ponownie zagościła u mnie w szkle), a spośród reszty niektóre podmioty zaprezentowały się wręcz tragicznie… więc jeśli weźmiemy to pod uwagę, a dodatkowo pamiętamy, że rok wcześniej na rynku debiutowały takie browary jak Łańcut, Piekarnia Piwa czy Browar Zakładowy, to jednak trochę smutno się człowiekowi robi.
Że też Ci się k...a pić tyle tego chciało?! :-O
OdpowiedzUsuńJuż tak mam, że jak widzę w sklepie nową markę, to próbuję. Czasami lepiej byłoby tę kasę przeznaczyć na coś bardziej zabawnego. Nie wiem, może na stepującego niedźwiedzia ;)
UsuńMuszę spróbować tego Hoppy Laba. Szczególnie aipa i session podchodzi mi z tego co piszesz. Ciekawe zestawienie i bardzo dobrze że obszerne w treść, przyznam że mógłbym poczytać nawet więcej
OdpowiedzUsuńJuż pracuję nad nowym zestawieniem debiutantów.
UsuńDzięki za recenzje - parę stoisk mi odpadło przed Warszawskim Festiwalem Piwa :)
OdpowiedzUsuńlegart
Kara Mustafy którą piłem na WFDP była świetna.
OdpowiedzUsuń