Sześciopak polskiego craftu 89
https://thebeervault.blogspot.com/2017/05/szesciopak-polskiego-craftu-89.html
Kokos, mięta, laktoza, no i jeszcze czorne chili – to już się nie da zrobić piwa ciemnego bez dodatku? Pewnie że się da, ale czemuż by go nie urozmaicić? Poniżej takie urozmaicone ciemniaki. I jedna wędzonka.
Zacznę od tej ostatniej. Pierwszym i podstawowym pytaniem, jakie człowiek sobie zadaje odkapslowując Rauchbier (ekstr. 12,5%, alk. 5,6%) w wykonaniu Rafała Siemoniaka, to czy w Janie Olbrachcie udało się uzyskać Bamberg? Szczególnie, że ostatnim i chyba póki co jedynym w pełni bamberskim piwem w historii polskiego postkomunistycznego piwowarstwa pozostaje 1978 autorstwa Solipiwko i Andrzeja Millera. No więc nie do końca jest to Bamberg. Charakter wędzonki jest wędliniany, ale jej intensywność jest raczej zachowawcza. Za to ten właśnie charakter niesie ze sobą przyjemne nuty drewniane, przywołujące wspomnienia górskich altan. Poza tym nuty słodowe obejmują wtręty suszonych owoców oraz idą bardziej w kierunku czekolady niż karmelu, co jest całkiem ciekawe. Mniej ciekawy jest jednak wodnisty, niemrawy smak. Pijąc rauchbiera, oczekuję, że za jednym zamachem popiję i zakąszę, a przynajmniej moje zmysły tak to odbiorą. Ten rauchbier smakuje jednak zbyt wodniście, za mało konkretnie. Mnie rozczarował. (5/10)
Rokokoko nie podeszło mi specjalnie, nie wyczułem w nim też efektu Bounty. No i teraz, mając przed sobą A Koko To Obchodzi, mam zagwozdkę. Bo tutaj owszem, efekt Bounty moim zdaniem jest całkiem wyraźny, mimo że poziom ‘nakokosowienia’ wydaje się być bardziej delikatny. Może to nuty owsiankowej czekolady robią różnicę, lepiej zespalając poszczególne elementy? A może to lekko tłustawe uczucie w ustach? Nie wiem tego. Wiem za to, że to mało skomplikowane piwo jest bardzo smaczne. Dużo fajniejsze od Rokokoko. (7/10)

Kingpinowy Hello Stranger (ekstr. 15%, alk. 5,3%) pachnie jak złote Prince Polo z dodatkiem laktozy, czyli wyraźnie czekoladowo i wafelkowo. W smaku bardzo gładkie, ale nie przesłodzone, z raczej dosadną goryczką jak na styl. Za to wspomniana gładkość nie pociąga za sobą obecności mulącej słodyczy, która mi w milk stoutach często przeszkadza, a tu jej na szczęście nie ma. Pijalność wzorowa, nie widzę żadnego powodu do narzekań. (7/10)

Po co warzyć milk stouta, skoro można milk portera? Albo może na odwrót? Sam nie wiem. Jakby jednak nie było, Sleeping Car Porter (ekstr. 16%, alk. 5,5%) to piwo oferujące przyjemne połączenie mlecznej czekolady i kawy zbożowej oraz ciasta rodzynkowego, przy spodziewanej, laktozowej, gładkiej fakturze. Delikatna słodycz tylko wzmaga pijalność tego trunku. Jestem zadowolony. (6,5/10)
Poziom selekcji okazał się generalnie naprawdę niezły, przy czym najbardziej zapunktowały Kingpin oraz Artezan, i to piwami, które u innych były często odsądzane od czci i wiary. Bywa więc na odwrót niż zazwyczaj i to ja okazuję się łaskawym recenzentem.