Loading...

Sześciopak polskiego craftu 135-138

Gonitwy za rynkiem piwnym część kolejna. Jako jednak, że między ostatnią tego typu przekrojową publikacją a obecną minął mniej niż miesiąc, toteż i perspektywy dogonienia tego zajączka rysują się obecnie całkiem optymistycznie. A teraz porozdajmy trochę rózg na ten nowy rok.

Nepomucen rzadko kiedy ostatnimi czasy rozczarowuje, no ale co jakiś czas każdemu się zdarza. Round 1 na przykład (ekstr. 13,5%, alk. 5,8%) to cebulkowo-cytrusowa DDH APA na modłę amerykańską. I ona akurat trochę moim zdaniem niedomaga. Zgaduję, że płatki owsiane miały dać piwu gładkości i zniwelować gryzący wpływ dużej dawki chmielu. No i piwo owszem, jest gładkie, ale i gęstawe niczym owsianka, zresztą w smaku dosłownie czuć coś na kształt owsianki. Z kolei odnośnie lupuliny – można wyczuć, że gdzieś jej pikantność jest obecna, mimo bycia przytrzaśniętą grubą warstwą owsa, zarazem jednak piwo nie bucha chmielem ani na odcinku aromatu ani smaku. Jest obłe w smaku, przyciężkawe i wytłumione jednocześnie. Ciężko wchodzi. (4,5/10)

Cieszyłem się bardzo na Full Time NE DIPA od Funky Fluid (ekstr. 19%, alk. 7,7%). Hop rate w liczbie 20g na litr zapowiadał maksymalne nasycenie chmielowością, a obydwa Michały potrafią te piwa tak zrobić, że zarazem nie występuje efekt bombardowania podniebienia napalmem. Niestety jednak nie trafił do mnie bukiet. Z jednej strony marakuja i mango, jak również gruszka, z drugiej mdławe połączenie juicy fruit i melona. No i jeszcze cierpkawa goryczka na koniec. Tym razem nie pykło. (5,5/10)

Mogło to wyjść naprawdę dobrze – rockmillowy Fresh Vision, czyli DDH belgian IPA (ekstr. 16%, alk. 6,5%), to połączenie nut korzennych ze stonowaną owocowością, przy czym to gumobalonowe i brzoskwiniowo-morelowe nuty górują nad pozostałymi, tworząc wespół ze słodami efekt owocowej galaretki. Rezultat jest dość cielisty, a zarazem gorzki. Koncepcja belgian ipy ze wzmożoną dawką chmielu do mnie przemawia, jego urzeczywistnienie w tym przypadku nie. Do czego można się przyczepić? Do absolutnego braku efektu DDH – nachmielenie jest jak na nowoczesną ipkę mocno stonowane, to już leciwy Atak Chmielu ma na tym odcinku dalece więcej do zaoferowania. Co więcej, piłem lepiej, mocniej nachmielone belgijskie blondy, które nie udawały ipek, a co dopiero DDH ipek. Kolejną rzeczą jest ogólne stonowanie aromatu i smaku, co szczególnie denerwuje w połączeniu z niebagatelnym ciałem. No i goryczka jest trochę ściągająca, a i ulotna maślankowość tła jest tutaj zdecydowanie zbyteczna. I jeszcze powtarza się casus z FlaminGO Czarnej Owcy – nachmielenie rozczarowująco stonowane, ale irytujący hop burn ujawnia się po wypiciu połowy. W takiej postaci to piwo wprawdzie da się wypić, sens jego istnienia pozostaje jednak dla mnie nieodgadniony. (4/10)

Dawno temu, jako czternastolatek, myślałem, że jak coś jest thrashem, to jest z zasady dobre. Byłem w błędzie. Za czasów studiów miałem tak z metalcorem. Ależ się myliłem. Potem, jakieś dziesięć lat temu, to samo miałem z djentem. Rzecz jasna nie miałem racji. Ostatnio z kolei pomyślałem sobie, że piwa z marakują to się chyba nie da zmaścić. Otóż się da – Maryensztadt się postarał i mu się udało. Sourtime Marakuja New England Sour IPA (ekstr. 15%, alk. 5,8%) ma mocno stonowany aromat, w którym marakuja gra ciche a zarazem pierwsze skrzypce, pojawiają się skojarzenia z malinami, jest też ulotne lacto. W smaku jest marakuja, przewijają się świeże śliwki, natomiast brak siły przebicia z aromatu utrzymuje się na odcinku owocowym, ergo smaku jest mało. Kontrapunktem jest paskudnie ściągająca, łodygowa goryczka, która wywala rachityczny kwasek poza nawiasy i odstawia ciężką borutę. Absolutnie bez sensu jest to piwo. (3,5/10)

W poszukiwaniu chłopca do bicia udajemy się niestety do Brovcy, browaru, który bardzo szanuję za rzemieślnicze podejście i wiele piw, no ale nie po wszystkie butelki firmowane tą marką warto sięgać (co do piw lanych, to jest odwrotnie, choćby pity niedawno Onyks). Negatywnym przykładem jest Atlantyk (alk. 5,8%). Kombinacja trawy cytrynowej, cytrusów z zielonym grejpfrutem na czele oraz ciasteczek może brzmieć obiecująco, jednak przy mocno stonowanej intensywności aromatyczno-smakowej i wątłej goryczce efekt końcowy jest american pejl ejlem na poziomie niewiele różniącym się od zasadniczo mało wyrazistego korpopiwa. Znaczy się – pić można to bez grymaszenia, ale zaraz po wypiciu piwo jest relegowane poza pamięć – tak bardzo jest niewyraziste. (4,5/10)

Może i Pracownia Piwa ostatnimi czasy doświadcza szwankowania jakości, ale jubileuszowe piwo im się bez dwóch zdań udało. 1000! (alk. 13,3%) to potężny barlej wine, którym można się błyskawicznie nasycić oraz ubzdryngolić naraz. Mamy tutaj pumpernikiel naszpikowany rodzynkami, daktylami i figami, melasę, ciut czekolady i orzechów, a także trochę suszonego owocu granata. Piwo jest gęste niczym syrop, pewnie nawet łyżkę można by w nim postawić na sztorc. No dobra, taką plastikową, dla małych dzieci. No ale wciąż. Piwo jest słodkawe ale nie przesłodzone, zaś mimo gęstości niestety również mocno cierpkie od alkoholu. Wraz z ogrzaniem trochę się układa, zaś jego imponująca kompleksowość sprawia, że łatwiej jest mu to jedno niedociągnięcie wybaczyć. Bdb. (7/10)

Mocno chmielone piwa z Piwnego Podziemia mają często kilka wspólnych niedociągnięć. Są mniej rześkie niż być powinny, a za to bardziej zawiesiste, no i występuje w nich irytujący hop burn. Hop Trilogy I (ekstr. 15%, alk. 5,6%) jest jednym z tych piw właśnie. Trio Mosaic, Ekuanot i Chinook dało mu tę specyficzną, siarkową chmielowość, która kojarzy się z cebulką, a może się też trochę skojarzyć z durianem. Poza tym można tutaj wyczuć trochę przejrzałych owoców tropikalnych, cytrusy, żywicę i cytrusowe zioła. Finisz jest wytrawny, a piwo niby soczyste, ale jednak przez swoją zawiesistość mało rześkie. I pali podniebienie. Tak więc ogółem zakupu żałuję. (5,5/10)

Liczba kooperacji Pinty z podmiotami zagranicznymi jest już taka duża, że straciłem rachubę. I oto uwarzyli wespół z Chorwatami ze Zmajska Pivovara neipkę o nazwie Dragon’s Pint (alk. 6,1%). Piwo ma świeży, cytrusowy aromat kojarzący się wprost z sokiem cytrynowym, uzupełniony o nutki anyżu i cebulki. Smak jest w miarę soczysty, finisz wytrawny, ale nie agresywnie gorzki, no i nieco trawiasty. W zasadzie smakuje to podobnie generycznie do ipek z Cloudwatera, tyle że ma mniej siły przebicia, za co odejmuję punkt. (6/10)

Nie mam absolutnie żadnej wątpliwości, że wrzucenie wędzonych świńskich uszu do kadzi to zabieg czysto marketingowy, niemniej jednak brokreacyjny Pig Difference (ektr. 16%, alk. 6,8%) to całkiem udana red IPA. Tostowa baza słodowa z nutkami na styku lukrecji i paloności przeszyta jest suszem owocowym oraz chmielami w postaci żywicznej i cytrusowej. Ciało jest średnie, finisz wytrawny, zaś wędzonka pod tym wszystkim niemalże ginie, taka jest subtelna, a przy okazji brak jej cech dystynktywnych, których człowiek podświadomie oczekuje po nietypowym dodatku. Poprawne piwo Brokreacji, któremu trochę brakuje wyrazistości. (6/10)

Fanem chmielu Sabro raczej nie zostanę, ale Brokreacji udało się w Trip Hop 4K Ultra HD IPA Citra Sabro Amarillo (ekstr. 19%, alk. 7,8%) przykryć jego niedostatki częściowo pozostałymi dwoma chmielami. Mamy tutaj mieszaninę stonowanego cytrusa, wyraźniejszego iglaka, jeszcze wyraźniejszej gumy melonowej oraz miętowego koperku. Tak jak Sorachi Ace, Sabro w moim odczuciu narzuca silniejsze skojarzenia z koprem niż z kokosem, ale być może inni mają odmienny pogląd na ten temat. Słodkawe, średnio gorzkie, absolutnie nie zamulające piwo. Dobrze zrobione, a bez Sabro byłoby jeszcze lepsze. (6,5/10)

Wino pszeniczne z kokosem i miodem – piłem jedno z najlepszych piw Browaru Stu Mostów na WFPD w 2018 roku, więc bez wahania sięgnąłem po butelczynę w sklepie, żeby sie z nim rozprawić trochę bardziej dokładnie. Art18 Honey Coconut Wheat Wine (ekstr. 27%, alk. 10%) to słodkie, syropowe, rozgrzewające piwo. Cukierkowo-miodowe z owocowymi wtrętami z rejonów słodkiego kandyzowanego jabłka, suszonej moreli oraz suszonej skórki pomarańczy. Wprawdzie kokosu praktycznie nie wyczułem wcale, ale bakaliowy aromat i smak zrobiły mi wieczór. Świetne piwo; dobrze, że nie był to jednorazowy strzał. (7,5/10)

Bardzo dobre udało się Maryensztadtowi połaczenie klimatów ipki z beczką po winie białym. Barrel Aged DDH New Zealand IPA White Wine (ekstr. 18%, alk. 8%) to ipkowa baza, która dała tutaj silne nuty pomarańczy, mandarynki oraz kwiatu bzu, co beczka uzupełniła o mokre drewno i wanilię, zaś efektem synergii międy winem białym a nowozelandzkimi chmielami piwo stało się przyjemnie winne. Bardzo smaczne. (7/10)

O synergii nie sposób mówić w przypadku kooperacji Golema i Szpunta. Stoibu (ekstr. 15%, alk. 6%) w wersji butelkowej to jest wprost niesamowita sromota. Zboże, landryna, zboże, nawet brzeczka, suche zboże. Wspomnienie po jasnym gronie, ledwie echo jakiejkolwiek goryczki i ulotne tchnienie owoców tropikalnych. I zboże. Suche zboże. To jest tak koncertowo spartolona sprawa, że nawet armeńska Kilikia byłaby w ślepym teście godnym przeciwnikiem. (2/10)

Gładką, zaskakująco gorzką double neipką zagaja Funky Fluid. Idaho Gem (ekstr. 19,1%, alk. 7,5%) pachnie zielonym grejpfrutem, karambolą, niedojrzałym melonem oraz melanżem soczystych cytrusów. W smaku jest dość pełny, jako rzekłem gładki i gorzki, a także lekko nudnawy. Ciekawy profil aromatyczny nie przekłada się na intensywność smakową. W tej sytuacji piwo jawi się jako bardziej gorzkie niż aromatyczne i soczyste, co być może zadowoli polujących na wciąż dość rzadkie gorzkie piwa, moim zdaniem jednak czyni to mało wyraziste smakowo piwo w zasadzie łatwym do zapomnienia. Tym bardziej, że wyszło również trochę siarkowo. (5,5/10)

Jeśli chodzi o rasowego ipkowego imperiala, zdecydowanie bardziej warto sięgnąć po wspólne dzieło Nepomucena, Browaru Zakładowego i Czterech Ścian. Trzy Po Trzy (ekstr. 20%, alk. 8,5%) to intensywna, soczysta multiwitamina, na którą składają się nuty mango, brzoskwini, gruszki, ananasa, pomarańczy, mandarynki, kiwi oraz moreli. Trzy Po Trzy to również podkreślona goryczka, wzorowo balansująca słodycz imperiala. To jest piwo intensywne i kompletne – takich imperiali proszę więcej! (7,5/10)

W jaki sposób można sobie zepsuć urodziny? Można przeholować z alko i popaskudzić zwrotem nadmiaru tegoż spódnicę koleżanki. Można spalić sobie auto. Albo można uwarzyć beznadziejne piwo. Panic Button (alk. 8%) to mętne i soczyste double IPA, które miało uświetnić siódme urodziny Artezana. No, mętne w sumie jest, ale soczyste już nie za bardzo. Na brak kompleksowości nie ma jak narzekać – słodki grejpfrut, kandyzowana truskawka, jabłko, pomelo, kiwi, marshmallows, żywica. Ale ten melanż nie ma siły przebicia, w smaku jest pustawo. Dosadnie robi się to piwo dopiero w finiszu, a to za sprawą irytującej cierpkości od alkoholu. Jest to więc piwo wykastrowane, cierpiące zarazem na przerost prosta... eee, etanolu. Ciężko to nazwać udaną pozycją, tym bardziej na urodziny. (3,5/10)

Podobnie wykastrowanym smakowo, acz na szczęście nie wulgarnie alkoholowym piwem jest Golem vs. Werewolf od Golemów (ekstr. 15%, alk. 5,5%). Swoją drogą, jak widzę określenie „DDH” na etykiecie polskiej ipki, to mam mocne przypuszczenia, że tego chmielu w aromacie i smaku specjalnie dużo nie będzie. Tutaj mamy soczysty grejpfrut, guawę, trochę przejrzałych tropików i szczyptę zielonej cebulki. Smak jest mocno stonowany, zaś finisz z jednej strony nieoczekiwanie wytrawny, z drugiej wręcz pustawy. Piwo stołowe, które przemija z wiatrem. (5/10)

W poszukiwaniu świetnej neipki powracamy do Funky Fluid. Cloudy NEIPA (ekstr. 16,5%, alk. 7,2%) ma wprawdzie ulotną nutkę zielonej cebulki, poza tym jednak jest to gładkie, soczyste, owocowe piwo z częściowo zaskakującym profilem aromatycznym. Połączenie nut gruszki, cytrusów, guawy, białej porzeczki, brzoskwini oraz białej herbaty z jaśminem jest udane, dosadnie podkreślone tak w aromacie jak i w smaku, soczyste, punktowane średnio mocną goryczką. Szczególnie wzajemne uzupełnianie się jaśminu z cytrusami mnie urzekło. Świetne piwo. (7,5/10)

Salamander Citrus DDH DIPA (ekstr. 17,5%, alk. 7,5%) przenosi pijącego w czasy, kiedy imperialna IPA była gęsta i naszpikowana chmielem niczym likier chmielowy, z maksymalnie wycofanymi nutami słodowymi oraz dosadnie mocną goryczką. Co prawda cytrusowe nachmielenie zostało tutaj przez Browar Stu Mostów wzmocnione dodatkiem suszonych skórek cytrusowych, jest to więc taka cheat-mode imperial IPA, ale z drugiej strony – skoro efekt jest zbliżony do niegdysiejszych pierwowzorów, to nie ma się co czepiać. No może poza nieco błotnistą konsystencją. Poza tym jednak jest to bardzo dobre piwo. (7/10)

Pierwsze barlej łajno Pinty, czyli Masterbar (ekstr. 27,5%, alk. 10,5%), wyszło moim zdaniem wręcz pokazowo. Pełno tutaj karmelowej, lekko podpieczonej słodowości, no i owocowych nut – od czerwonych suszonych owoców pokroju żurawiny czy rodzynek, przez figi i daktyle, aż po galaretkę z czerwonych owoców i delikatne orzechy w finiszu. Bogactwo bukietu można doceniać bez przeszkód, bo wysoki woltaż dał piwu tylko delikatną, szlachetną cierpkość, współgrającą z przyjemnym grzaniem w gardle. Piwo jest słodkie, ale nie jest ulepkiem – między innymi ze względu na wspomnianą cierpkość. Świetnie się to pije! (7,5/10)

Kingpin w wydaniu butelkowym bywa marką problematyczną. Midwest IPA o nazwie Lowrider (ekstr. 16%, alk. 7%) przy podbitym ciele niesie ze sobą mało treści, zaś ta, która jest obecna, nie do końca ma sens. Jest trochę odchmielowych owoców, jest i trochę zielonych nut z rejonu geranium, jest też trochę siarki. Dość topornie to wchodzi w takiej postaci. (4,5/10)

Funky Fluid robi świetne chmielowe bomby, z kolei po mało pozytywnych doświadczeniach z ich FES-em (casus serka waniliowego od płatków dębowych) trochę się obawiałem Funky Masona, uwarzonego razem ze znanym szpecem od porterów i stoutów. Zupełnie niepotrzebnie. Funky Mason (ekstr. 16%, alk. 6%) to wyraziście czekoladowy i palony porter wzbogacony o nuty karmelu i toffi, ale – co istotne – nie brakuje mu też chmielowych, sosnowych nutek, jak to w india export porterze. Dodajmy jeszcze podkreśloną goryczkę, czy też całkiem konkretne ciało i mamy bardzo udanego, pożywnego portera. (7/10)

Wprawdzie od jakiegoś czasu bardzo ostrożnie podchodzę do browarowych nowalijek na polskim rynku, czasami jednak kupię jakiegoś debiutanta na chybił trafił. Tak się rzecz miała z Browarem w Cieniu i ich Belgian Ob-session (ekstr. 13%, alk. 5,8%). No i może nie był to strzał w dziesiątkę, ale i na pewno nie chybiłem. Ten „citrus herb session saison” jest piwem korzenno-ziołowym, cytrusowym zaś też, ale w mniejszym stopniu. Pojawiają się biszkoptowe i herbaciane nutki, przewijają się winnopodobne owoce. Podkreślono goryczkę, zostawiono delikatną słodycz. Wprawdzie wbrew etykiecie nie nazwałbym tego piwa rześkim, ale na pewno jest ciekawe. No i po prostu smaczne. (6,5/10)

Pałętała mi się po backlogu samotna recka pewnego bardzo udanego piwa niskoalkoholowego. Nie wiem, czy to piwo jest jeszcze dostępne w jakimkolwiek wariancie. Wiem jednak, że muszę nadrobić i skrobnąć coś o najlepszym piwie low-alco, jakie w obrębie polskiego craftu powstało. Nie jest to ipka marki Miłosław, której przysługuje mocne drugie miejsce, lecz twór Pinty i AleBrowaru o nazwie B-Day 6.0 Afterparty Recovery IPA (ekstr. 9%, alk. 2,1%). Piwo nachmielone niemalże do granicy przechmielenia. Fest cytrusowe, trochę gernaiolowo-żywiczne, ciut cebulkowe, niesamowicie rześkie. Brzeczkowość została wytłumiona na tyle, na ile się to dało, goryczka jest podkręcona. Wchodzi jak woda, ale nie jest wodniste. Kropka nad „i” w tym segmencie. (7,5/10)

Znalazło się w tym przeglądzie kilka niesamowicie słabych piw – chociażby Stoibu, Maryensztadt Sourtime Marakuja, czy tez Panic Button od Artezana – ale za to piwa takie, jak Trzy Po Trzy, Cloudy od Funky Fluid, Art18, czy też pintowski Masterbar sprawiają, że nadal chętnie sięgam po rodzimy craft, mimo że niewiele ponad jedną trzecią piw z tego przeglądu okresliłbym mianem udanych. No to do następnego!

sześciopak polskiego craftu 2368027604670757084

Publikowanie komentarza

  1. Cześć, dzięki że sięgasz po Funky Fluid, jeśli niedawno piłeś tego Fulltime'a to trafiła Ci się stara warka. Widzę po etykiecie która delikatnie się różni, no i Idaho Gem też już stare, za dwa tygodnie kończy się termin a w neipach to wiesz jak to wygląda. Natomiast Funky Mason moim zdaniem z każdym miesiącem zyskuje... jeszcze raz dzięki i pozdrawiam. Michał FF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siema! Nie nie, te recenzje częściowo mają trochę na karku, a mocno chmielone piwa zwykle pijam do dwóch tygodni czasu od dostawy do sklepu. Za niedługo będzie więcej od Was, bo chętnie sięgam po FF.

      Usuń

emo-but-icon

Strona główna item

Popularne wpisy (ostatni miesiąc)